Rozmaryn
Rozmaryn drzemie suchym snem, . . zapach bazylii rozszedł się w lekkim drżeniu powietrza aż po same krańce podwórza, . . szczypiorek kryje się w cieniu róż, a w kępie mięty śpią koty. Wszędzie rozsypane igły sosnowe.
W oknach opuszczone rolety – to nasz adres.
A w domu panuje mrok, a w nim jakby rozlany był ów gęsty, ciepły aż do senności szkarłat.
Takim widziałem go jeszcze w niepokojach tamtych dawnych, dziecięcych, zawsze słodkich snów. Wtedy, gdy tamte deszcze, ciężkie jak muślinowe zasłony, wciąż padały i nie różniły się już od siebie ani dzień, ni noc, . . gdy z łóżka wstawałem, zrywając się na równe nogi a serce bije, a serce bije, . . aż do czasu, gdy w swoich dalekich nadziejach, tam gdzieś, . . wreszcie jej nie pocałuję.
. . . tak, wszystko wciąż może być dobrze, dopóki to wszystko, co ciepłe, i herbatę, i kawę (i radość w oczach) po kątach domu roznoszę.
... bo Ona jest ...
tym tylko Moim cukrem, . . i tym: na lekarstwo, pieprzem, dla mnie: głosem z soli, moim selerem w płomieniach. . . i mojego ogrodu: różą o niebieskiej barwie
Ma ten blask w oczach
( – który – jakby nie był z tego świata. )
. . . bo wcześnie skradli mój kościół –
. . . Ale Jej odebrać nie mogą.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania