Rehabilitacja
Problem z dostępem do rehabilitacji osób chorych i niepełnosprawnych został wywołany sztucznie, a nie z przez brak odpowiednich fachowców. Narodowy fundusz Ochrony Zdrowia w trosce o własną kasę, wyszarpniętą wcześniej z portfeli ubezpieczeniowych, wyznacza corocznie zbyt małe limity i dzięki nim posiadając skierowanie od odpowiedniego lekarza możemy zapisać się na zabiegi na przyszły rok. Wyjątkowi szczęśliwcy po zrzeczeniu się połowy zabiegów mają szansę na oczekiwanie półroczne. Natomiast bardziej oporni, którzy pragną wykorzystać wszystkie, czekają rok, a często znacznie dłużej. Dzięki pracy urzędników funduszu zdrowia nagle i niespodziewanie pacjenci, przez oczekiwanie na wymarzony zabieg, dostają cel w życiu, którego bardzo często brakuje ludziom zdrowym.
Część zakładów prowadzących rehabilitację chcąc jeszcze bardziej utrudnić dostęp potrzebującym, prowadzi rejestrację tylko przez dwie godziny południowe w dni robocze. Często po zwolnieniu się z pracy w celu zarejestrowania, klient napotyka tabliczkę z informacją „w dniu dzisiejszym rejestracja nieczynna”.
Chcąc zapewnić cioci rehabilitację i nie narażać na wysiłek stania w kolejce ponad jej siły, oraz wykorzystać na ten cel jej całego urlopu, do załapania się na zabiegi, zmobilizowana została cała rodzina. Systematycznie w ustalonej kolejności chodziliśmy z jej skierowaniem po zakładach w poszukiwaniu dla niej kompleksowego zabiegu. Dzięki temu każdy miał okazje posłuchać monologu pani z rejestracji, zaraz po odmowie wciągnięcia do kolejki.
- Najlepiej żeby rodzina zamiast kupowania jakiegoś prezentu na urodziny, czy imieniny, dała pieniądze na rehabilitację.
Zawsze po takiej zapowiedzi, przychodziła kolej na cenę oraz ilość zabiegów, w tym standardowo, lecz nie zawsze, był jeden gratis.
Nadeszła moja kolej i z ciocinym skierowaniem w dłoni zjawiłem się w zakładzie mającym podpisany kontrakt z Narodowym Funduszem Zdrowia na świadczenie usług rehabilitacyjnych. Pragnąłem uprzedzić konkurencję do rejestracji, więc zjawiłem się pół godziny wcześniej. Widok, jaki ujrzałem wewnątrz, nie napełnił mnie optymizmem, ponieważ przede mną w kolejce było przynajmniej dwadzieścia osób. Prawie o jedenastej z piętnastominutowym opóźnieniem rejestracja została udostępniona. Zgodnie z umieszczoną informacją, że należy podchodzić, pojedynczo, podeszła pierwsza osoba. Wizyta przed okienkiem trwała dwadzieścia minut i czasowo porównałem ją do wizyty u lekarza specjalisty w gabinecie prywatnym, ponieważ tam badanie trwa dłużej, niż jak się idzie na ubezpieczenie. Kolejna osoba również zajęła pani w rejestracji podobny czas. Dlatego nie na żarty zacząłem obawiać się, że do trzynastej nie uda mi się docisnąć nawet w pobliże okienka. Odruchowo zacząłem liczyć ile jeszcze osób stoi wcześniej. Zaledwie doliczyłem do siedemnastu, jak mój wzrok spoczął na znajomym z klubu.
Gość stał dość nerwowo przebierając nogami w miejscu. Napięcie, które widziałem po nim, znacznie odbiegło od tego, jakie widziałem u niego, gdy siedział przy stoliku.
- Dzień dobry panu – powiedziałem pierwszy, gdy odwrócił się i popatrzył, co się dzieje za jego plecami.
- A! Dzień dobry, nie zauważyłem pana – odpowiedział zaskoczony.
- Choruje pan?- zapytałem.
- Ja nie, a jak już się zdarzy, że potrzebuję masaż to korzystam z tajskiego, zawsze po nim czuję się jak młody bóg. Teraz przyszedłem zarejestrować żonę, nie chcę żeby biedaczka się męczyła stojąc w długiej kolejce.
Jego odpowiedź mocno mnie zaskoczyła, ponieważ od innych stałych bywalców klubu wiedziałem, że nigdy nic nie robi w domu. Żony nie szanuje i w niczym jej nie pomaga, a tutaj taka troska. Nie chcąc uchodzić za wścibskiego, nic nie powiedziałem i potulnie stałem w ogonku.
Było dobrze po dwunastej, kiedy znajomy z klubu podszedł do rejestracji. Przywitał się grzecznie i podał skierowanie. Poczekalnia była bardzo akustyczna, dlatego głosy rozchodziły się bardzo wyraźnie.
Znajomy poprosił panią o zabiegi rehabilitacyjne dla żony w określonych dniach i godzinach. Pani była początkowo bardzo takim postępowaniem oburzona i powiedziała.
- Zabiegi prowadzimy systematycznie, a nie indywidualnie jak panu pasuje.
- Bardzo mi zależy, żeby żona w tych godzinach była na rehabilitacji.
- Dlaczego tak dziwnie? – zapytała z ciekawości po zapoznaniu się z treścią otrzymanej rozpiski.
- W tych dniach i o tych godzinach są rozgrywki piłkarskie. Natomiast w tym czasie, wskazał palcem na kartkę, zawsze mam bardzo ważne spotkania biznesowe. Z pozostałymi datami są związane imieniny kolegów, lub umawiamy się w moim domu na grę w karty.
Znajomy z klubu wyróżniał się dwoma cechami był przystojny i elokwentny, a także potrafił rozmawiać z kobietami. Dlatego zanim pani wprowadziła do komputera wszystkie jego życzenia, zdążył ją oczarować i dzięki temu jego żona, jako jedyna z ubezpieczonych dostała kilka zabiegów gratis.
Wiele pań stojących w kolejce słysząc o uzyskaniu bonusu dla żony, z pewnością jej zazdrościło. Natomiast ja znałem go i spojrzałem z innej perspektywy. Dlatego wiem, że w dniach dodatkowej rehabilitacji, pani z rejestracji z pewnością nie będzie w pracy.
Znajomy z klubu załatwił wszystko, co chciał, niestety wybiła trzynasta, a ja z pozostałymi kolejkowiczami rozstaliśmy się z rejestracją do dnia następnego o tej samej porze. Podobnie jak zapisani na rehabilitację dostałem cel w życiu, chociaż w moim przypadku mam nadzieję, że jest mocno ograniczony czasowo.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania