Rozdział 7

Mknęliśmy przed siebie z prędkością stu kilometrów na godzinę. Wszystkie obrazy za moim oknem rozmywały się zbyt szybko, by dostrzec ich kształt. Zastanawiałem się dokąd mnie wiozą dwaj nieznajomi. Zaufałem im na tyle by powieżyć własne życie. Jak głupi musiałem być by uczynić coś takiego. Mogłem zostać w domu, porozmawiać z mamą, wybaczyć jej występek, przecież ja też nie jestem taki idealny. Wiele razy musiała za mnie świecić oczami.

Raz w szkole, na święto niepodległości, jedenastego listopada, zamiast przyjść na galowo, ubrałem dresy i podpaliłem Flagę Polski. Tak naprawdę nie chodziło, o samą flagę, tylko o faceta, który ją wieszał. Taki typ nie do zniesienia. Przyprawiał mi rogi u dyrektora i kazał zostawać po lekcjach. To był mój nauczyciel od matematyki Pan Wszystko-Wiedzący Ellwart.

Pewnego dnia w szkole miał odbyć się sprawdzian. Spóźniłem się zaledwie dwie minuty na lekcję, a on już zaczynał mieć sapy.

- No proszę , proszę. Pan Sommer raczył stawić się na lekcji. - powiedział na cały głos, myśląc, że się go przestraszyłem.

- Jeżeli nie miałem, to przepraszam, już wychodzę - odpowiedziałem i zamierzałem wyjść, gdy nauczyciel niespodziewanie podał mi kartkę mówiąc

- siadaj i pisz jak inni uczniowie.

- Tyle, że ja jestem jedyny w swoim rodzaju, psorze- odpowiedziałem - to znaczy pastorze.

- Do gabinetu dyrektora Raus - i wskazał palcem wskazującym na drzwi

- Pędzę , pędzę, aż gubię buty. - zaśmiałem się i wyszedłem.

Wcale nie miałem zamiaru iść do dyry. Wyszedłem ze szkoły i szedłem przed siebie, tak długo aż gdzieś docierałem, a docierałem zazwyczaj do sklepów by coś ukraść.

 

Następnego dnia rano, mama po wezwaniu do szkoły stawiła się u dyrektora zamiast mnie. Musiała wysłuchiwać jakiego to chuligana wychowała. Szczerze,to nie zazdrościłem jej tego wysłuchiwania. Zawsze mówiła

- To ostatni raz synku, dobrze? - i uśmiechała się do mnie

 

Więcej tutaj :

http://mamaczytamojpamietnik.blogspot.com/ :))))))))

- Tak mamo - odpowiadałem. Lecz zawsze i tak robiłem to samo. Ale dlaczego miałbym jej to wybaczyć. Zdrajczyni jedna. Mieliśmy się trzymać razem, tylko my, a ona sobie jakiś fagasów ściąga na chatę. Niech se żyje z kim chce, ja tam nie wracam.

 

Gdy powróciłem do rzeczywistości, do moich uszu dotarła wypływająca z głośników w samochodzie muzyka sławnego kompozytora Bacha.

Zastanawiałem się ile jeszcze czasu będę musiał wytrzymać w tym samochodzie.

Mijaliśmy ogromnej wielkości posiadłości. Aż w końcu moim oczom ukazała się wielka brama ze złota. Wysoka aż do samego nieba. Samochód zatrzymał się, a do moich uszu dotarł dźwięk brzęczyka,który zapraszał do środka. Ruszyliśmy.

Jechaliśmy tak jeszcze z półgodziny. Zdołałem w tym czasie sięgnąć myślami w przeszłość, jak to mama zabierała mnie do parku bym mógł pojeździć na rowerze i pobawić się z rówieśnikami. Mawiała

- uważaj na siebie synku,nie ufaj obcym, nie bierz słodyczy od nikogo. Ja posiedzę sobie tutaj na ławeczce, a ty baw się dobrze. Za godzinkę masz byś z powrotem - i siadała w ustalonym miejscu. Zawsze miała przy sobie jakąś książkę i w tym czasie gdy ja się bawiłem ona czytała.

- Dobrze mamusiu - i jechałem w swoją stronę. O odpowiednim czasie wracałem, a mama zawsze tam była i czekała na mnie, wczytana w tą swoją książkę. Gdy mnie zauważała uśmiechała się jakby zobaczyła coś pięknego na wystawie z pamiątkami.

- jesteś synku - mówiła. Przytulała mnie jakby nie widziała przez co najmniej tydzień. Za każdym razem próbowałem się wyrwać z tego maminego uścisku.

- mamoo - przeciągałem sylabę,

- Już dobrze, dobrze - i mnie puszczała -chodźmy do domku, a po drodze kupię Ci lody - to była nasza tradycja.

Nikt nie był w stanie jej zmienić, aż do tego czasu. Teraz nie ma już nic. Nie mam mamy. Jestem sam. I jest mi z tym dobrze.

 

Z rozmyślań wyrwał mnie głos All'a.

- Jesteśmy na miejscu Proszę Pana - te słowa były raczej skierowane do Augusta, bo mnie to raczej nie nazwały panem. August tylko skinął głową i czekał, aż All otworzy mu drzwi. Gdy mężczyzna poczynił te kroki, wraz z Panem Augustem wyszliśmy z samochodu na duży taras.

Sięgał on od domu aż po samą bramę. Na środku posiadłości stał zamek z szarej cegły. Nie zdołałem policzyć ilości okien, ale było ich co najmniej czterdzieści. W każdym z nich paliło się światło.

 

Otworzyłem buzię ze zdziwienia. Nigdy nie widziałem takiego obiektu na własne oczy.

- Podoba Ci się Aronie ? - odezwał się do mnie August. Skinąłem tylko głową, dalej podziwiając widok, które stał tuż przede mną. - Od dzisiaj jest to także twój dom. - powiedział - chodźmy do środka, bo za chwilę lunie deszcz. - ponownie skinąłem głową, lecz nie ruszyłem się z miejsca. August wiedziony moim zainteresowaniem, zaczął opowiadać o Zamku.

- Ten zamek jest Arcydziełem samego Jakuba Goraua, który zaprojektował Zamek w Malborku. To dzieło jest także w stylu gotyckim, jak możesz zauważyć te piękne fasady - słyszałem tylko bla bla bla. Piękny to ten zamek jest ,ale żeby od razu słuchać o jego historii. To nie dla mnie.

 

Przyglądałem mu się bardzo uważnie. Z każdym spojrzeniem zamek stawał się co raz piękniejszy. Wydawać by się mogło, że niemal zmienia kolor. Gdy słońce wychodziło spoza ciemnych chmur, zamek przybierał kolor beżowy ,a gdy ponownie słońce znikało, zamek stawał się szarawy. Dobierał kolorów jakby był dziewczyną w supermarkecie , w sklepie z ubraniami.

Gdy August skończył swoją historię, poprowadził mnie do wnętrza. To co tam ujrzałem zaparło mi dech w piersiach. W salonie na samym środku stał kominek, w którym tańczyły w rytm powietrza płomyki. Piękna purpura na ścianach idealnie kontrastowała z białymi sofami ze skóry, poustawianymi w rogach ścian na całej szerokości pokoju. Za kominkiem była droga do kuchni. A przy drzwiach wejściowych schody z białego drewna, które prowadziły na poddasze. Zauważyłem, że w salonie są jeszcze trzy pary drzwi. Ciekawość przewyższała nad rozumem.

- Dokąd prowadzą te drzwi - wskazałem palcem na jedne z nich. August spojrzał na mnie z rozbawioną miną i rzekł

- Jutro oprowadzę Cię po zamku ,a dziś pokażę Ci twój pokój, byś mógł iść spać Aronie. Jutro też jest dzień. - uśmiechnął się do mnie ponownie i wskazał dłonią bym szedł za nim.

Szedłem po schodach do swojego nowego pokoju. Na górze było z pięć pomieszczeń i kolejne schody. August poprowadził mnie do jednych z drzwi i otworzył na oścież. Moim oczom ukazał się błękit pokoju. Na ścianach porozwieszane były obrazy słynnych koszykarzy i piłkarzy. Podszedłem bliżej by się im przyjrzeć i zobaczyłem, że na każdym z osobna widniały autografy.

Jeszcze bardziej się podekscytowałem i zacząłem rozglądać po pokoju.

Na środku, po prawej stronie od wejścia stało łoże, w którym zmieściłoby się trzech dorosłych mężczyzn. Na przeciwko łóżka, na ścianie powieszona była czterdziesto-plazmowa telewizja, dookoła obudowana szafkami. W lewym rogu były szeroko otwarte drzwi prowadzące do łazienki.

- To jest twój pokój. W szafie masz czyste ubrania i piżamy. W łazience płyny do kąpieli i takie tam potrzebne Ci rzeczy. Umyj się i zmykaj do spania. Jutro ciężki dzień - uśmiechnął się i wyszedł zamykając za sobą drzwi.

Ja, wiedziony pokusą i ciekawością zajrzałem do szafy. Moim oczom ukazały się garnitury,koszule, bluzki, bluzy,spodnie eleganckie i jeansy. W jednej z szuflad znajdowały się skarpetki i bielizna. W kolejnej piżamy. Była jeszcze jedna szuflada, która jakby wołała mnie bym do niej zajrzał, lecz byłem tak zmęczony, że chciałem się jedynie umyć i położyć na tym wielkim łóżku.

Wyciągnąłem bieliznę i piżamę z szuflad i ruszyłem w kierunku łazienki.

 

W "miejscu odosobnienia" jak to nazywam, znajdowała się duża wanna i prysznic. Wybrałem prysznic i wskoczyłem do jego wnętrza. Odkręciłem kurek i spłynęła na mnie ciepła woda.

Pachnący i czyściutki, ubrałem się i wpadłem do pokoju wskakując do łóżka.

Włączyłem plazmę ma kanale z bajkami. Puszczali właśnie Tom&Jerry. Nie zauważyłem nawet kiedy usnąłem. Śniła mi się Ewelina i jej słodki śmiech pomieszany z krzykiem przerażenia.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania