,,Wielka majówka"

Zwieźli mnie z pierwszego piętra kamienicy,

na krześle przymocowanym taśmą klejącą

do składanego wózka transportowego,

nieogumionego trójkółkowca.

 

Podczas głośnego przejazdu dodawałem otuchy ekipie,

gadając jak jak po głupim Jasiu przed operacją:

szkoda, że nie można zmieniać pozycji.

 

Na weselu syna, podczas rozmowy z siostrzenicami i bratanicą,

będącymi mentalnym przedłużeniem nieżyjącej mamy,

wspomniałem o córce.

 

Kupiła mi buty na opuchnięte nogi w rozmiarze jak na dorosłego słonia,

I garnitur na lumpach z fastrygami, plombami w kieszeniach,

nie szło rąk wsadzić.

I grosza nie wzięła, jak rzadko który kochanek,

który się oddał kobiecie.

Średnia ocena: 2.3  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Sokrates 2 mies. temu

    Cóż zrobić. Samo życie. Ważne że jest pogoda ducha.

  • Grain 2 mies. temu

    danke

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania