Rosjanin Gienadij
Dawno, dawno temu, a właściwie całkiem niedawno, żył sobie w Rosji pewien pan o imieniu Gienadij.
Pan Gienadij bardzo, ale to bardzo lubił patrzeć w nocne niebo i na gwiazdy. Robił to dla zabawy, tak jak Ty możesz lubić rysować lub grać w piłkę. Jego praca była inna – naprawiał wielkie lunety do patrzenia w kosmos, czyli teleskopy. A nawet sam je budował!
Wieczorami, swoją własną, zbudowaną w garażu lunetą, szukał na niebie małych, śmigających światełek – komet. Komety to takie brudne, kosmiczne śnieżki. Odkrył ich już całkiem sporo, aż siedem!
Aż pewnego dnia zobaczył coś zupełnie niezwykłego.
Okazało się, że jedna z komet, którą znalazł, była niezwykłym podróżnikiem. Nie pochodziła z naszego Układu Słonecznego! Przyleciała do nas z bardzo, bardzo daleka, z przestrzeni między gwiazdami, zupełnie jak gość z innego kraju.
Nazwano ją *2I/Borisov*. Była to pierwsza i jedyna taka kometa-gość, jaką kiedykolwiek widzieliśmy!
I to jest ta najbardziej nieprawdopodobna rzecz, jaką odkrył pan Gienadij.
Wyobraź to sobie: zwykły pan, swoją własnoręcznie zrobioną lunetą, odkrył prawdziwego kosmicznego podróżnika, który przybył do nas z głębi Wszechświata! To tak, jakbyśmy własnym domowym teleskopem znaleźli list w butelce, wysłany z nieznanej zamieszkałej planety.
To było naprawdę wielkie odkrycie!
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania