Rap 2
z kart wróże sobie śmierć,
bawię się z diabłem w pokera,
gram w rosyjską ruletke,
sztrzege straży w moim zamku z piasku,
jestem jak hamumrabi,
trochę jak zebra raby,
trochę w paski,
trochę kolczasty,
mam sufity i podłogi,
wiolinowe klucze,
mam muzyke,
mam mnóstwo tekstów,
ale jestem biedny,
bo nie mam na skręty,
palę marlboro ruskie,
zagrałbym w pornolu bo chce poruchać,
ale żadna mi daje,
taka moja poza,
jak mi zagrają,
tak tańcze,
gówno mam do powiedzenia,
często mówie do widzenia,
ale z kłamstwem jestem za pan brat,
jak ze śmiercią,
palił bym wrzos palił bym wszystko,
bo jestem piromanem,
a nie raperem,
nie ma tu rymów,
bo to pojebane wersy,
dla takiego przestępcy jak i ja,
wszyscy mają mambe tylko nie ja,
ktoś igra z losem, a ktoś sra,
jestem jak inspektor gadżet,
czy to faul,
śnią się jakieś skrzaty,
cholchliki, krasnoludki,
a ja wierzę tylko w smutki,
żadnych baśni w moim świecie nie ma,
i to ja jebałem calineczke w pępek,
gdy byłem mały, ale kiedy to było,
jak ja od urodzenia jestem dorosłym,
szumią wiosny o długiej zimie,
bo słonko się wkurwiło na to pierdolenie,
zima jest bo nie rucham,
może jak dasz dupy to dam promyk słońca,
póki co martwi mnie rzeka rwąca,
jesteś gorąca,
jak moja fotka,
stawiasz klocka a ja się spuszczam,
i tak powinno zostać,
bo to nie riposta,
to taki koktajl,
zjadłbym gówno sanah prosto z tyłka,
tak mnie kręci tak mnie jara,
że to koszmar,
gram vabank, gram jak zechce,
za kradziony hajs,
za kradzione wersy,
jestem jak pan bóg jebnięty,
we wrześniu mam styczeń,
w portfelu wszy i mendy,
z tosteru raże się prądem,
nie dzielny czas jest poniedziałkiem,
bo tu światło jest raz w roku,
raz jest jasno raz jest ciemno,
kto rymuje lepiej,
jak ja lub inni,
nie mam myśli w głowie bo jestem dziecinny,
obcy jak kosmita albo jak wróg publiczny,
martwi mnie brak rodaków i kotwic w lunaparku,
w zoo trzymam siana pąk, gdzie są zwierzęta,
srutututu mówisz więc maawiaj dalej,
ja nie jestem pedałem, mimo że tak wyglądam,
nie moja wina że taka ze mnie postać,
gram w filmach dla przygłópów jak di caprio,
w tle pijąc soczek caprio,
na tanie bzdety jest potrzeba,
jak na wagine albo bombki w zime,
bo choinka musi być ubrana,
nie może być rozlegniżowana,
stara dama wali padłem,
nie lubie lal pachnących nieświerzym męskim moczem,
ale wypił bym siki weroniki prosto z cipki,
bo to romatyczne,
jestem zwykły hipster, jednakże niecodzienny,
nie mam gęby, nie posiadam przędzy,
temu chcę trochę pieniędzy,
bo jestem jak nóż tępy,
ton denny, brak twierdzy,
brak twierdzeń i powiedzeń,
nie czyni ze mnie przysłów,
mam deklinacje w garści, w garści sprzęty,
mimo że jestem ostro pierdolnięty,
to tanie jak wentyl,
pażydełkowcem zostać lepiej,
niż mieć nibynóżki,
chce poznać trzy główne mrzonki,
prostytutek multum,
multum universum,
blade śniade gęby,
na sztukę z wędlin zrobioną,
lecz nie taką wymarzoną,
jest poza jest totem ,
w księżyca blasku,
strugam księcia po omacku,
na twoim karku,
leży strumień gorącej pitnej wody,
jestem jałowy jak jałowica,
czy pelikan chrapie,
czy jestem kutasem,
czy mówią na mnie waćpan,
mości murgrabia,
ja jestem jak janosik albo zorro,
po co ci ta maska,
w blaskach fleszy,
kalka na kalkach,
ode mnie capi świerzość,
jestem jak lampka albo rower damka,
to sarkazm,
na ferie mam zgryz tani,
by być jak aksamit jak proszek do pieczenia,
by się wypleniać jak robal po ostrej zimie,
w garncu móch pełno,
pełno krowiego gówna,
popełniaam błąd za błędem,
bo to tester narkotykowy,
na mnie się uwzią,
cugle ciągną cugle,
w rymach prostota siedzi,
by był posag muszą być zgredzi,
sąsiedzi mamią wódką,
dla mnie to przaśne,
jak stumilowe baśnie,
bujdy gnuśne jak futra jenotów,
mówisz hej mi na dobranoc,
a ja bym przespał się z twoją mamą,
co zbiorę to zgubię,,
co zarobie to strwonie,
mam grzechotke cierpień,
na stole leży muszelka,
lecz jak kwiat zwiędła,
musi być jak zechce,
by śmierć ominąć,
trzeba mieć coś we łbie
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania