Rozczarowanie 02
<Sceneria>
Pokoj hotelowy, pozne popoludnie, zasuniete zaslony...
- Czemu juz wychodzisz? Czemu sie tak spieszysz?
Zaskoczony mezczyzna obserwowal, jak jego upragniona dziewczyna powoli szykuje sie do wyjscia. Nie spodziewal sie takiej reakcji. Tygodniami ukladal te slowa, po ktorych jego wybranka miala mu sie zucic w ramiona. Tak to sobie wyobrazal. Lecz nic takiego nie nastepowalo. Nie potrafil tego zrozumiec
- Co sie stalo? - zadal to pytanie bardziej do siebie niz do niej
- nie badz naiwny, przeciez wiesz ze to nie moze sie udac - dziewczyna odparla
- Alice - zawolal
Zapal, jaki w nim sie gotowal przez ostatnich pare tygodni, juz calkowicie ostygl. Powoli docieralo do niego co sie wlasnie wydazylo. Opuscil reke, w ktorej beznamietnie trzymal otwarte pudeleczko.
-...dlaczego teraz uciekasz? Nie rozumiem tego. Bylo nam cudownie, przeciez sama to czujesz.
Tym slowom nie mogla zaprzeczyc. Rozejrzala sie po pokoju. Na srodku stalo wielkie lozko z pozwijana posciela. Na podlodze porozrzucane poduszki i ich ubrania. Obok lozka stal stoliczek, na ktorym pusta butelka po winie rozpraszala, przebijajace sie przez zaslone promienie slonca, iluminujac zielona barwa. Ksztalt butelki rozciagal sie po lozku. Do naglowka przywiazany byl dlugii, poskrecany, czerwony szalik. Kiedy go odplatywala usmiechnela sie lekko, bo przywolalo to wspomnenie z przed kilku godzin.
Rozruszala obolale nadgarstki, pozbierala swoje ubrania i zaczela sie ubierac.
- Alice prosze! Zostan ze mna!
- Moj kochany Olivierze przeciez jeszcze sie zobaczmy. Przeciez nie odchodze na zawsze.
- wyjedzmy gdzies razem, jak kiedys, spedzmy razem czas. Tak jak wtedy kiedy bylismy w naszym domku nad jeziorem. Pamietasz? Niczego nam wiecej nie bylo trzeba. Bylismy tylko my.
- pamietam Oli, wiesz ze nigdy nie zapomne tych dni.
- I tam powiedzialas, ze chcialabys, zeby ten czas trwal na zawsze... Nie rozumiem tego!
- przestan prosze... Jestes taki.. sentymentalny.
Poznali sie ponad rok temu na zareczynach swojej przyjaciolki. Na poczatku Olivier nie od razu przypadl jej do gustu. Wydawal jej sie troche zbyt sztywny i jak to stwierdzilla, zbyt poukladany.
Jednak po namowach swojej przyjaciolki, ktora wychwalala jak cudownie jest miec caly czas kogos bliskiego.
- "ty tez moze miec co ja i byc tak samo szczesliwa, przeciez widze, ze tego chcesz"
Slub, ukochany mezczyzna i uststkowane zycie. Alice zaczela wyobrazac siebie w sukni slubnej, co zaczelo sie jej nawet podobac. Postanowila dac mu szanse zwlaszcza, ze jak mowila jej przyjacoilka...
- "Przystojny, ustatkowany mezczyzna. To jest dobra partia."
Teraz nie byla niczego pewna. Spojrzala na blyszczacy przedmiot, ktory spoczywal w idealnie dopasowanym welurze.
- moj kochany Olivierze - powiedziala
Podeszla do niego, przylozyla reke do jego twarzy i mu sie przygladala. W koncu pochylila sie i pocalowala go w usta. Chciala poczuc to jeszcze raz, chciala poczuc te namietnosc, to uczucie, ktore kiedys na sama mysl o nim ja rozpalalo. Myslala, ze moze sie pomylila i ze jednak powinna powiedziec "Tak". Miala taka nadzieje.
Wyprostowala sie. Jedyne co poczula to litosc do faceta kleczacego przed nia.
Zarzenowana przycisnela pokrywe. Mechanizm zrobil reszte. Sprezyna ukryta w scianach pociagnela wieczko, tak ze podeleczko zamknelo sie z chukiem.
- Alice! Przeciez jestesmy dla siebie stworzeni.
Przytulil ja zcalych sil. Chcial ja zatrzymac, lecz ona odchylila jego rece i cofnela sie o krok.
Zanim wyszla z hotelowego pokoju, przeleciala wzrokiem po pomieszczeniu i powiedziala
- tylko nie zapomnij zostawic duzego napiwku.
Usmiechnela sie i wyszla.
Wsiadla do windy hotelowej i nacisnela przycisk trzeciego pietra. Zadala sobie pytanie dlaczego tak zawsze musi byc? Dlaczego to wspaniale uczucie kiedy para sie poznaje potem flirtuje a pozniej nawzajem odkrywa nie moze trwac dluzej? Nawet dopiero Co przezyta upojna noc ze swoich ukochanym nie daje juz tego co bylo.
Wysiadla z windy i przez dlugi korytaz udala sie do swojego pokoju. Byla zmeczona i wyszla na balkon aby troche odetchnac, lecz po glowie caly czas chodzila jej ta mysl.
Pomimo, ze miala wspanialego faceta to znowu jej czegos brakowalo. Zreszta, juz nie pierwszy raz sie tak czula. Wiedziala co teraz bedzie, i wiedziala ze Oliwier bedzie kolejnym facetem, ktorego skrzywdzi. Zreszta, juz go skrzywdzila.
- Co ze mna jest nie tak!! - pomyslala
- Czemu nie doceniam tego co mam i ciagle jest mi malo?
Podniosla wzrok, zdjela kaptur a chlodne podmuchy zaczely muskac ja po twarzy. Smutno jej sie zrobilo na mysl, ze zawiodla mezczyzne ktory dopiero co wyznal jej milosc, kogos, na kim i jej kiedys zalezalo. Spojrzala w gore oczekujac jakiejs odpowiedzi.
- Czemu jestem taka okropna? A moze jestem wyuzdana z uczuc suka?
Nagle w budynku naprzeciw dostrzegla ledwie widoczne swiatelko. Przyjrzala mu sie z pelna uwaga. Zaczela sie zastanawiac skad ono sie tam wzielo, skoro w budynku naprzeciw nie powinno nikogo byc.
- Co to moze byc? - spytala z zaciekawieniem
Alice wyobrazila sobie, ze to jest jakis znak. Ogarnelo ja wrazenie chwili, ktora juz przezyla. Rozejrzala sie dokoola i byla pewna, ze nie pierwszy raz stoi na tym balkonie. Przeszyl ja dreszcz i pomyslala, ze wszechswiat ja uslyszal.
- Deja vu.. - powiedziala do siebie
- Co chcesz mi powiedziec?...
Wyjatkowe doswiadczenie nie trwalo jednak dlugo. W momencie kiedy czlowiek zaczyna swiadomie obserwowac ten stan to Deja vu sie ploszy i powoli zanika.
Alice spowrotem zaczela myslec racjonalnie i stwierdzila, ze to swiatelko to pewnie jakis kawalek szkla jakich pelno w remontowanych budynkach.
Komentarze (1)
Dziekuje kazdemu kto poswiecil swoj czas na przeczytacie moich wypocin. Prosze o jakias opinie. Mile widziana konstruktywna krytyka.
Pozdrawiam
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania