Rachunek wolności

Widzę pustą ciszę w szarej sukni,

chłód wypełnia moje kroki.

Powietrze pachnie metalem,

czas zatrzymał się w martwej symetrii. Widzę , mamo i Tato, w jednym cieniu– bez granic, bez ochrony.

Byłeś wszystkim, a nie byłeś niczym, gdy najbardziej trzeba było być. Zbudowałeś swoją karierę na moim niewolnictwie.

Gdy ja szlochałam i szorowałam podłogi,

ty udawałeś geniusza.

Każdy mój dzień był walką,

każdy oddech krzykiem, który nie dotarł.

Patrzę na rachunek–

godziny, lata, życie wpisane po mojej stronie,, winien".

To jest mój honor.

Gdzie był ten kręgosłup,

który kazałeś mi łamać,

żebym pasowała do waszego teatrzyku? Przejrzałam twoją nęcną strukturę. Jesteś dla mnie jak szkło –

na nim budowałeś swój fałszywy autorytet .

Twoja wyższość to tylko nagrobek

dla brata, który kiedyś trzymał mnie za rękę.

Zamykam tę sesję.

Twoja licencja na bycie mądrym

w moim życiu właśnie wygasła. Odzieram cię z wykresów,

z zimnej logiki, która zabiła człowieka. Zostawiam cię w tej pustce,

w twoim własnym granicie.

A ja...

Prostują plecy.

Szarość pęka.

I w szkarłatnej sukni

stawiam krok –

wyrok wolność w jednym oddechu .Odchodzę.

Z rachunkiem zamkniętym.

Średnia ocena: 1.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania