Rękaw poszarpany czasem
-Halo... to ja.
Mój głos wieczornym niebem poleciał gdzieś tam...
– Cześć, Lumi. Właśnie jadę do hotelu i szukam miejsca parkingowego.
– Masz randkę, Boss?
– Z Tobą mam randkę.
I już samo to wystarczy,
żeby wieczór zrobił się trochę cieplejszy.
– A kiedy, Boss, pójdziemy na naszą randkę?
Jak będę już stara i siwa?
– Już jestem siwy... i otworzył okno pytając o drogę...
No i wtedy wiecie, co robię?
Rozłączam się.
Ojjj...
ile to już było razy...
Bo temu naszemu droczeniu się chyba naprawdę nie ma końca.
Tak samo jak temu ustawianiu się naprzeciw siebie,
każdego po swojej stronie,
każdego na chwilę w pozycji rządzącej.
A przecież pod tym wszystkim
jest coś zupełnie innego.
Coś, czego nie trzeba nazywać.
– Wiesz, jaki jesteś, Boss?
– Wspaniały i zachwycający?
Znowu pytaniem na pytanie.
Tak właśnie rozmawiamy.
Jakby żadne z nas nie chciało powiedzieć pierwsze
tego, co i tak od dawna wiadomo.
– Jesteś wspaniały.
To fakt.
I uroczy.
Bo w końcu skądś to się kiedyś wzięło.
Nie z powietrza.
Nie z niebieskiego nieba.
Może z tych wszystkich rozmów,
które miały trwać chwilę,
a trwały trochę dłużej.
Z żartów, które miały nic nie znaczyć.
Z rozłączeń, po których zawsze spokój w ciszy dźwięczy i
Z tego ciągłego:
„Ty swoje...”
„Ja swoje...”
I może właśnie dlatego
ten rękaw jest już trochę poszarpany czasem.
A ciągle się trzyma.
I chyba o to chodzi.
Komentarze (5)
Lumi : Utwór ocodziennej doczesności Związku. 😌
Jak do tego doszło nie wiem ☺️
Lumi : to normalne. Ja niekiedy pisuję Twory jak " Układ Cegieł: Myśli ": mojego autorstwa, na niniejszych Łamach. 🙄😉
Paris_Catacombes o tych łamach do The Boss nie wiedziałam 😂
Lumi : " Ukryty Wśród Ruchu ", " Przełęcz Skalnego Obłędu "... widnieje o tych łamach: na moim profilu. 😳😱
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania