Rewolucja
Zupa była tak rybna, że aż ości zgrzytały. Bukietem waliło po nozdrzach. Etyloamina, kurwa.
Ale nie ma co, ośmiorniczki w cukrze na deser zadowoliły porysowane ościami podniebienia.
Teraz mała czarna z bubrem jako przystawką, kucharka zaniosła się czkawką. Oby nie pijacką.
Wywlekamy się sturlani na zewnątrz. Czuć powiew zimy.
Kawki stadami wylatują zza węgła, miny mamy harde, pyszne. Wypełnione żołądki buzują, co raz
strzelamy na wiwat. Szczególnie Szczygieł dał do wiwatu, salutując na baczność. Czarna kawka
spojrzała z ukosa. Salut jej nie spłoszył.
"Już z Aurory wystrzał padł" - Szczygieł padł, a za nim Skowronek. Kawki wydziobują im oczy.
Pelikan zerwał się do ociężałego lotu, podskakując śmiesznie raz na jednej a raz na drugiej nodze.
Brzuchy ciążą. Grawitują w kierunku rozwiązania nabrzmiałego wodami problemu.
W końcu Pelikan zerwał z pępowiną i się wzniósł. Wszyscy podnieśli wzrok, zatoczył się ciężkim
kołem i padł. Tuż pod latarnią, gdzie podobno najciemniej.
Komentarze (15)
Pelikan najbardziej się ożarł, bo w taki dziób, to można dużo zmieścić :) To moje ożarł też coś jest nie tak, ale właśnie takiego słowa chciałam użyć :)
ożarł - bardzo mi się podoba, pewnie gwara, dlatego podkreśla
Jeśli tak, to jestem Twoją sąsiadką :) Dwadzieścia kilometrów od Krakowa w stronę Katowic :)
to zapraszam na kawę ;)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania