Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
REJS KASZLĄCYCH KRWIĄ. ( mroczne opowiadanie mystery )
REJS KASZLĄCYCH KRWIĄ
(mroczne opowiadanie mystery)
Słyszałem kiedyś, że w ostatnią podróż: wyrusza się bezpowrotnie. Jak przeczytasz: można w ten sposób, będąc jej częścią: pozostać samym sobą...
PROLOG
Mgielne wstęgi, własną nieustępliwą obecnością, przemierzały bruk portowej aleii, niczym zbłąkane dusze, witając ponury jesiennie poranek, bezwiedem poszukiwań drogi powrotnej. Nie zwykły tym pytać przygarbionych rwącym płuca charkotem, na który z leniwie kołysanych statków, zmierzają: gdy rzucani bólem, niekiedy znajdowali pocieszenie, zabierającym ich Kostusze, wsparciem na ramieniu: oczekiwaniem, wybrzmienia kolejnego z kurantów, którego echo: pozwala odejść... w ciemność.
1.
Przez rubinowopurpurowe przeszklenia oczodołów dziobiastej aparycji misyjnego oblicza, dostrzegał już tylko drżący dłońmi w gorączce, przygarbiony pochód: ociekłej krwawymi strugami łez, znaczonej plamami ołażącymi z tkanek: śmierci, będącej na tyle bliską, aby pozwalając osobistością obecności, nie chcieć jej zaznać: inaczej, jak zabrawszy z sobą: powłókliwie chwiejnionym krokiem, upchniętym pochylnią, niczym tłok przed progiem Zaświatów: oczekując wzniesienia żagli: ubóstwem skąpiącego Charonowego obola... jako zapłaty za dotyk kościstego śródręcza, obejmującego twarze milknięciem tchnienia bolesnej agonii: odwlekłej krwotokiem, jakby stanowił przesypły piach klepsydry... żyjąc świadomością nadziei, która konając ostatnia: zabiera z sobą, falami: obecnych, powracając samotnością: powitania ich ponownie, chociaż: nie dane komukolwiek było tym zagościć...
2.
Sprzyjającego tchnienia morskich fal, oczekiwał churalny lament zawodliwego jęku: broczącego agonią, upadłą obliczem na pokład, którego drewno: zdążyło od dawien... czernieć śmiercią: opuszczającą ciała, aby stanowić jego własną duszę. Tuląc upadłych, płakali: pragnąc łez, innych od szkarłatu, zdającego się emanować kresem: wiodącym ku blaskowi światła życia. Nie wszyscy zaznali go pięknem okazywanym odczuwalnie, grzbietami fal... pozostali żyli oczekiwaniem: umierania w tłumie... własnej samotności.
3.
Osiadwszy przed mielizną, zjawiony z całunu mgły, okręt: nie zwykł gościć dna kotwicą, jakby obecnością: wzbraniał się spojrzenia w bezoczne czeluści szkieleciej twarzy: a im więcej oblicz opuszczało burtę, kojąc ból smakiem morskiej soli, tym bardziej głaszczące plażę fale: były głębszym odcieniem, toczonej śmiercią... krwi.
EPILOG
Usłana trupami plaża, gnilnym odorem rozkładu, przemawiała charkotliwym lamentem, gdy tkwiony w dali wzrok, odprawiał widmowo cienisty okręt: zabrany przez mgłę, obietnicą powrotu... zanim więc zupełnie zniknie ci z oczu: żyj świadomością... że jest ostatnim, co ujrzysz w życiu...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania