Remember me - Rozdział 2
Caelesia była miastem stale się rozwijającym, a to dzięki planowi ekonomicznemu, który został wprowadzony ponad trzydzieści lat temu. Wraz z nim nadszedł czas wielkich zmian, gdzie obraz dawnego śmieciowiska oraz mieszkańców na nim żerujących, znikł zupełnie. Teraz oczy mogły niemal jedynie napotkać piętrzące się wieżowce, w nocy całkiem rozświetlone, a to za sprawką wyświetlających się na nich hologramowych reklam, zajmujące niemal każdą wolną przestrzeń danego budynku. Na drogach, znajdujących się u ich podnóża, panował wieczny ruch. Pojazdy przemykały szybko obok idących na chodnikach różnych osobistości, którzy kierowali się we wcześniej obranym kierunku, zajęci własnymi sprawami. W takim właśnie miejscu, w jednym z okazałości, wybudowanych przez ich społeczność, prawie w samym centrum miasta mieściło się niewielkie mieszkanie, które zostało przywłaszczone przez Aidena. Wszak nawet i zabójca potrzebował własnego, przytulnego kącika. A szczególnie takiego, co posiadał bardzo dobrą lokalizację.
Spotkanie zostało nagle odwołane, co dowiedział się po zajściu do centrali. Wściekły, przeklinając cały dzisiejszy wieczór, postanowił udać się do siebie, by chodź móc się przespać te parę godzin. Do budynku dotarł w ciągu dziesięciu minut i już wchodząc, wiedział, że coś jest nie tak. Coś tutaj nie grało, coś jakby się zmieniło, a wraz z każdym pokonanym schodkiem to uczucie się tylko nasilało. Docierając do drzwi swego apartamentu, zrozumiał, że cokolwiek to było, kryło się właśnie w środku. Intuicja rzadko co go zawodziła. Te lata spędzone na tropieniu, wyłapywaniu oraz ostatecznym eliminowaniu swoich celi, pozwoliły mu bardziej wyostrzyć zmysły, bardziej zwracać uwagę na to, co się dzieje wokół niego, dzięki czemu prawie zawsze był zdolny reagować na jakąś niezgodność, pojawiającą się w danym otoczeniu. Z jedną ręką położoną na rękojeści pistoletu, odblokował drzwi za pomocą posiadanej karty i delikatnie je uchylił. Poczekał przez moment, by następnie najciszej jak się dało, wejść do środka. Powolnym krokiem przesuwał się po mieszkaniu, który był skąpany w fioletowo-różowym świetle jednej z reklam, jaka wyświetlała się naprzeciwko okna jego salonu.
Tam właśnie znalazł swojego intruza, który jak gdyby nigdy nic siedział na kanapie i popijał co ze szklanki. Nie był sam. Aiden mógł dojrzeć dość sporej wielkości sylwetkę drugiej osoby, jaka majaczyła w kącie pokoju. Zatrzymał się około pół metra przed tajemniczym osobnikiem i będąc w każdej chwili gotów zrobić ze swojego mieszkania krwawą łaźnię, cierpliwie czekał na dalszy rozwój wydarzeń.
- Ach, widzę, że już pan jest - rozległ się męski głos tuż przed nim i to wystarczyło, żeby odsunął dłoń od broni. Bardzo, ale to bardzo dobrze znał ten głos. - Proszę wybaczyć nam to nagłe wtargnięcie, ale jak wiesz, Oni nie należą do zbytnio cierpliwych ludzi.
- Czyżby? A może to tylko pretekst, żeby skosztować mojej whisky, co panie Steelman? - odparł błękitnooki, wyraźnie wyczuwając woń owego alkoholu w powietrzu. Mężczyzna zaśmiał się chrapliwie, biorąc kolejny łyk.
- O tak, nie ma to jak stara, dobra whisky. Ale do rzeczy. Usiądź koło mnie proszę.
Aiden zacisnął usta w wąską linię, ale zrobił to. Czując się bardziej jak gość we własnym apartamencie, klapnął obok człowieka, który był w rzeczywistości pięćdziesięcioletnim, łysym mężczyzną o niższej posturze, nazywającym się Ivan Steelman. Tamci często go używali jako łącznik z nim poza Amandą, z czego nie był zadowolony. Głównie wynikało to z faktu, że dla niego, Ivan stanowił pospolitą gnidę, którą najlepiej by wytępił, gdyby miał ku temu okazję.
- Czy ta sprawa jest aż tak ważna, że konieczne było włamanie się do mojego mieszkania?- zapytał, zdejmując z siebie płaszcz.
- Na tyle ważna, że po otrzymaniu najświeższych informacji kazano mi się pofatygować aż tutaj. Uważali, że kontakt poprzez Amandę czy organizowanie spotkania będzie zbyt ryzykowne.
Czarnowłosy zmrużył oczy, widząc jak gość przed nim wypija jednym haustem pozostałą zawartość szklanki. Szkoda, że się nią nie udławił.
- Czyli rozumiem, że szykuje się nowe zlecenie.
- Można tak powiedzieć. Będzie jednak się zdecydowanie różnić od poprzednich.
Mimo rosnącej irytacji z powodu obecności tej miernoty oraz ochroniarza, czającego się za nim, Aiden mógł przyznać, że te słowa wzbudziły jego ciekawość. Pochylił się ku mężczyźnie, z trudem się powstrzymując przed zrobieniem czegoś tej mordzie.
- W takim razie podziel się z tym ze mną. Oby rzeczywiście było to warte mojego czasu.
-Nie tylko. Wierzę, że będzie to również test dla twych umiejętności - Ivan delikatnie uniósł kąciki swych ust.- Dowiedzieliśmy, że w slumsach niedawno zrodził się nowy bunt. Normalnie już dawno byśmy się tym zajęli, jednak tym razem jest on o wiele bardziej zorganizowany niż którykolwiek wcześniej przez co naszym ludziom bardzo trudno jest dotrzeć do jego szeregów. Również złe wieści są takie, że ktoś stąd im pomaga. Staramy się dowiedzieć, kto pełni rolę kreta, ale jak do tej pory bezskutecznie. Jednakże zdołaliśmy zdobyć kilka informacji, a jedna z nich jest szczególnie cenna. Podobno zaplanowany został zamach na wybraną fabrykę broni. Jak rozumiesz, musimy być na to przygotowani. Potrzebujemy ludzi, takich, którym jesteśmy zdolni zaufać. Potrzebny nam jesteś ty.
- Wszystko pięknie i cudownie, ale pytanie: Czego wy ode mnie dokładnie oczekujecie?
- Oczyszczenia.
*
Daniel mógł się spodziewać, że zrobiony przez niego harmider nie ujdzie mu na sucho. Dlatego zbytnio się nie zdziwił, kiedy przed prawie wypadającymi z zawiasów drzwiami jego domu, zastał dwóch swoich kumpli, Harry'ego i Willa. Pierwsze co chciał zrobić, gdy ich zobaczyć, to walnąć ich w te zakute łby i kazać stąd spieprzać. Jeszcze tego by brakowało, żeby w tą sprawę wmieszali jego rodzinę.
- Jak mogłeś?! Wiesz ile czasu straciliśmy, by to zdobyć?!- wyrzucił z siebie na wstępie Harry, wysoki, krótko strzyżony brunet, który teraz patrzył na Daniela z ogromnym wyrzutem w oczach. - Przecież... przecież tego właśnie chcemy! Chcemy walczyć! Chcemy wziąć to, co nam się należy!
- Nie, to WY tego chcecie. Ja się na to nie pisałem, a cokolwiek było wcześniej, jest już przeszłością. A teraz proszę was, odsuńcie się. - odparł, robiąc krok do przodu, jednak z żaden mężczyzn nie raczył się ruszyć.
- Wolisz spędzić w tym miejscu całe życie?- zapytał tym razem Will, będący znacznie niższy od poprzedniego mężczyzny, z bardziej wątłą sylwetką oraz sięgającymi do ramion włosami o odcieniu ciemnego blondu. - Pomyśl, jeśli wszystko by się powiodło, moglibyśmy zmienić nasz los, stać się kimś...
- Głupoty, pieprzycie same głupoty!- przerwał mu Daniel, mając już serdecznie dość obecności tej dwójki. Oni rzeczywiście myśleli, że coś zmienią, a to kłamstwo, pospolite kłamstwo, żeby zachęcić ludzi do dołączeniu do buntu. Raz już się dał na nie nabrać. - Wynoście stąd, zanim-
- Co się tu dzieje?- drzwi otworzyły się, a w progu stanęła brunetka w znoszonej, szarej sukience, a jej twarz wyrażała wyraźnie zmęczenie. Spojrzała na całą trójkę, marszcząc brwi. - Panowie, jeśli chcecie rozmawiać, to prosiłabym o pół tonu ciszej, co? Dzieciaki dopiero co zasnęły...
- Laurissa! Ty mu przemów do rozumu, błagam! - zwrócił się do niej Harry, na co ręce Daniela momentalnie zacisnęły się w pięści. - Nie chce walczyć z nami! Nie zamierza spróbować, by jakoś zmienić nasz byt! Przecież jesteśmy niczym bracia, a on nawet nie ma intencji, by nas wesprzeć!
- O rany, ciszej Harry! Chcesz, żeby ktoś jeszcze usłyszał? - skarcił mężczyznę Will, rozglądając się nerwowo po okolicy. Ponownie spojrzał na brodatego mężczyzny, mówiąc przyciszonym głosem: - Daniel, zdaję sobie sprawę z nieprzyjemnych doświadczeń jakie za sobą masz. Ale tym razem będzie inaczej. Daję ci słowo. Tylko pomyśl, może właśnie tego chciałby Aiden. - jego imię wystarczyło, żeby całe ciało momentalnie się spięło. Jeśli spróbuje jeszcze raz...
- Chłopcy, wystarczy. - odezwała się Laurissa, która zdawała sobie sprawę z tego, co się z nim dzieje. - Daniel miał ciężki dzień, dlatego dalibyście mu trochę odsapnąć. Przecież możecie o tym pogadać rano. No już. - Harry i Will spojrzeli na siebie, ale żaden z nich nie miał zamiaru się sprzeciwić pani domu. Po krótkim pożegnaniu, odeszli w swoją stronę, a Daniel z ulgą mógł wejść do środka. Jak długi runął na rozlazłej kanapie, chowając twarz w dłoniach. Wystarczyło tylko napomknąć o nim, żeby w umyśle pojawił się obraz młodego, kruczowłosego chłopaka, ten uśmiech, który sprawiał, że się rozpływał, te piękne, błękitne oczy, które śledziły każdy jego ruch.
Poczuł, jak ktoś kładzie mu rękę na ramieniu. Nie mając odwagi spojrzeć na twarz siostry, mruknął jedynie:
- Myślisz... myślisz, że tego by rzeczywiście chciał? Bym nadal walczył?
- Ciężko mi powiedzieć, Danielu. Ale cokolwiek byś zdecydował, wiedz, że będę cię w tym wspierać. - i nim się obejrzał, taki wielki mężczyzna jak on znalazł się w objęciach swej o wiele mniejszej siostry, łykając cicho.
___
Chcę serdecznie podziękować osobom, które w poprzednim rozdziale pomogły mi dostrzec popełnione błędy. Jestem za to bardzo wdzięczna.
Co prawda nie miałam tego rozdziału tutaj publikować, gdyż wydaje mi się, że nie wyszedł on za dobrze, ale co mi tam.
Komentarze (1)
A propos błędów:
"Teraz oczy mogły niemal jedynie napotkać piętrzące się wieżowce, w nocy całkiem rozświetlone, a to za sprawką wyświetlających się na nich hologramowych reklam, zajmujące niemal każdą wolną przestrzeń danego budynku" - tu bym trochę pozmieniała szyk - "oczy mogły napotkać niemal jedynie piętrzące się wieżowce", chyba lepiej byłoby "sprawą" nie "sprawką", i "zajmujących" zamiast "zajmujące"
"Pojazdy przemykały szybko obok idących na chodnikach różnych osobistości, którzy kierowali się we wcześniej obranym kierunku, zajęci własnymi sprawami" - osobistości, które kierowały się [...] zajęte własnymi sprawami
"w jednym z okazałości" - w jednej z okazałości, albowiem okazałość ma rodzaj żeński
"takiego, co posiadał" - takiego, który posiadał
"Spotkanie zostało nagle odwołane, co dowiedział się po zajściu do centrali" - czego dowiedział się po wstąpieniu do centrali - słowo "zajście" niezbyt pasuje mi tutaj znaczeniowo
"postanowił udać się do siebie, by chodź móc się przespać te parę godzin" - zamiast "chodź" powinno być "choć" lub "chociaż", ponieważ "chodź" odnosi się do chodzenia :)
"Intuicja rzadko co go zawodziła" - bez "co"
"eliminowaniu swoich celi" - nie wiem, czy tutaj nie powinno być "celów" zamiast "celi", ale tego akurat jakoś bardzo pewna nie jestem...
"przesuwał się po mieszkaniu, który był skąpany w fioletowo-różowym świetle jednej z reklam" - mieszkaniu, które było skąpane
"popijał co ze szklanki" - "coś" zamiast "co"
"co panie Steelman?" - przecinek po "co"
"Usiądź koło mnie proszę" - przecinek przed "proszę"
"klapnął obok człowieka" - jakoś niezbyt pasuje mi tutaj słowo "klapnął", brzmi zbyt potocznie, może warto by znaleźć jakiś inny synonim?
"Tamci często go używali jako łącznik z nim poza Amandą" - coś bym w tym zdaniu pozmieniała, żeby było bardziej przejrzyste, np. Poza Amandą, tamci często używali go jako łącznika z nim"
"jest on o wiele bardziej zorganizowany(,) niż którykolwiek wcześniej(,) przez co naszym"
"Pierwsze co chciał zrobić, gdy ich zobaczyć" - Pierwsze, co chciał zrobić, gdy ich zobaczył
"odsuńcie się. – odparł" - niepotrzebna kropka, jeśli po myślniku jest czynność gębowa typu "powiedział", "rzekł" itp, nie dajemy kropki
"pospolite kłamstwo, żeby zachęcić ludzi do dołączeniu do buntu" - "żeby zachęcić ludzi do dołączenia do buntu" albo "żeby zachęcić ludzi, by dołączyli do buntu" - wtedy nie byłoby powtarzającego się "do"
"Wynoście stąd, zanim-" - zgubiłaś "się" po "wynoście", no i zamiast myślnika raczej wielokropek
"ciszej(,) Harry"
"Ponownie spojrzał na brodatego mężczyzny" - mężczyznę
"doświadczeń(,) jakie za sobą masz"
"jego imię wystarczyło" - wielka litera na początku zdania
"wystarczy. – odezwała się" - jak wyżej, bez kropki
"i nim się obejrzał" - również zdanie powinno być wielką literą
"łykając cicho" - domyślam się, że miało być "łkając", nie "łykając" :)
Wybacz, że tak dużo wypisałam, ale mam nadzieję, że pomoże Ci to dostrzec i poprawić pewne rzeczy :) tutaj widzę, że głównie wkradł się problem z odmianą niektórych słów w bardziej rozbudowanych zdaniach, ale może być to wynik niedopatrzenia czy przeoczenia, jednak postaraj się zwracać na to większą uwagę :) zostawiam 4, mam nadzieję, że będziesz publikować ciąg dalszy, zawsze chętnie przeczytam :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania