rodzimy Odys
po hucznej nocy sylwestrowej
tańcach na golasa w ostrogach
z połamaną gitarą na akordy
wracał do domu przez dekadę
zaspał w pociągu na bocznicy
w przytułku znalazł legowisko
syreni śpiew zawiódł do speluny
został etatowym bramkarzem
wyrzucał za fraki i obijał ryje
przyśniła mu się bogini Kalipso
popijając samogon wzdychał
za obietnicą nieśmiertelności
powrót do domu okupił bólem
złość Posejdona odczuł na dupie
szorując nią po skałach do brzegu
pod drzwiami komunalnej chaty
zastał hordę kompanów z wojska
chętnych do wypitki i na amory
zaprosił gości na ubogie salony
nabrał powietrza w płuca – ech!
panowie, moja żona – Penelopa!
Komentarze (2)
A Telemach spojrzał na to
i wykrzyknął: "Tato, tato,
mama szal dla Ciebie miała...
Spruła go, bo ich nie chciała!".
"Milcz, bo zdzielę pasem! Stół zastawiać mi tymczasem!"
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania