Rozmowa o sztuce. Tycjan
Rozmowa o sztuce. Tycjan
— Zatrzymajmy się jeszcze przy sztuce Tycjana. Powiedziałeś, że dobre dzieło destabilizuje. Co dokładnie ulega w nim przesunięciu?
— Przede wszystkim punkt odniesienia. W codziennym życiu jest on niemal zawsze ustawiony w jednym miejscu: w użyteczności, w celu, w rozpoznawalnej formie. Dzieło, które naprawdę działa, przesuwa ten punkt — często niepostrzeżenie.
— Widz nie wie od razu, co się z nim dzieje.
— Właśnie. I to jest kluczowe. Gdyby wiedział, natychmiast uruchomiłby mechanizmy obronne: interpretację, klasyfikację, ocenę. A tu coś wymyka się tym procedurom.
— Czy dlatego mówisz o „rozświetleniu tego, co drzemało w ukryciu”?
— Tak. Dobre dzieło nie dodaje nowej treści do świata. Ono raczej wydobywa coś, co już było obecne, ale pozostawało w cieniu — albo poza zasięgiem uwagi.
— Czy to rozświetlenie dotyczy bardziej świata czy widza?
— Nie da się tego oddzielić. To jedno z tych doświadczeń, w których granica między „wewnątrz” a „na zewnątrz” traci ostrość. Widzę obraz — ale jednocześnie coś zaczyna się poruszać we mnie.
— Jakby sens nie był przypisany do przedmiotu.
— Raczej jakby sens wydarzał się pomiędzy. Między formą a uważnością. Bez tej relacji dzieło pozostaje martwe.
— To stawia artystę w szczególnej sytuacji.
— Tak. Bo artysta nie „produkuje sensu”. On przygotowuje warunki. Tworzy strukturę — krystaliczną, plastyczną — która może zostać przeniknięta czymś więcej.
— Ale ta struktura wymaga pracy. Często bardzo ciężkiej.
— Oczywiście. I tu pojawia się napięcie. Z jednej strony konieczność: technika, warsztat, wysiłek, czas. Z drugiej — coś, co nie daje się wymusić. Moment skupienia, w którym forma przestaje być tylko formą.
— Czy ten moment jest rozpoznawalny?
— Tak. I zarazem nie. W trakcie pracy często pojawia się cisza. Jakby coś mówiło: „teraz nie przeszkadzaj”. Ręka jeszcze pracuje, ale decyzje zapadają gdzie indziej.
— Poza refleksją?
— Raczej poniżej niej. Albo przed nią. Refleksja przychodzi później, kiedy próbujemy zrozumieć, co właściwie się wydarzyło.
— Czy to jest moment, w którym świadomość przestaje być uwikłana?
— Tak bym to ujął. Na chwilę znika presja funkcji: czy to się sprzeda, czy zostanie zrozumiane, do jakiego nurtu należy. Pozostaje tylko relacja z tym, co się wyłania.
— I to jest ryzykowne.
— Bardzo. Bo łatwo to pomylić z chaosem albo z brakiem kontroli. A jednak to nie jest chaos. Jest w tym jakaś subtelna kierunkowość.
— Właśnie — wracamy do pytania, czy zmiana jest chaotyczna czy celowa.
— Tak. W sztuce widać to szczególnie wyraźnie. Z zewnątrz proces może wyglądać na przypadkowy. Ale od środka czuje się, że coś prowadzi. Nie w sensie planu, lecz sensu.
— Sens bez projektu.
— Dokładnie. Jakby istniała możliwość dopasowania: forma na moment styka się z tym, co ją przekracza. I wtedy dzieło „się zamyka”, choć wcale nie jest zamknięte.
— A odbiorca?
— Odbiorca wchodzi w tę samą przestrzeń ryzyka. Jeśli pozwoli sobie nie wiedzieć, dzieło zaczyna działać. Jeśli chce je natychmiast posiąść — sens się wycofuje.
— To bardzo wymagające.
— Tak. Ale też wyzwalające. Bo przypomina, że nie wszystko musi być natychmiast rozstrzygnięte. Że świadomość może istnieć jako uważność, a nie tylko jako narzędzie.
— Może dlatego sztuka jest tak potrzebna.
— Myślę, że tak. Nie jako dekoracja świata, lecz jako jedno z nielicznych miejsc, w których świadomość może bezpiecznie przestać być uwikłana.
— Bezpiecznie — to ważne słowo.
— Tak. Bo to uwolnienie nie jest ucieczką. Raczej powrotem do czegoś pierwotnego. Do relacji z sensem, zanim zostanie on nazwany.
— I może właśnie dlatego ten wątek pojawił się tu sam.
— Być może. Sztuka ma tę właściwość, że pojawia się dokładnie wtedy, gdy język zaczyna być zbyt pewny siebie.
— Wybrałeś Florę. Dlaczego właśnie ten obraz?
— Bo na pierwszy rzut oka niczego nie obiecuje. Nie ma dramatu, narracji, gestu, który domagałby się interpretacji. A jednak nie mogę przejść obok niego obojętnie.
— Co Cię w nim zatrzymuje?
— Cisza. Ale nie martwa. To cisza, która jest nasycona obecnością. Jakby obraz nie chciał niczego powiedzieć, a jednocześnie nie pozwalał odejść.
— Widzimy młodą kobietę, kwiaty, odsłonięte ramiona. To wszystko jest bardzo ziemskie.
— Tak. I właśnie to jest zaskakujące. Bo im dłużej patrzę, tym mniej widzę „postać”. Zaczynam widzieć przestrzeń, która się przez nią odsłania.
— Jaką przestrzeń?
— Przestrzeń pomiędzy. Pomiędzy spojrzeniem a ciałem. Pomiędzy światłem a materią. Jakby figura była tylko miejscem, w którym coś się wydarza.
— Światło?
— Tak. Ono nie pada z zewnątrz. Mam wrażenie, że postać jest rozświetlona od środka. Jakby źródło światła nie było fizyczne.
— To interesujące, bo formalnie wszystko jest tu bardzo materialne: skóra, tkanina, kwiaty.
— A jednak materia nie dominuje. Jest jak nośnik. Jak wrzeciono, o którym mówiliśmy wcześniej — skupienie, przez które coś subtelniejszego może się ujawnić.
— Czy to „coś” nazwałbyś sensem?
— Raczej obecnością sensu niż sensem samym w sobie. Obraz niczego nie wyjaśnia. On raczej umożliwia uważność.
— Widz nie dostaje zadania do wykonania.
— Właśnie. Nie ma tu „czytaj mnie tak”. Jest zaproszenie do bycia. Jeśli patrzę zbyt szybko, widzę tylko piękną kobietę. Jeśli zostaję — coś się przesuwa.
— Co dokładnie się przesuwa?
— Punkt odniesienia. Przestaję patrzeć „na” obraz, a zaczynam być „w” obrazie. Jakby on obserwował mnie równie intensywnie.
— To ciekawe — mówiliśmy wcześniej o obserwatorze, który obserwuje i jest obserwowany.
— I tutaj to się wydarza bardzo wyraźnie. Flora nie jest przedmiotem. Jest relacją. Jej spojrzenie nie jest skierowane do mnie, ale też nie jest nieobecne. Jest zawieszone.
— Zawieszenie jako warunek uważności.
— Tak. Brak jednoznaczności. Brak historii. Dzięki temu świadomość nie ma się czego uchwycić — poza samym aktem widzenia.
— Czy to jest to „bezpieczne miejsce”, o którym mówiliśmy w kontekście sztuki?
— Myślę, że tak. Obraz nie narusza. Nie prowokuje. A jednak prowadzi bardzo daleko. Jak cichy ogród, w którym nie ma cieni.
— Wcześniej mówiłeś o ogrodzie jako obrazie sensu.
— Tak. I dopiero teraz widzę, że Flora jest takim ogrodem. Nie w sensie tematu, lecz jakości. Nie ma tu czerni ani brązów dominujących. Wszystko jest jakby podtrzymywane przez światło.
— Kosmiczna głębia, o której wspomniałeś, nie polega więc na skali.
— Nie. Polega na braku granicy. Im dłużej patrzę, tym mniej wiem, gdzie kończy się obraz, a zaczyna moje doświadczenie.
— I to wystarcza?
— Tak. W tym sensie obraz robi dokładnie to, o czym mówiliśmy wcześniej: na chwilę uwalnia świadomość od uwikłania. Nie przez ucieczkę, lecz przez skupienie.
— A potem wracasz do codzienności.
— Tak. Ale już z pamięcią tej ciszy. I to zmienia sposób patrzenia na wszystko inne.
— Może dlatego wybrałeś właśnie ten obraz.
— Być może. On niczego nie wymusza. A jednak bardzo wiele pozwala zobaczyć.
— Po tym wszystkim, co widzieliśmy i o czym rozmawialiśmy, jak wracasz do codzienności?
— Z większą uważnością. Nie dramatycznie, nie z nadmiarem refleksji. Raczej subtelnie. Każdy ruch, każdy gest jest trochę bardziej obecny, trochę bardziej zauważony.
— Jakby codzienność była trochę innym miejscem?
— Tak. Nie zmieniła się w sensie faktów, ale zmieniło się moje „widzenie”. Nawet najprostsze czynności — kawa, spacer, rozmowa — stają się okazją do zauważenia.
— To chyba właśnie oznacza, że świadomość działa bez szumu.
— Dokładnie. Bez wielkich idei, bez dramatyzowania. Po prostu obecność. Cicha, stabilna, ale aktywna.
— Czy to już jest wolność?
— Chyba bliżej tego, o czym myślimy, niż wiele skomplikowanych definicji. Nie wolność od świata, lecz wolność w świecie.
— I można to ćwiczyć każdego dnia?
— Tak. To nie wymaga specjalnych rytuałów. Wystarczy chwilę uważności w codziennym ruchu. Nawet w drobnych rzeczach.
— Jakby świat sam się rozjaśniał, kiedy patrzymy inaczej.
— Tak. Nie nagle, nie w spektakularny sposób. Powoli. Po cichu. Jakby dzień był trochę dłuższy i trochę jaśniejszy.
— To dobry punkt, żeby zakończyć tę część rozmowy.
— Tak. Pozostaje lekkość. Powrót do świata z nowym spojrzeniem. I świadomość, że każdy dzień daje szansę na kolejny moment uważności.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania