Robin
Często po powrocie ze szkoły - jestem zmęczona. Nie mam ochoty nic robić, ale jest ktoś, kto wyręczy mnie w niektórych zadaniach.
- Przynieś bambosze.- wołam w półśnie po powrocie do domu.- Pospiesz się.
Małe i kosmate stworzenie miga mi przed oczami i przede mną stoją zaślinione różowe króliczki.
- Mądry zwierzak.- mruczę.- Dzięki.
Z kapciami na obolałych nogach wchodzę do kuchni, kładę plecak na podłodze i wołam:
- Robin - torba do szkoły.
Słyszę za plecami zdenerwowane prychnięcie.
- OK - nie przemęczaj się.- mówię z wyczuwalnym sarkazmem.- To przecież ty chodzisz na lekcje z panem S.!
Nieszczęsny skowyt. Szuranie plecaka po podłodze.
- Dobra decyzja, kochany.
Tupot nóżek. Pociągnięcie nogawki spodni ostrymi ząbkami. Patrzę w czarne, miłe oczka psa.
- Należy ci się nagroda.- zapowiadam uroczyście(utęsknione spojrzenie futrzaka na lodówkę)- Możesz spać dziś w moim pokoju.
Złośliwy uśmieszek na mojej twarzy. Pacnięcie ogonem po nogach. W misce ląduje kiełbasa, z moich założonych za plecami rąk, zadowolone szczeknięcie.
- Jedz, Einsteinie.
Przyglądam się pupilowi. Krótkie nóżki, kręcona sierść, oklapnięte uszy, merdający ogonek i zadowolone oczy. Zostawiam psinę i idę do pokoju. Moja torba leży przy biurku. Siadam na krześle i resztę dnia odrabiam lekcje.
- Eliza! Wyprowadź Robina.
Mama wróciła z pracy. Tata ma dzisiaj nocny dyżur. Rodzice nie wiedzą o wielkim mózgu psiaka. Schodzę na dół. Zakładam pupilowi obrożę. Wybiegamy na dwór, a zaraz po zakręcie odpinam od Robina smycz. Nie lubi jej nosić. Mądry zwierzak drepcze koło mojej nogi. Obok nas przechodzi właśnie najładniejszy chłopak w szkole. Pospiesznie poprawiam włosy i się prostuję, a Robin podnosi główkę i ogon. To jedna z rzeczy, które go nauczyłam. Frank przechodzi obojętnie obok nas.
- Kurteczka!- mruczę.
Robin zaczyna szczekać.
- Nie zwracaj na nas uwagi! Jeszcze pomyśli, że mam na jego punkcie obsesję.
Przyśpieszam kroku, ale Frank już mnie zauważył. Wróciłam do domu i zatrzasnęłam drzwi.
- Coś ty zrobił!- zwracam się do psa.- Teraz będę miała przezwisko "śliniaczek", bo pomyślą, że ślinię się na jego widok.
Pies patrzy na mnie, jakby wszystko rozumiał i nie żałował tego, co zrobił.
Następnego dnia w szkole, ku mojemu zdumieniu, Frank zagadał:
- Masz mądrego psa. Wiesz co? Może się spotkamy wieczorem w sobotę?
- Nie ma sprawy - o szóstej?
- OK.
Umówiłam się z Frankiem i wszystko się ułożyło wspaniale. Jak teraz patrzę w oczy psa zawsze widzę w nich błysk porozumienia.
Komentarze (2)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania