Rozdział VII - Kazik
Kazik
Pokłociliśmy się, po raz kolejny. Dobija mnie to. Ta jej gra na moich emocjach. Doskonale wie co powiedzieć. Aska to sprytna mainpulantka, ale ja ją przejrzałem. Nie zmienia to faktu, że czuję się z tym źle, samotny i opuszczony. Im bardziej mnie odtrąca, im bardziej wieje chłodem, tym bardziej ja do niej lgnę. Tak jakbym chciał zdobyć twierdzę. Ta jej gra, którą znam, nie zmienia faktu, że chce w tym jej spektaklu uczestniczyć. Tak naprawdę jest wyrachowana, wiem że zależy jej na moich pieniądzach, jestem jej bezpieczną przystanią.
To był październik, kolejna niedziela bez niej, na dworze zimno i ponuro. Otworzyłem kompa, wszedłem na czata. Zawsze tak robię, kiedy chce się wygadać i na chwilę zapomnieć. Zawsze znajdzie się ktoś z kim można niezobowiązująco pogadać.
To ona mnie zaczepiła. Weszła tu, z tego powodu co ja. Opowiadałem o sobie, pasjach, zainteresowaniach. To zawsze działa, interesuje, intryguje. Przedstawiłem się jej jako Marek. Nie powiedziałem gdzie pracuję. Wymieniliśmy się numerami telefonów. Zadzwoniłem. Rozmawialiśmy najpierw raz, potem drugi. Fajnie się z nią rozmawiało. Opowiadaliśmy o swoich małżeństwach. Ona jakby mniej... nie wiedziałam jeszcze dlaczego...
Alicja
Który to raz wchodzę na ten idiotyczny czat, szukając substytutu nie wiem kogo i czego. Ludzki śmietnik, ludzie totalnie pogubieni, którzy nie wiedzą czego chcą.
Za każdym razem powtarzam, że to ostatni raz. I ciągle to robię.
Zauważyłam jego imię. Zaczepiłam go. Od razu mnie zaintrygował. Miał bogaty zasób słów, ciekawe zainteresowania, inteligentny, nie pisał o seksie, nie zadawał głupich pytań.
Rozmowy przerodziły się w pisanie. Codziennie. Zanim się zorientowałam, rozpoczynałam dzień od sprawdzenia czy coś od niego jest. Potrafił słuchać i współczuć. A ja wtedy uwielbiałam się nad sobą rozczulać i potrzebowałam chronicznie uwagi, zainteresowania moją osobą. On mi to dał. Pisaliśmy codziennie, na różne tematy, o życiu, o miłości, wydarzeniach, emocjach, czasem o sprawach intymnych. Coraz bardziej się do niego przywiązywałam, coś czułam do niego, próbowałam się przed tym bronić. Bezskutecznie. Czasami mu coś wysyłałam - płytę z jego ulubioną muzyką, albo coś pysznego, co zrobiłam z myślą o nim. Dawało mi to dużo radości i pozytywnych emocji.
Kazik
Było mi jej żal. W każdym słowie czuć było ogromny smutek i rozpacz. Kiedyś nad ranem zadzwoniła. To był głos kogoś kto ma straszne wyrzuty sumienia, ona próbowała to zagłuszyć, snem, który nie przychodził, lekami, które otępiały, czasem alkoholem po którym spała.
Nie rozumiałem jeszcze, co doprowadziło ją do takiego stanu.
Przyjechałem któregoś dnia. Napisałem że jestem i czekam. Obróciła to w żart, nie wierzyła... i nie przyjechała.
Nie potrafiłem zostawić ją w takim stanie... Czasem miałem dość czytania tego co pisze, wciągała mnie w ten smutny, przygnębiający świat. Próbowałem ją motywować w różny sposób. Ona udawała, czasem kłamała bym dał jej spokój, by mnie zadowolić.
Alicja
On tutaj przyjechał. Początkowo nie dowierzałam, obróciłam w żart. Może i lepiej. Nie wyglądam dobrze, jeszcze gorzej się czułam. Wygłupiłabym się, nie wiedziała bym o czym rozmawiać.
Przyjechała moja teściowa. Było jeszcze gorzej. Ona ciągle płakała, a ja czułam się bardziej winna i osaczona.
Kazik napisał, że ma raka. Byłam wstrząśnięta i znowu to poczucie winy. Ona zauważyła .zapytała co się stało. Opowiedziałam mu o nim. Wtedy spojrzała na mnie smutno. Powiedziała, że jej choroba nie wywołała u mnie takiej reakcji, a jestem i powinnam być jej bliższa.
Na swój sposób próbowałam się o niego modlić, choć sama nie wierzyłam w jej moc.
To były właściwie tylko trzy słowa, które powtarzałam codziennie. „Boże pomóż mu”.
Pewnego dnia napisał mi że kogoś poznał. Ma na imię Joanna. Rozsypała jabłka, a on pomógł je zbierać. Miała czarujący uśmiech. Zawirował mi świat przed oczami. To imię, jabłka......
Starałam się tego nie okazywać, choć serce pękało na kawałki ilekroć o niej wspomniał
Pocieszałam, udzielałam rad kiedy się z nią pokłócił...
Joanna to moje drugie imię, które miało być pierwszym. Ala było dla moich rodziców łatwiejsze do wypowiedzenia.
Przecież ostrzegał, nie obiecywał... Tylko się nie zakochaj....
Kazik
Zaproponowała spotkanie za rok - 4 lipca.
Z jednej strony była planem B, opcją, kiedy ta pierwsza odejdzie jak poprzednie. Z drugiej strony nie chciałem jej ranić, potrzebowała pomocy i mnie. Wiedziałem, co do mnie czuje. Schlebiało mi to. Wiedziałem,, że na mnie liczy. Czułem się w pewnym sensie za nią odpowiedzialny.
Byłem ciekaw tego miejsca i jej. Przyjechałem w samo południe motorem, to zawsze robi na kobietach wrażenie. Ona zmieszana, bardzo skrępowana i bardzo spięta. Nie odzywała się prawie w ogóle. Sprawiała wrażenie jakbym ją męczył. Jakby nie mogła doczekać się mojego wyjazdu. Wpatrywała się tylko tymi swoimi oczami, które miały dużo do powiedzenia, a usta nie mogły wydobyć słowa. Dziwnie się czułem, kiedy tak patrzyła. Te sześć godzin, które tam spędziłem umknęły jakbym był zamknięty w kapsule czasu.
Czas się zablokował jak ona. Coś było nie tak...
Alicja
I po co mi to było? W co mam się ubrać, co ugotować? O czym rozmawiać. Im bliżej tego spotkania, wpadam w większą panikę i strach. Nie wiem dlaczego tak się dzieje. Chodzę po sklepie zdezorientowana, nie mam pomysłu ani scenariusza, Coś łatwego, czego nie spieprzę.
Przyjechał w południe na motorze. On czul moje napięcie i strach. Rozmowa się nie klei. On stara się wybrnąć z tej niezręcznej sytuacji, Opowiada o pracy. Bezpieczny temat. Ja nie mówię nic. Milczę jak w tej bajce o zaklętej kaczce, którą zresztą podałam na stół. Napięcie we mnie rośnie z każdą chwilą. Dał mi kubek z napisem. Powiedział że mam przetłumaczyć. Zadanie domowe.
Wyjechał.
Coś się ze mną dzieje. Nie mogę zasnąć w tej ciszy i natłoku myśli. Rano szybko się pakuję. Nie mogę ruszyć. Akumulator wyładował się. Nie wiem, nie pamiętam jak dotarłam do domu. Nie powinnam w takim stanie prowadzić. Tekst na kubku- „Miłość to dar, na który warto poczekać”.
Na kogo mam czekać? Na niego? Aż on mnie pokocha. Na innego który mnie pokocha??
Co on chciał powiedzieć…
Nie zasypiam, jestem niespokojna, pobudzona coraz bardziej. Miotam się. W mojej głowie pojawiają się bluźniercze myśli na swój temat. Moje myśli wyzywają mnie od najgorszych. Nie mogę tego znieść. Chce gdzieś jechać. Jest 3 nad ranem. Mój syn nie śpi, czuwa, zabiera i chowa kluczyk.
Rano wyjazd do teściowej. Nie wiem co się dzieje. Myśli już na mnie nie krzyczą, ale w głowie chaos i rozpacz. Mówię synowi, że nie dam już rady pracować. Prosi bym wytrzymała jeszcze parę miesięcy, on otworzy działalność. Docieramy na miejsce. Piszę do niego. On chce porozmawiać z synem. Nie podaję mu jego numeru. Dzwonię do psychiatry i umawiam się na wizytę.
Jest źle.
Kazik
Ona jest poważnie zaburzona. Nie wiem jak się wymiksować z tej znajomości. Tym bardziej że Aska coś podejrzewa. Jest coraz bardziej czujna.... Wyjadę na parę dni bez telefonu. Może odpuści...
Alicja
Przyjechała teściowa. Jej obecność mnie dobija. Ciągle płacze, przypomina o tym o czym chce zapomnieć i wyprzeć by funkcjonować. Chce tu zostać by być bliżej niego -jego grobu. Ja jestem poza zasięgiem jej myśli. Dobija mnie.
Wzięłam urlop, chcę wyjechać na parę dni. W ostatniej chwili znalazłam miejsce na rekolekcjach w Kokoszycach. To niedaleko niego. Zbieg okoliczności? Kolejny?
Dotarłam na miejsce. Stary poniemiecki budynek, otoczony parkiem. Pięknie tutaj, cicho i spokojnie. Po mszy ksiądz zaprasza do spowiedzi...
Opowiadam mu całe moje życie. Kilka godzin, on słucha, nie przerywa. Kiedy płaczę po prostu przytula jak dziecko.
Na koniec wypowiada słowa których nie zapomnę. „Nie jestem godzien pomóc w obliczu takiego cierpienia”.
Przemiana nie przyszła z dnia na dzień. Wkradała się w mój umysł powoli i stopniowo. Zaczęło się banalnie. Od zmiany ubioru, na bardziej kolorowy, kobiecy. Potem była impreza integracyjna, na która bardzo chciałam pójść. Już bez strachu i zachamowań. Makijaż u kosmetyczki, nowa sukienka - nowa Ja.
Oni nie dowierzali, nie rozumieli przyczyny tej metamorfozy. Nazywali odkryciem. On pisał że jest ze mnie dumny....
To trwa. Minęły trzy lata lata. Bez leków. Bez smutku, poczucia winy, wyrzutów sumienia, bez myśli, jak on to nazwał sulidacyjnych. Bez dnia absencji w pracy na tą przypadłość.
Jest wewnętrzna radość, poczucie szczęścia, jest wiara i nadzieja, miłość do siebie i innych.
Nigdy tak się nie czułam. Warto było czekać 50 lat. Jest też ogromna siła, intelektualny regres jakiego nigdy nie miałam, poczucie humoru sięga zenitu.... Jestem szczęśliwa...
Tylko jego już nie ma..... Odszedł bez słowa, tak po prostu z dnia na dzień.
Bez wyjaśnienia, a przecież obiecał, że przygotuje mnie na ten dzień. Bo on kiedyś nastąpi tak mówił....
Tata wyzdrowiał. To też on mi obiecał.
Kim był?? Aniołem Stróżem? Przewodnikiem?
Głosem z nieba? Rafał go przysłał, bo nie mógł patrzeć jak cierpię?
Tyle mam do niego pytań. Tyle się dziwnego dzieje w moim życiu. On by mi wytłumaczył, on by wiedział......Tylko on wie, dlaczego nie potrafię przestać o nim myśleć, mimo że nie mamy kontaktu od niespełna roku. Dlaczego tworzę historie i scenariusze z nim związane, fantazje.
Czy on tego chce? Czy ma na to wpływ?
Czy to, że mnie odrzucił i jest nieosiągalny powoduje że mnie do niego ciągnie?
Męczy mnie to. Chcę zakończenia. Nie wiem jak. Podświadomość to zagadka, labirynt pełen tajemnic.
Jeśli ją poznam i jej mechanizm działania wtedy będę wolna.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania