,,Wielka majówka"

Zwieźli mnie z pierwszego piętra kamienicy,

na krześle przymocowanym taśmą klejącą

do składanego wózka transportowego,

nieogumionego trójkółkowca.

 

Podczas głośnego przejazdu dodawałem otuchy ekipie,

gadając jak jak po głupim Jasiu przed operacją:

szkoda, że nie można zmieniać pozycji.

 

Na weselu syna, podczas rozmowy z siostrzenicami i bratanicą,

będącymi mentalnym przedłużeniem nieżyjącej mamy,

wspomniałem o córce.

 

Kupiła mi buty na opuchnięte nogi w rozmiarze jak na dorosłego słonia,

I garnitur na lumpach z fastrygami, plombami w kieszeniach,

nie szło rąk wsadzić.

I grosza nie wzięła, jak rzadko który kochanek,

który się oddał kobiecie.

Średnia ocena: 1.0  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania