,,Wielka majówka"
Zwieźli mnie z pierwszego piętra kamienicy,
na krześle przymocowanym taśmą klejącą
do składanego wózka transportowego,
nieogumionego trójkółkowca.
Podczas głośnego przejazdu dodawałem otuchy ekipie,
gadając jak jak po głupim Jasiu przed operacją:
szkoda, że nie można zmieniać pozycji.
Na weselu syna, podczas rozmowy z siostrzenicami i bratanicą,
będącymi mentalnym przedłużeniem nieżyjącej mamy,
wspomniałem o córce.
Kupiła mi buty na opuchnięte nogi w rozmiarze jak na dorosłego słonia,
I garnitur na lumpach z fastrygami, plombami w kieszeniach,
nie szło rąk wsadzić.
I grosza nie wzięła, jak rzadko który kochanek,
który się oddał kobiecie.
Komentarze (2)
Cóż zrobić. Samo życie. Ważne że jest pogoda ducha.
danke
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania