Refleksje na tematy wszelakie lub...
-Luźne notatki na temat książki Oscara Wilde'a " Poeta w dobie socjalizmu+ inne refleksje---
Pamiętam, że książkę Oscara Wilde'a czytałem pod koniec XX wieku. To musiała być druga połowa lat 90., kiedy fascynowali mnie angielscy poeci i dramaturdzy. To wtedy, jak Wergiliusz Dantego po trzech wymiarach eschatologicznych, tak po swoim mistycznym Londynie oprowadzał mnie William Blake. W jego poemacie " Jerozolima" znalazłem ową kuriozalną myśl, iż Nową Jerozolimą świata współczesnego będzie Londyn, a generalnie Anglia, która ma dać ludzkości coś na kształt " wewnętrznej przemiany lub oświecenia.". Przy okazji wciąż wracałem do malarstwa Williama Blake'a ,do tych kosmicznych kształtów, które w sposób podświadomy kojarzyłem z malarstwem tybetańskim lub indyjskim. A może William Blake wciąż tylko przetwarzał i dodawał nowe elementy do indyjskich mandal, nadając im zupełnie inne formy, a tak naprawdę tworząc jakąś inną wersję labiryntu...?
Ale jakiego labiryntu? W " Księdze przysłów" tego samego autora znalazłem arcyciekawą refleksję na temat Ducha Świętego". Oto Bóg Ojciec miał być myślą, Syn Boży zwycięstwem nad światem materialnym, a Duch Święty miał symbolizować "pustkę pojmowaną jako absolut". Liczba trzy ma tyle znaczeń symbolicznych, ezoterycznych. Pustka była dla Williama Blake'a chyba tym samym, czym była dla filozofa epoki Średniowiecza Mistrza Eckharta, który w vacuum dostrzegał najwyższe wcielenie ABSOLUTU. Coś, co jest w swej istocie puste, musi być dalekie od naszego doznania lub doświadczenia świata, a jednocześnie absolutne poprzez swoją jednorodność i nieokreśloność; zera nie można pomnożyć.
Nullum jest zawsze wieczne i niezmienne. O pochodzeniu pojęcia zera chyba już pisałem, a konkretnie w nawiązaniu do książki hiszpańskiego historyka literatury i filozofa Ramona Menendeza y Pidala (był również historyk literatury Ramón Menendez de Pelayo), który w niezwykle fascynującym eseju opowiada o historii używanego przez współczesną informatykę i matematykę pojęciu zera. Na początku małe sprostowanie: pojęcia zera nie zawdzięczamy w prostej linii Arabom, lecz Hindusom. Arabowie dzięki swoim tłumaczeniom uratowali cała tradycję intelektualną starożytności (w kalifatach na Półwyspie Iberyjskim, w Damaszku i Bagdadzie przetłumaczono księgi greckich filozofów; przetłumaczono na język arabski również święte księgi tradycji indyjskiej) . To z Indii pochodzi pojęcie zera przedstawiane często jako wąż połykający własny ogon, które symbolizowało dwa wymiary duchowej nieskończoności, jakimi były Atman i Brahman. A zatem zero potocznie interpretowane jako nicość, nieobecność, w najstarszym rozumieniu tego pojęcia symbolizuje mistyczną nieskończoność, która jest wszystkim...a zarazem niczym...Jest i dzięki temu właściwie nie istnieje...Nawiasem mówiąc pojęcie "istnienia" jest bardziej adekwatne w odniesieniu do świata materialnego, do owego spektaklu rozgrywającego się w czasie i przestrzeni...
***** ********
" Gdyby głupiec konsekwentnie podążał drogą swej głupoty, stałby się mędrcem"- William Blake (Księga przysłów") Dzisiaj pomyślałem sobie, że w bardzo podeszłym wieku, kiedy już zapomnę o wszystkim, czego się kiedyś nauczyłem, tę myśl zachowam do końca moich dni....
Ta myśl daje nam (chyba?) odrobinę nadziei, chociaż pozornie jest przewrotna, wręcz szydercza....
Ale z drugiej strony, co możemy powiedzieć o drugim człowieku? Wszystkie proste, trochę toporne określenia, takie jak: mędrzec, głupiec, sympatyczny człowiek, człowiek honoru, człowiek bez honoru chyba jednak nie opisują zbyt precyzyjnie tzw. rzeczywistości...(?)
.Pytanie do psychologów, czy to, co się dzieje w psychice nieznanego nam człowieka, naprawdę możemy opisać za pomocą kilkudziesięciu lub nawet kilkuset teorii?
Nigdy nie należy udzielać rad, nawet samemu sobie...
***** *******
Wracamy do książki Oscara Wilde'a "Poeta w dobie socjalizmu"...Pamiętam ten dzień, upiornie gorące przedpołudnie na samym początku lipca roku XXXX
Przez Pole Mokotowskie doszedłem do Biblioteki Narodowej w Warszawie. Wypisałem rewers zamówienia i po kilkunastu minutach otrzymałem jakieś przedwojenne wydanie tej książki.
Cały tekst przeczytałem w ciągu jednego dnia; oczywiście z kilkoma przerwami na kawę lub papierosa w chłodnej palarni w podziemiach olbrzymiego budynku w alei Niepodległości na granicy Śródmieścia i Mokotowa.
" Żaden człowiek nie powinien być zmuszonym do pracy tak upokarzającej, jaką jest sprzątanie brudnej ulicy"- Oscar Wilde. Dalej autor dodał jeszcze utopijną (piękną) myśl, która sprowadzała się do tego, że przyjdą czasy, kiedy maszyny wyzwolą nas od poniżającej pracy fizycznej, praca przestanie być niszczącą i upadlającą człowieka czynnością....
Przyjdą kiedyś czasy, kiedy ludzie całkowicie poświęcą się pracy duchowej, nastąpi jakieś "podniesienie ludzkości", której przypięte zostaną anielskie skrzydła...
Tyle Oscar Wilde, a ja ze swojej strony dodam jeszcze cytat z wiersza "Testament mój" Juliusza Słowackiego, z którego zapamiętałem te piękne słowa:" A ja was zjadaczy chleba w Aniołów przemienię"
***** ******************
" A ja was zjadaczy chleba w Aniołów przemienię"
W serialu " Czterdziestolatek" dr Stelmach przekonuje inżyniera Karwowskiego, iż ten musi się nauczyć "bezczynności; "musisz się nauczyć nic nie robić, niczego nie obliczać, nie projektować, nie wytwarzać....Ale twoim zadaniem jest znalezienie sobie hobby, gdyż w przyszłości to maszyny i komputery wykonają za nas pracę" Miałoby powstać społeczeństwo hobbystów.... Taka utopijna wizja pojawiła się w umysłach "wizjonerów" w latach 60. i 70. XX wieku.
******** *********
>>>>>>>>AD 2022 >>>>> AD 2023>>>>>>
Pewien młody człowiek, który już w wieku trzech lat wystartował w tzw. "wyścigu szczurów" , ukończył wymarzone studia.
Dostał się do znanej firmy, która w przyszłości zagwarantuje mu nieograniczony rozwój i karierę; teraz pracuje praktycznie bez przerwy...Ma 25 lat i w każdym miesiącu zarywa połowę nocy....Kiedyś z dumą komuś opowiadał, że pracował bez przerwy od poniedziałku do czwartku...Po chwili zadumy dodał prosty komentarz: " trzeba pracować...”
Niedługo założy własną firmę, część prac będzie wykonywał w domu...Dzięki czemu nie będzie tracił czasu na przejazdy, wychodzenie z domu, zbędne kontakty z ludźmi w tzw. realu"
>>>>> Trzeba pracować>>>>
Kiedy usłyszałem słowa młodego człowieka, pokiwałem głową i nic nie odpowiedziałem...Chyba nie wypowiedziałem żadnego słowa...
Gdybym nawiązał do Oscara Wilde'a lub utopii sprzed 50-60 lat, wzbudziłbym zapewne wielką sensację, a może raczej rozbawienie...(?)
Myślę, że tamte ideały, a raczej utopie, zgodnie z którymi człowiek miałby coraz mniej pracować, ale jednocześnie rozwijać własną osobowość, poświęcać większość czasu swojemu hobby, a jednocześnie budować więzi z lokalną społecznością, nigdy nie zostaną zrealizowane...
Dzięki social mediom mamy łączność z całym światem, a jednocześnie z nikim, prawie z nikim... Człowiek żyjący w naszych czasach, czyli epoce którejś z rzędu rewolucji informatycznych pracuje więcej niż pokolenie dorosłych żyjących pod koniec epoki przemysłowej.... Zapewne będzie pracował coraz więcej, a kiedy przestanie pracować uzna, że i tak nie ma na nic i dla nikogo czasu.....
**** ******
Trudno jest pisać o czasach, w których żyjemy...Wygląda na to, że pułapka lub rafa koralowa banału czyha na nas wszędzie...
Moja najgłębsza myśl, na jaką mnie stać:
Kompletnie nic nie rozumiem z tego, co się dzieje
w moich czasach
Od dłuższego czasu szukałem jakiejś spokojnej przystani, niszy, w której mógłbym po prostu przeżyć kolejne lata i cieszyć się czymkolwiek....
***** *****
<<< Spokojna przystań >>>
Było kilka minut po północy, kiedy artysta- pracoholik wszedł do pewnego obskurnego postindustrialnego budynku na dalekich peryferiach Warszawy.... " Gdyby można było żyć zupełnie inaczej, przenieść się daleko stąd i resztę życia spędzić w jakiejś enklawie nad czystym jeziorem w samym środku puszczy... "
Po wypowiedzeniu tych słów szybkim krokiem ruszył w kierunku swojej pracowni...Miał tam spędzić najbliższe 24 godziny...Na jego kunsztowne ramy do obrazów czekały dziesiątki klientów... Na twarzy artysty- pracoholika dostrzegłeś coś w rodzaju samozadowolenia, a może jakiegoś napięcia graniczącego z wielkim cierpieniem....?
>>> Podobno tę formułkę, to stereotypowe zdanie powtarzał każdemu, kto tylko chciał go słuchać...>>>>
***** **********
>>>>Prezent dla samego siebie >>>>
Nie mam żadnego prezentu ani dobrej rady dla samego siebie...Pamiętam jednak o słynnym aforyzmie Williama Blake'a:
"Gdyby głupiec konsekwentnie podążał drogą swojej głupoty, stałby się mędrcem"
Ruszajmy w daleką drogę.////// Ale dokąd? Dokąd??
--------------------------------------------------------------------------
Dodam jeszcze zupełnie szczerze, że mało lub prawie nic nie rozumiem... A przedmiotem zapisanego " nic-nierozumienia" jest pytanie:" Jak żyć lub kim tak naprawdę jesteśmy"" A może wszelkie pytania tego rodzaju są drogą donikąd?
Zwróćcie uwagę na paradoks tożsamości, której istotą jest wykonywany zawód, przynależność do jakiejś grupy lub społeczności, ale nigdy tak zwane własne "Jestem poza tu i teraz, gdyż jestem tym kimś, kto obserwuje owo " tu i teraz" i stawia pytania... Wszelkie elementy "swojego jestem" wyrażone za pomocą tego, co zostało nam przekazane z zewnątrz (zawód, sukces, brak sukcesu, ambicje stania się kimś określonym lub brak ambicji), przypominają "myśli i uczucia wzięte w leasing"
Nie wykluczam, że dotykam pustki, o której pisało kilku mędrców Wschodu.... Ale ona też może być tylko nazwą i swoistym emblematem-proporczykiem zatkniętym na wzgórzu złudzeń...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania