Romans Mafijny.

Rozdział 1.

Sarah

Leżę w swoim pokoju zastanawiając się nad swoim życiem. W sumie.. moje całe życie wygląda tak jakbym za karę nie mogła odkrywać świata. Od dziecka miałam domowe nauczanie, kiedy wymyśliłam sobie jakieś pasję, ojciec organizował ich zajęcia domowe. Nigdy nie miałam koleżanek, kolegów.. a moimi jedynymi towarzyszami byli ludzie mojego ojca. Oni i moja siostra.

Ojciec nie poświęcał nam nigdy wiele czasu, a kiedy zdobył się na to by go trochę dla nas wyegzekwować, kończyło się na przypominaniu  czego nam wolno a czego nie. Istna złota klatka. Ktoś z zewnątrz pomyślałby... niewdzięczna smarkula miała wszystko. Bogatych rodziców , dom który był jak pałac z filmów, choć z zewnątrz przerażał. Mogła mieć wszystko czego chciała.

Nie to niestety nie ta bajka.

Ojciec zawsze nas uczył uległości i posłuszności. Kiedy zdarzyło nam się zrobić coś nie tak.. Zaczynało się piekło. Gdy byłyśmy młodsze kończyło się tylko kłótniami pomiędzy matką a ojcem. Z czasem, mama przegrała te wojnę. Z upływem lat ojciec stawał się coraz bardziej surowy.

Gdy miałam 14lat wymknęłam się ukradkiem z domu.. ojciec zamknął mnie wtedy za karę w ciemnej zimnej piwnicy na kilka dni. Nie zadawał sobie trudu aby zadbać chociaż o ciepły posiłek lub szklankę wody. Nie ma w tym wypadku wiele do powiedzenia. Bo nikt te kilka dni mnie nie "odwiedzał" po prostu zostałam pozostawiona sama sobie. Ale to był tylko delikatny początek kar.

Z kolei innym razem, na uroczystej kolacji zbuntowałam się ojcu nie myśląc nad konsekweciami Gdy oświadczył że wraz z moją pierwszą miesiączką zacznie szukać odpowiedniego dla mnie męża. Któremu będę posłusznie resztę życia usługiwać i rodzić dzieci. Wtedy zaczęło się prawdziwe piekło, kary cielesne stały się normą.

Ojciec potrafił bić mnie za najmniejsze przewinienia. Robił to jednak tak by nie zostawiać trwałych śladów. Twierdził ze nie może uszkodzić mojego ciała, jeśli chce ubić na mnie dobry interes.

  Dziś skończę 18 lat, zostałam przyżeczona synowi irlandzkiej mafii gdy skończyłam 16 lat. Colin w brew pozorom nie wydawał się być złym człowiekiem. Ale to tylko mylne wrażenia. Oni wszyscy są Okropni.

Miałam spędzić w domu ojca swoje ostatnie trzy miesiące. Nie ubolewałam nad tym, to miejsce jest dla mnie koszmarem. Choć nie łudze się że miejsce obok moje przyszłego męża będzie należało do lepszych, obawiam się że może być jeszcze gorzej, ale póki co nie martwię się na zapas.

Z zamyślenia wyrywa mnie trzaskanie do drzwi. Wstaję więc leniwie zastanawiając się co tym razem zrobiłam źle. Podchodzę do drzwi ledwo zdążyłam je odkluczyc a do pokoju wtargnęła moja siostra Lena.

- No witaj Solenizantko!

- Nie drzyj się tak dziewczyno.

Zaśmiałam się radośnie gdy siostra skoczyła mi w ramiona.

- Posłuchaj. Mam gdzieś co powie na to Tatuś roku, dziś wymykamy się z domu !

- Chwila ... moment o czym ty bredzisz??

-  Mowie ze wymykamy się z domu świętować Twoje 18ste urodziny. Wymkniemy się około 22. Ojca  ma wtedy nie być w domu, wyobraź sobie ty i ja w wielkim świecie! Natan powiedział że podwiezie nas do klubu w którym na pewno nie będzie nikogo z ludzi tatusia.

Uśmiechnęła się zadziornie czekając na to co powiem.

- Yyy... wiesz że właśnie wymyśliłaś plan który wpędzi nas do grobu? A w szczególności mnie?  I Tylko mi nie mów że nadal sypiasz z twoim ochroniarzem chcesz żeby ojciec skróciił go o głowę?

- Przestań się mazać i lepiej zacznij szykować się na noc życia!

Zaświergotała Lena i podskakując wybiegła z pokoju.

Jezus ta dziewczyna kiedyś nas zabije, ale widząc jej rosnącą radość nie byłam w stanie jej odmówić. Niechętnie gramolę się pod prysznic, ochładzam swoje zdenerwowane ciało chłodną wodą. Jasna Cholera w co ja się dałam wpakować!

Po dłuższym uspokajającym prysznicu pomaszerowałam do szafy w poszukiwaniu odpowiedniego stroju, skoro nikt tej nocy nie może ingerować w mój ubiór postanawiam zaszaleć. Wyjmuje z szafy czerwoną sukienkę sięgającą do uda i odzdobioną diamencikami. Zamówiłam ją kiedyś potajemnie choć okazji na jej ubraniej miało nigdy nie być, ojciec od zawsze kazał nam ubierać się skromnie. Dobieram do niej szpilki oraz niezbędne dodatki z birzuteri.

Nakładam delikatny makijaż i rozprostowuje moją Burze loków. Jestem prawie gotowa kiedy uświadamiam sobie że tak na prawdę nie jesteśmy w stanie wyjść niezauważone z tej piepszonej fortecy. Posępiała usiadłam na swoim łóżku. Mój telefon zawibrował na biurku, sięgam po niego i zerkam na wiadomość, była od Leny.

- W cokolwiek się ubrałaś, nałóż na to luźny dres, buty schowaj do torby sportowej. Zaraz po Ciebie przyjdziemy.

Nie zastanawiając się długo wyciągam z szafy luźny szary dres, nakładam białe tenisówki i niespokojnie krążę po pokoju.

Jeszcze moge się rozmyślić...

Wraz z tą myślą do pokoju wchodzi Lena.

- Wyglądasz jakbyś ducha zobaczyła siostrzyczko. Zadrwiła ze mnie.

- Przymknij się lepiej, nie wiem co cię tak bawi.

- Dobra nie pękaj i chodź.

Wychodząc z pokoju zauważam jak Natan rozmawia z moim ochroniarzem.

- Upewnia go ze idziemy tylko pobiegać po terenie i nie ma sensu żeby robili to we dwoje. Szepnęła cicho Lena.

Czekam z cała drżąc ze strachu na to jak rozwinie się sytuacja.

Natan powoli oddala się od Oliwiera.

Podchodzi do nas przesadnie Oficjalnym tonem informując nas że możemy ruszać.

Wyszliśmy z domu i delikatnym truchtem ruszyliśmy drużką na tyły ogrodów, gdy oddaliliśmy się na odpowiednią odległość od wzroku reszty ochroniarzy, przeszliśmy do wolnego marszu.

- Jak macie zamiar opuścić te mury?

Pytam drżącym od stresu i truchtu głosem.

- Dziś na warcie stoi brat Natana, z pewnością zrobi dla niego małą przysługę otwierając furtkę obok tylnej bramy.

- Za bramą będzie czekać na nas mój samochód, a wtedy będzie już z górki. Dopowiada Natan.

Zerkam na niego nie pewna i zastanawiam się czy on zdaje sobie sprawę z tego że igra z ogniem. Gdy doszliśmy do bramy wyjściowej, tak jak wspominali bez trudu przeszliśmy przez furtkę do samochodu.

-Nasza wielka noc się zaczyna !

Krzyknęła uradowana Lena, nie komentując jej wybuchu radości ruszyliśmy w drogę.

*****

Docierając na miejsce nie wiedziałam czy drżę z podniecania czy strachu.

Do klubu rozpościerała się długa kolejka, byłam lekko zdumiona faktem, że udało nam się ją ominąć za pomocą znajomości Natana.

Rozglądam się po klubie i jestem pod wrażeniem. Dyskoteka jest na dwóch poziomach, na dole znajduje się drewniany dębowy bar wyposażony chyba w możliwe każdy istniejących alkohol. Na parkiecie rytmicznie porusza się masa ludzi w rozbłyskajacych kolorwych oświetleniach i dymnych dmuchawach. Na górze jak mniemam znajduje się pomieszczenie dla VIP.  Jest oddzielone szklaną barierą prowadzącą od dolnych schodów w górę, tak że osoby przebywające w górnej części klubu mają pełen widok na bawiące się w dolnej strefie towarzystwo. Z dołu udaje mi się dostrzec przedzielane ciemnymi szklanymi szybami boksy, w każdym z nich znajdują się złoto białe kanapy, oraz szklane czarne stoliki pobłyskujące złotym odblaskiem. Rozglądając się dookoła klubu zauważam że jest on strzeżony pokaźną liczbą ochroniaży oraz monitorowany z wielu stron. W złotokolorowych klatkach tańczą skąpo ubrane a zarazem śliczne dziewczyny.

Z rozmyślań i zachwytu tym miejscem wyrywa mnie Lena cqiągnąć do baru i przekrzykując muzykę.

-Napijmy się czegoś !

Zajmujemy miejsca poczym Natan zamawia dla nas drinki. Nigdy nie piłam alkoholu. Czasem okazjonalnie Ojciec pozwolił nam na lampkę wina ale to wszystko.

Dziś miałyśmy spędzić wspólnie najlepszy wieczór życia.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania