recenzja ;)

„Znak Zerro” to film, który już samym tytułem nie pozostawia widzowi złudzeń: będzie politycznie, absurdalnie i zdecydowanie nie po hollywoodzku. Fabuła opowiada o byłym polskim ministrze sprawiedliwości, który po serii politycznych zawirowań trafia za ocean. Oficjalnie przebywa w Stanach Zjednoczonych. Nieoficjalnie - wszędzie. A przynajmniej tak sugerują kolejne tropy.

Reżyser bawi się konwencją kina szpiegowskiego. Bohater, nazywany przez wszystkich „Zerro”, porusza się między hotelowymi korytarzami, studiami telewizyjnymi i anonimowymi apartamentami. Każde pojawienie się przed kamerą wywołuje większe emocje niż pościg samochodowy, a najważniejsze pytanie filmu brzmi nie „kto go śledzi?”, lecz „czy ktoś w ogóle wie, gdzie on jest?”.

Największą zaletą „Znaku Zerro” jest jego absurdalny humor. Film konsekwentnie pokazuje świat, w którym dokument podróży może być ważniejszy od biletu lotniczego, oświadczenie ważniejsze od adresu, a konferencja prasowa może zastąpić scenę pościgu. W jednej z najlepszych scen bohater patrzy przez okno na Waszyngton i mówi z powagą: „Nie uciekam. Po prostu jestem bardzo daleko”.

Trudno nie dostrzec satyry na współczesną politykę, w której rzeczywistość momentami sama zaczyna przypominać scenariusz politycznego thrillera. Twórcy świadomie balansują na granicy groteski: im bardziej bohater próbuje udowodnić, że sytuacja jest całkowicie normalna, tym mniej normalnie wszystko wygląda.

Sam „Zerro” jest postacią paradoksalną. Z jednej strony przedstawiony zostaje jako człowiek przekonany o własnej niewinności i politycznym prześladowaniu, z drugiej - jako bohater niemal komiksowy, który potrafi zniknąć z pola widzenia szybciej niż napisy końcowe. Film nie próbuje rozstrzygać politycznych sporów. Zamiast tego robi coś znacznie bardziej filmowego: zamienia je w farsę.

Czy „Znak Zerro” jest dobrym filmem? Jako poważny thriller polityczny - zdecydowanie nie. Jako satyra na polską politykę i współczesną kulturę medialną - całkiem znakomity. To film, po którym widz może wyjść z kina z jedną myślą: jeśli kiedyś powstanie sequel, jego tytuł powinien brzmieć „Zerro 2: Tym razem naprawdę wiadomo, gdzie jestem”.

 

Przypomniała mi się "Doskonała próżnia" ponadczasowego mistrza - Stanisława Lema.

 

Niestety, to tylko bełkot z sieci...

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania