Reorganizacja

Wakowało stanowisko i należało je zapełnić. Problem ten zakwalifikowano do przejezdnych: starczy skrzyknąć wolnych znajomych i do ataku. Ale nie w moim miasteczku, gdzie znajomych brakuje od zawsze; godne zaufania osoby siedzą po mamrach, a niedobitki smutasów walają się po rozdrożach.

Po długotrwałych debatach uradziliśmy, że zanim znajdziemy NOWEGO, sprowadzimy z sąsiedztwa awaryjną niedojdę i już na miejscu dokonamy odpowiedniego szkolenia.

*

Zazwyczaj senna dziura, ożywiła się pod wpływem świeżego niezguły. Stary przestał już rozbawiać kogokolwiek. Wypompował się z entuzjazmu. Razem ze swoim ociężałym dowcipem, melancholijnie truchtał między opłotkami, powoli gibał się na nagrobkową stronę, zamyślał w nieznanych intencjach i drzemał w pozach co najmniej sprośnych. Słowem, nadawał się na złom dla clownów. Jego kawały nikogo już nie bawiły i nadaremnie ślizgał się na bananach. Rzucanie tortem w burmistrza też było nudne za setnym razem.

 

Nowy był za to wydojony z pesymizmu, a jako zawołany jajcarz, tryskał zaraźliwym humorem. Okazał się młodym, jeszcze nie potłuczonym przez życie facetem, który wegetowałE samotnie i oszczędnie, a najważniejsze: miał własny sprzęt rozweselający. Nazywano go Głupi Jaś, ale po godzinach błaznowania nazywał się mgr Biznesmen. Jak to nowy, nie zostawił na nas suchej nitki, a na deser sparodiował sam siebie.

 

Tymczasem, gdy świeży łupał dowcipem, jego poprzednik przechodził na emeryturę; przygasł, oklapł, pożywiał się kleikiem i łowił wędzone ryby.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania