Rozdaje róże, te szare I białe.

Rozdaje róże, te szare i białe.

Te duże i małe w bukiet pozawiązywane.

Upada jedno i rodzi się drugie.

Upadają dwa i rodzą się cztery.

Opada cztery i rodzi się osiem.

I tak ciągle, i tak ciągle.

8, 16, 27, 56

 

Coś się łamie, coś się kruszy.

Tym większy im dłuższy.

Rozpadam się i wywracam.

Z pamięci wypadam.

 

Dwie monety i dwie strony.

Cztery monety osiem stron.

Ile rąk? Ile rąk?

 

Ciągle większy, ciągle cięższy.

Taki długi, ciągle szerszy.

Jedna liczba w każdą głowę.

Podwojona, potrojona.

 

Taka wieczna ! Taka wieczna!

 

Ciągłe cierpienia, ciągły strach.

Agonia ubywających lat.

Ciągły płacz, ciągły strach.

Tylu martwych, ilu lat.

 

Nic nie widzę, nic nie czuję.

Nadal liczę, literuję!

Z każdą różą bliżej grobu.

Rzucę tu! I rzucę tam!

 

Jedno odbicie i jeden cień, jedna róża a płatków sześć.

Jedna dłoń, w niej palców pięć.

Ile zjesz? Ile zjesz?

 

Jeden stopień, za nim drugi.

Jedno dziecko, za nim grób.

Jedna brama, za nią niebo?

Duszę się! Duszę się?

 

Dwa oddechy jedna myśl.

Jeden oddech i jeden krzyk.

Krzyków trzy, jedna dłoń.

 

Dwa odbicia i jeden cień, dwoje oczu w jednym śnie.

Ciągle mniejszym ciągle większym.

Więcej stron, mniejszy kąt.

 

Trzymam się balustrady, w dłoni trzymając kwiaty.

Schodzę z tej różanej klatki schodowej.

 

I rzucam się w kwiaty.

Kropla po kropli kropi mi po głowie.

Obmywa mi czaszkę kleiste i czerwone.

Rodzi się pierwsza a za nią druga.

Rodzi się trzecia a za nią szósta.

 

Z każdego płatka opada kropla, każda kropla leje mi się z rąk.

Jeden kolec i dwoje palców.

Jedna róża i kropli dziesiątki.

Ile jeszcze. Ile jeszcze.

 

Ciągły strumień, ciągły deszcz.

Dwoje rąk, ulew pięć.

Jedna róża pod nią kałuża.

Bukietów pięć, jeziora część.

Och głęboką. Tak głęboka.

 

Brodzę w niej kolanami, zalewam się czerwonymi potami.

Całe spodnia mam zalane, kolana umorusane w tym kale.

Mojego grzechu, moje róże nieprzebłagane.

Kropla jedna. Kropla druga.

 

Bo kto kupuje szare róże?

Kto patrzy za tymi białymi?

Mojej duszy odbicie ohydne.

Cień ciała, odwrotność słowa.

 

Nogi za torsem, torso za głową.

Coraz wyżej, coraz szybciej.

Tonę! Tonę!

 

Z każdym oddechem piję coraz więcej.

Więcej róż, więcej dziur.

Piję krew, ona krzyczy tysiącami.

Jeden łyk, a ja płaczę z tysiącami.

A nade mną głowa, czaszka z tym krzyżem na przedzie.

 

Podpora jedna na całe ciało, jeden róg i dwa ramiona.

Ławka za ławką, trąba za trąbą. Na ścianach mokną witraże.

Krew znika, cała złość i trwoga.

Z jego ran pojawia się woda, daje mi spokój ducha, w miłości.

Moja jedna prośba.

 

Ledwo widzę, ciemno widzę.

Błagam, proszę weź moje róże.

......................

Po co je trzymam?

Czemu je trzymam? To brzemię, katorga.

Czemu na mnie patrzysz?

Spójrz mi w twarz, nie patrz na moje ciało.

Czego chcesz?

Czego pożąda twoje ciało?

 

Dam Ci to, ten bukiet, ten szary i biały.

Nadal ci mało?

 

Oddam ci moje ramiona, moje serce i oczy.

Sny i słowa.

 

Gdzie jest ona?

Moja muza, uzależniona?

Droga i mur, o który biję głową?

 

Co robię w tym ogrodzie?

Czyje są te dłonie?

Dla kogo istnieję?

 

Czy jestem stopniem, po którym ktoś przejdzie w Zbawienie?

Czemu?

Dlaczego?

Przecież nie chce!

 

To ohydne przedstawienie, w którym nie odgrywam roli.

 

Ten taniec trupa z wymysłem.

Dziecka z wyobrażeniem dorosłości.

Skazańca ze słowem wolności.

 

To dziwne.

Że nawet jeśli zostałem stworzony, żeby patrzeć na te ogrody.

To nadal nie spełniam swej funkcji.

 

Ponieważ te róże są białe.

Ta ziemia nie rodzi czerwieni, dlatego interesujesz się mym ciałem?

Ta ziemia, te ręce nie rodzą róż czarnych, czy dlatego zatraciłem się w tych numerach?

 

Ciągłe ogłupienie i trans, osłupieniem we wiecznych różach, ich płatkach i stronach.

 

To moje zafiksowanie nad swoją rolą w tym świecie, które utrzymuje mnie świadomym.

Bo czemu inaczej zostałem stworzony?

 

Niż żeby służyć i kochać to, co jest nade mną?

 

Bo po co inaczej, te twoje spojrzenia za moim ciałem?

Czemu je tak bardzo pragniesz?

 

Spójrz mi w twarz! Spójrz mi w oczy!

Czemu broczysz, spojrz mi w oczy!

 

Nadal gapisz się za tymi różami...

Wszyscy jednak jesteśmy lunatykami.

Patrzymy w niebo i szukamy roli.

 

Tą, którą nadał nam Bóg, tego powodu czemu urodziliśmy się teraz.

Nie jutro czy wczoraj.

 

Szukamy roli w nieskończoności i perfekcji albo chcemy, żeby ona nam ją nadała.

Szukamy i patrzymy wszędzie w poszukiwaniu odpowiedzi.

 

Ilu zostało z synów Noego?

Nie, nie tych. My nadal jesteśmy pod wodą.

 

Choć kochani przez stwórcę, nadal nie znajdujemy celu.

Może kocha nas tak bardzo, że zwyczajnie nam go nie nadał.

 

Gdyby nie te krwi jeziora, nie miałbym czym podlać tych ułomnych kwiatów rozpaczy.

 

Choć wszystko koło nas płonie w tym chaosie.

Udajemy normalności, hodujemy iluzje, te szare chwasty.

 

Chowamy się za płotami ogrodów, za róż polami, żeby tylko zapomnieć, że wszystko się na nas wali.

 

To jest tak ludzkie. Usunięcie czegoś w imię roli, choćby własnego odbicia.

 

Zezwierzęcenie w imię wymysłu.

 

Dlatego moje ogrody są kłamstwami.

Nigdy to nie były ogrody.

 

Bo kto na księżycu stawia płoty?

Kto sadzi w nim kwiaty?

I dlaczego nie wstawił w nich ławek?

 

Bo to są groby, groby tych bez roli.

Bez żadnej woli, nie na tyle głodnych, żeby tonąć, ani na tyle szalonych żeby próbować rozłupać gwiazdy nożycami i spłonąć.

 

Groby tych zbyt kochanych, zapomnianych.

 

A ty nadal się na mnie gapisz, tak bardzo pożądasz mojej roli?

 

Mojej maski nadanej mi przez Boga?

 

Wiesz, nie mam twarz, urodziłem się z tą maską.

Ta maska się zmienia, czasami jej nie mam, częściej jest długa jak słup.

 

Częściej rosną w niej kwiaty.

Jakby nie można było bardziej napluć mi w twarz.

 

Szczęśliwie szybciej stracę zmysły, niż odzyska je ziemia po której chodzimy.

Kiedy ta wstanie i wpadnie w identyczne zafiksowanie.

 

Ach ohydności.

Ostatni tańcu ludzkości.

 

Dzieci dziedziczące grzechy ich ojców.

Ich rolę w tej krwawej pożodze.

Wszyscy upadli, ich dzieci nigdy nie wstały.

 

Choć widzą się tak wysoko.

Popełniają te same zbrodnie, kryjąc się chwastami.

 

Jedyną opcją dla ludzkości jest śmierć w samotności, składanie pokłonów i modły, że nie skończą zjedzeni.

 

To jest moment na zmianę.

To, co nowe musi umrzeć.

Zniszczenie jedyną szansą na odkupienie.

 

Wszyscy ci więksi tańczą w mych ogrodach.

Depczą me róże i upadają martwi, stając się nawozem.

 

Taką im Bóg nadał rolę.

 

Czy to nie jest samolubne?

 

Tworzyć swoje magnum opus nie dając mu celu.

Czyniąc człowieka cierpiącym przez egzystencję o którą nie prosił.

 

Wpychając człowieka w rolę której nie jest świadomy.

Zostawiając go, żeby sam się w niej połapał.

 

Oblewać nas miłością, której my nie jesteśmy w stanie zobaczyć.

 

A pod koniec sztuki umieramy, tak samo nieświadomi, jak na jej początku.

 

Nadając ludzią cel bez którego nie istnieją.

 

Jak możemy tak żyć?

Do czego właściwie służymy?

 

Czy naprawdę do mnie są tylko te ogrody?

 

Czy naprawdę urodziliśmy się, żeby zabić to, co za nami?

Czy żeby jak oni gnić w stagnacji?

 

Bóg nas kocha, ale w tej miłości giniemy.

Widziany milionami rzeczy, w każdym oku znajduje się inny obraz jego twarzy.

 

W istocie zostaje ten sam w swojej duszy.

 

Każdy widzi swą i czyjąś rolę jako coś innego, nie widząc liny, na której wisimy.

 

I tak leżymy pod parasolami kwiatów.

 

Bo ja wiem, ja tylko rozdaje róże.

Te szare I białe.

Tak się dzieje, jak się rodzi wymysłem, nie zjedzony, niespalony trwam martwy.

 

Powiedz mi, proszę.

Czy weźmiesz moje róże?

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (16)

  • niezdatne do myślenia 10 miesięcy temu
    Gdyby ktoś zapytał mnie o istnienie zharmonizowanego chaosu, pokazałabym mu to dzieło.
  • LightRaven89 10 miesięcy temu
    Dokładnie, tak właśnie widzę ludzi. Zharmoniziwany chaos XDD
  • LightRaven89 10 miesięcy temu
    Jak lubisz kontrolowane wybuch to przejżyj resztę
  • niezdatne do myślenia 10 miesięcy temu
    LightRaven89 przeczytałam, masz coś charakterystycznego w sposobie pisania. każdy utwór jest jak rwąca rzeka, nurt się zmienia, głębokość i dno są co moment inne a jednak to wciąż ta sama rzeka
  • niezdatne do myślenia 10 miesięcy temu
    intryguje mnie natomiast bardzo motyw liczb kilkukrotnie przejawiający się w twojej twórczości
  • LightRaven89 10 miesięcy temu
    niezdatne do myślenia Powtarzalność, ciągłe powtarzanie tych samych błędów, ciągłe te samo istnienie
  • piliery 10 miesięcy temu
    Jako Czytelnik czuję się zlekceważony i obrażony tą publikacją. Niechlujstwo, błędy ortograficzne ("żucę tu, żucę tam"), błędy gramatyczne ("tylu martwych ilu lat"), literówki ("milonami") skłaniają mnie do uznania tekstu za prowokację i kolejną próbę ośmieszenia portalu.
  • LightRaven89 10 miesięcy temu
    Przepraszam, mam dyslekcję więc czego mi nie wyłapei office to zostaje
  • ireneo 10 miesięcy temu
    tekst z akcentem osiłkowej nawrockości, "wychodowanej" w gdańskiej parafialności szaroróżanej. Od tej Jezusowej milości można zwariować na amen. Zanotowano przypadek ciotki, która na śmierć zagłaskała kota.

    Agramatyczne i aortograficzne kalwaryjskie grafomanienie dozwolone, to czemu takiego nie może tu być? Wystarczy, że w regulaminie jest zaPISane, iż admini mają prawo takie badziewie spłukać. Jeśli wulgarnej obsceny nałogowych chamów nie podcieraja, to nie dziwi, że na takie szkoda im wody.

    Czuję snusa, idzie nowe pod ramię z brązowym Grzesiem. Owocem wyhodowane pojęcie "zharmonizowanego chaosu".
  • niezdatne do myślenia 10 miesięcy temu
    Odnoszenie tego tekstu do polityki jest nie tylko niepotrzebne, ale też zupełnie chybione. Nie każda refleksja o Bogu czy duchowości musi być od razu manifestem ideologicznym. Religia, wiara, tęsknota czy cierpienie - to ludzkie doświadczenia, a nie deklaracje partyjne. Obowiązuje nas wszystkich wolność słowa, która dotyczy także wypowiedzi na temat wiary i osobistych przeżyć. Kultura dialogu polega również na tym, że potrafimy nie deptać tego, co dla kogoś jest ważne. Jeśli nie trafia - wystarczy przejść dalej. Ale szyderstwo wobec szczerego wyrazu emocji więcej mówi o komentującym niż o tekście. :)
  • ireneo 10 miesięcy temu
    niezdatne do myślenia
    Mimo, ze niezdatne do riposty, zapytam jedynie czy da się ocenić grafomaństwo bez uwag do grafomana? Zakladam, że belkot nie jest dyktowany przez ducha świętego, choć przypomina pod tym względem Sagę rodu Dawida.

    Ważne dla kogoś trzyma się albo w banku albo w pamięci, by nie epatować przesadnie serduszkiem. Jaśniej już?
    Jeśli, to spodziewam się merytorycznego a nie personalnego odniesienia
    I tak ci dopomusz buk
  • niezdatne do myślenia 10 miesięcy temu
    ireneo Cóż, jeśli dla Ciebie wyraz duchowego cierpienia i emocjonalnej walki przypomina 'Sagę rodu Dawida', to znaczy, że bardziej niż literatury boisz się autentyczności. To nie duch święty, tylko człowieczy ból - i właśnie jego ekspresja buduje literaturę od zarania.

    Twoje próby sprowadzenia tekstu do grafomanii mówią więcej o Twoim podejściu do sztuki niż o samym utworze. Słowo jest materią niedoskonałą - jego piękno polega nie na tym, że zawsze jest precyzyjne, lecz że jest prawdziwe.

    Nie trzeba być wierzącym, by rozumieć, że uczucia - nawet jeśli wyrażone w sposób dla kogoś obcy - zasługują na szacunek. Nazywanie czyjejś emocjonalnej ekspresji 'bełkotem' nie jest ani merytoryczne, ani intelektualne. To po prostu pogarda przebrana za elokwencję.
    Jeśli naprawdę zależy ci na rozmowie o jakości tekstu, potrafisz to zrobić bez obrażania osoby, która go napisała. Póki co, bardziej niż o analizę literacką, zdajesz się zabiegać o własną wyższość. I nie potrzeba do tego ani Sagi rodu Dawida, ani ironii o duchu świętym.
  • LightRaven89 10 miesięcy temu
    Dziękuję za ratunek, z goła przepraszam za błędy choruję na dyslekcja i nie jestem w stanie tego wyłapać. Z idei chciałem malować słowami, stworzyć chaotyczny obraz w umysłach czytających. Szczeże miło mi z tego że tak Ireneo poruszyłem moją grafomanią i miło mi że do ciebie dotarłem
  • LightRaven89 10 miesięcy temu
    Szczeże znad interpretowałaś ten tekst. Nie jest on w żadnym wypadku ukierunkowany politycznie. Brałem inspirację z nowego i starego testamentu, nadaj to tekstu wymiarowości. Nwm jak ty to rozczytałaś że wyszłaś z taką konkluzją. Dziękuje nadal za komentarz oraz wybacz za moją dyslekcje.
  • ireneo 10 miesięcy temu
    LightRaven89
    Chromemu, bywa że ordynator kule przynosi, by nie utykał, ty możesz bez przeszkód korzystać ze słownika. Jak w innym wypadku rozumieć zdanie - Bug na mnie czeka - czytać z ułomnością, czt bez?

    Jak to odczytaj inaczej niż bełkot:
    "Upada jedno i rodzi się drugie.

    Upadają dwa i rodzą się cztery...", etc.
    Dwa róże upadają.
    Zapewne masz talenty warte pielęgnowania.
  • LightRaven89 10 miesięcy temu
    ireneo nie wiem czy kiedyś wydziałaś sztukę nowoczesną, jeżeli nie jesteś w stanie przeboleć błędj czy dwóch to żeczywiście powinnaś zostać przy Goethym . Róże reprezentują grzech oraz nowe pokolenia ludzi których ciągle jest więcej, przedstawiam tam ciągły narost do pęknięcia szali goryczy z tąd zalenia kościoła krwią. Białe i Szare róże reprezentują krótkotrwałą czystość i brak płodności ich twórcy. Czy głupim jest ten to tańczy bez muzyki, czy ten który jej nie słyszy?

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania