Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
ROZBICI. (przenikliwe opowiadanie o cierpiących duszach)
ROZBICI.
(przenikliwe opowiadanie o cierpiących)
(duszach)
Jeszcze do niedawna, często słyszałem o " zamurowanych żywcem ". Dosłownie. Może to wydawać się, co najmniej: dziwnym... gdzie, bez krzty literackiej wyobraźni, co nawet mnie zszokowało... najczęściej: świadomym takowej okoliczności domownikom, zupełnie nie przeszkadzała obecność ludzkich zwłok, podczas ich codziennego życia, skrytych przed ich przerażonym wzrokiem, milczącą własnym kłamstwem kubaturą. Nie to jednak przeraża... a przynajmniej: w takim stopniu, że pod podłogą, zamieszkiwanego przez kilkuletniego chłopczyka, zabytkowo Zamczystego pokoju... spoczywały wysuszone zapomnieniem pozostałości tego, co jeszcze do niedawna: przychodziło wieczorami za Książęcym przykazem sprawdzić, czy... ułożył się do snu... A kiedy to ustało, wiedział już tylko, że jego ulubiony kamerdyner odszedł, jednak " niekoniecznie nas zostawił ".. Był mu bliski. Zawsze, gdy stając w woskowym blasku, bijącym z dotkniętego kasztanową patyną świecznika, z kamiennego, zawodowo pozbawionego emocji wyrazu twarzy, przechodził on w szczery uśmiech. Sama Księżna przestała zliczać, ilekroć musiała go ukarać, z powodu zaniedbywania służbierczych obowiązków, czytaniem bajek... zapadającemu w sen przyjacielowi, który, jako jedyny z Państwa, spytał go, Kim tak naprawdę jest. Dzieciak ufał mu... i nie przeraziło go zasięgnięcie wiedzy, że otaczającą go ciemnością, jest doczesne życie ludzi, nawet, gdy już nie ma miejsca, niczym leniwie kopcące pogorzelisko, tkwiącym majestatem zdobiące własną, stanowioną sobą... przeszłość. Najczęściej wówczas, niewzruszonym trwaniem paraboli wahadeł zegarów, odchodzi ona w bezlitosne zapomnienie. Kiedy jednak postanowi inaczej:.. może nawet odejść doczesnym rytmem serca, co gorsza: zupełnie nie podlegającego jej własności... a napewno nie inaczej, jak szczera chęć pomszczenia własnych krzywd. W powyższym przypadku? Podczas prac konserwatoryjno - konserwacyjnych, uwagę Pracowników przykłuł jakby " naodpierniczony w pośpiechu " ścieg ułożenia klepek podłogowego parkietu. Co dziwne: było tak zaledwie na przestrzeni kilku metrów kwadratowych, których piórowe mocowania, stanowiąc, jak się okazało... obramowanie grobu, były, dosłownie jakby " usiłowane umiejscowieniem prawidłowo " z buta ", przy czym: same klepki podłogi, nie były przybite zagiętymi w nich gwoździami, powodującymi fundament owej " nierówności ".. Ciekawość?.. zwyczajnie: wygnała wszystkich obecnych, akompaniamentem wrzasku ich własnych, przenajszczerszych przerażeń: na widok zmumifikowanych, ludzkich zwłok, które leżąc na plecach w ślepym pułapie podłogi, będącym jednocześnie sufitem pokoju pod nią, jak szeptano: zamarły wiecznością... z uśmiechem trzymanym dłonią śmierci na ich twarzy. Wiesz... rozumiem nieświadomość dziecka... rozumiem podłość dorosłych... jednak: w jakim stopniu trzeba być zwyczajnie złem we własnej osobie, aby każąc służbie zamalowywać stale pojawiającą się na suficie zamieszkiwanej przez nich izby: śmierdzącą mięsnym rozkładem, oleistą plamę, Książęcym przykazem zabraniając im wierzyć, że jest to cokolwiek innego, jak zdechły szczur, który zadomowiwszy się na Zamku, dokonał żywota w mroku podłogi, przysparzając nie mniejszego zmartwienia, od samej jego obecności:.. nawet za życia. Ale, to przecież tylko służba... Pomyśl więc, o czym myślał ów chłopczyk, gdy okna jego pokoju stale były otwarte, z powodu przenikliwie duszącego odoru... gdy zasypiał...
Kolejno następnie, po Oficjalnym Oddaniu Muzeum Do Eksploatacji, jako Obiekt Publiczny: nawet w dzień, pośród setek zwiedzających... coraz częściej szeptano o " uczuciu czyjejś obecności/ bycia obserwowanym ", a także " słyszeniu głosów/śmiechu, podczas gdy zdawało się, że w pobliżu... kogokolwiek nie ma ". Tak, masz rację: sprawę, uznano: " zbiorczym spektrum fonicznym otoczenia, zwłaszcza nasilonym w godzinach otwarcia, niesionym wewnętrzną kubaturą ". Nic ponadto... jednak: czy tylko dlatego, żeby nie ograniczać zysku ze sprzedaży biletów, zniechęcaniem odwiedzających straszeniem przed ich zakupem?.. pozostawiam Twojej ocenie.
Kolejny, z przypadków powodujących moją chorą fascynację, niestety: nie ma miejsca w Polsce, a ponadto: nie zdobi go Zamkowa Wystawność. No, może jeżeli uważasz Klawisza za dostojnego mościa, w szczęku ciężkich sztab, oznajmiającego " spacer! ", z taką uporczywą gorliwością, jakby na kilku metrach celi, zamknięto samych głuchych, możesz nawet oczekiwać, że przysłany do Ciebie zza więziennego muru list: poda Ci na srebrnej tacy. Nie mniej jednak, jak wiadomo: Paryż, stoi na sieci tuneli, wypełnionej szczątkami sześciu milionów jego zmarłych mieszkańców, przy czym: zostawmy to na moment. Skupmy się na jednym, z tamtejszych zakładów karnych. Liczy on sobie kilkaset lat, więc: podczas jego budowy, wiele dzisiejszych Norm Budowlanych, zwyczajnie: nie obowiązywało. Z tego powodu, podczas budowy, wydrążono w wapieniu sporą komorę, pełniącą funkcję szamba. Trwała, eksploatowana, gdy rozpoczęto budowę samych Katakumb, gdzie celem pozyskania surowca: obłupywano wapień, aż budowany chodnik... zalała fala smrodu ekskrementów, gorsza od tej, wydzielanej z hałd trupów na powierzchni. Faktycznie: przejaw zdumienia za gówniane pieniądze, jak ustalono: połączone szalowanym betonem, prostokątnym szybem, o średnicy dwóch metrów... z owym więzieniem, który odkryty przez więźniów, napawał Administrację prześladującym ich przeświadczeniem, iż... " jakby ten zakład... coraz bardziej pustoszeje ".. dowiedzieli się nawet, z jakiego powodu: gdy złapali grupę więźniów, podczas próby ucieczki: właśnie tym tunelem. Jak szepcze się do dzisiaj: sam Naczelnik rozkazał zalać go betonem, a kiedy sięgnął on kilku metrów: rozkazał po kolei wrzucić każdego z owych więźniów do środka, na przemian ze spajającą ich życie z więzienną codziennością zaprawą, a sam odcinek Katakumb, biegnący pod więzieniem: zabezpieczyć skrzypiącymi, ciężkimi, stalowymi kratami, zamykanymi na kłódki, do których jedyne klucze: posiadał tylko on osobiście... celem autorytatywnego wykluczenia poprzednich ucieczek: zaprzeczając ich istnieniu. Co to ma wspólnego z duszami? Mianowicie: prowadzono kiedyś pod tym kątem badania naukowe, celem potwierdzenia faktów historycznych zabytku... i jak ustalono: w strukturze betonu, wypełniającego tunel, istnieją tzw. " anomalie strukturalne, świadczące o jego punktowym, zaniku gęstości: w zestawieniu z materią nośną ". Czym były dokładnie?: kiedykolwiek nie sprawdzono, a sama iniekcja betonu, kraty blokujące przejście, jak i sam odcinek Katakumb pod więzieniem: istnieją do dziś. Wiele osób, zupełnie nie znających ich przeszłości, mówi o cieniach, przemykających tunelem i uczuciu dziwnej obecności, jakby ktoś za nimi stał, kiedy się jednak odwrócą, zdają sobie sprawę iż... są zupełnie sami.
Najbardziej jednak, moja przeraźliwie chora fascynacja, spoczęła na tzw. " pochówkach żywych zmarłych ", opowieściach Grabarzy, o śladach drapania wewnątrz wiek trumien, podczas ich otwarcia: na życzenie rodzin, a dopiero dalece następnie: o dzwonkach cmentarnych, brzmiących w bezwietrzny dzień, mącąc śródmogilny spoczynek... od kiedy przestało się o tym mówić, już mało osób wie, że zanim zwłoki poddawano trzydniowemu spoczynkowi bez pochówku: przykładów zamurowań żywcem, przez zasypanie tonami cmentarnej ziemi, pośród stanowiących ją Zmarłych... było, co najmniej: dziesiątki tysięcy.
Praktyka powyższa, usilnie i z premedytacją: nawet dzisiaj stosowana jest zarówno na Haiti, jak i w Luizjanie: przez Wyznawców Hudoo. Wspomniałem o tym nawet w opowiadaniu " Wskrzeszenie Haiti ", mojego autorstwa, gdyby ów aspekt, wydawał się na tyle tajemniczym, iż... warto mu poświęcić moment bystrości ludzkiej uwagi.
Czy zatem: " dusza może wrócić na świat, lub na nim pozostać? ".. biorąc pod uwagę powyższe przypadki:.. pozostaje mieć nadzieję, że... nie jest to możliwe.
A... właśnie:.. " na moment ", to jednak niekoniecznie wieczność, więc... wspomniałem powyżej o Katakumbach. Tak, dokładnie: " dotknięte przemijaniem wieków, ludzkie, obrócone w przypadkowość cząstek gnaty: walają się wszędzie ". Noo... tak. Zdecydowanie. Przy czym:.. nie zawsze było w ten sposób. Zapewniam: to tak twórczy, konstruktywnie popierniczony proces, iż nie omieszkam Ci o nim opowiedzieć. A... pierniczę: zrobię to za moment... Mianowicie:
- Za sprawą Dekretu Królewskiego, wydano nakaz likwidacji śródmiejskich cmentarzy: wraz ze stertami ludzkich trupów, będących zmarłymi w epidemiach zarówno dżumy, jak i cholery. Co zrobić?.. Majestat Urzędniczy, akurat wiedział, ponieważ: Paryż, nie leży przecież w Polsce... z tego powodu: skoro uprzednio zaczął zapadać się w pustą przestrzeń kopalni wapienia pod nim, umocnioną, właśnie wybudowaniem Katakumb, aby zapobiec znikaniu pod ziemią, dosłownie: całych kamienic, wraz z mieszkającymi w ich kubaturach ludźmi, których... nigdy nie ekshumowano z tegoż zawaliska i tkwią w nim do dzisiaj: będąc kolejnym przykładem pochówku żywcem. Postanowiono zatem, jako " projekt próbny ", ustalić, pod powierzchnią którego z cmentarzy biegnie tunel Katakumb, umieścić w nim trupy, a następnie: zamurować całość, więżąc Zmarłych w celi, nie posiadającej jakiegokolwiek wyjścia... tylko: jak tego dokonać przez kilka metrów ziemi, ewentualnie: litą, kamienną ścianę?.. także wymyślono. Po dokonaniu dokładnych pomiarów przez Naczelnego z Mierniczych Górnictwa: we wskazanym przez niego miejscu, drążono dziurę w stropie, o średnicy kilku metrów. Już samo to, albo w razie konieczności: skromny podkop: powodowało powstanie na powierzchni cmentarza kraterowatego leju: powodowanego osunięciem się ziemi, w tak powstałej, kanalicznie łączącej przestrzeni, którą następnie rozkopywano z obu jej kranców, pozwalając światłu dnia zagościć w Mroku Katakumb... wraz z setkami tysięcy trupów, rzuconych z powierzchni cmentarzy, ku jego czeluści, będąc przesypanymi ekshumowanymi z grobów trupami, a ponadto: samymi kośćmi. Zwyczajnie: wrzucano i sypano " ile fabryka dała ", na dole: ludzie odciągali trupy, układając je w równe, warstwowe rzędy: jeden przy drugim, jak leci. kiedy się skończyły: sypano kości. I ponownie: ludzie na dole odgarniając je z pod wlotu szybu, sypali równomiernie: na warstwę owych trupów, lub: obok nich, w drugiej połowie takowego zbiorowego grobu. Kiedy się napełnił, wraz z wiodącym do niego szybem: całość zamurowywano w Katakumbach, a od powierzchni cmentarza: zasypywano ziemią, po czym lano skromną warstwę betonu, często: i ją samą przysypując. Problem, był wówczas, gdy pod cmentarzem, nie biegł tunel Katakumb. Wykonywano go zatem na najbardziej pobliskim, zwożono tam zwłoki i szczątki z cmentarzy, wrzucano jak powyżej, a pod powierzchnią: ludzie ładowali je na wozy, ciągnięte przez ludzi... i przewozili do miejsca składowania: jak powyżej. Napełniło się: zamurowywano, wyznaczano kolejne: aż wszyscy Zmarli... spoczęli zamurowani w ich ścianach wiecznego odpoczynku... co dziwi do dzisiaj: same takowe " hale zrzutowe ": posiadając wysokie szyby ku powierzchni, wypełnione masywną pochylnią ludzkich kości, są " najmniej nimi napchane ": dlatego, iż zawsze zamurowywano je jako ostatnie, gdy zauważono, że trupy, jak i szczątki: zwyczajnie się kończą...
Czy uważasz za makabrycznie popierdolone: jedzenie kolacji w takim miejscu?..
Ja?:. nie.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania