Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Rozmowy niekontrolowane

– Ty, słyszałeś?

– Co?

– Najnowszą nowinę?

– A jaka to?

– Mamy temat!

– Ooo, a jaki?

– „Dowolny”!

– Pieprzysz!

– Nieeee, to znaczy tak... w pewnych sytuacjach, ale teraz nie, tak, teraz nie.

– Czekaj, czekaj. Teraz nie, ale tak to tak?! A w jakich to sytuacjach. – Spojrzał wymownie na towarzysza.

– No jak to w jakich? No, wiesz. Jak sobie na przykład popieprzyć chcesz... zupę, aby ostrzejsza była, to tak robisz i mówisz... że pieprzysz.

– Ech... – Załamał ręce.

– Co „Echasz”? Co „Echasz”? A o czym ty niby innym myślałeś, co?

– Co? A nie, nieważne... już nieważne. – Wiedział, że nie ma co dyskusji zaczynać.

– Nie wiem, co ci się tam po tą łepetyną roi. O czym można myśleć poza popieprzeniem zupy, która zdecydowanie popieprzenia wymaga, kiedy po pierwszej łyżce wiadomo, że nie dopieprzona? Nie wiem.

– A żona jak się miewa?

– Co? Żona? A bardzo dobrze, a czemu pytasz?

– Co? Eee, no... nieważne...

– No jak nie ważne to nieważne. A wiesz co naprawdę ważne?!

– Co? – spytał, zadowolony ze zmiany tematu.

– Temat!

– I co z nim?

– Wybrać musimy!

– A po co?

– Pisać będziemy!

– A na co?

– Na konkurs!

– A jaki?

– Niepowtarzalny!

– A kto to tak?

– Kto i jaki?

– No Niepowtarzalny. – Aż się za głowię złapał, zdając sobie sprawę z niegramotności towarzysza.

– A cholera go tam wie. Facet w kapturze, nawet mu facjaty nie widać.

– I my na jego konkurs mamy pisać? Toż to kryminalista jaki pewnie i zapewne nie jedna „lista” by się na niego jeszcze znalazła.

– Coś ty, kulturalny z niego człek. Zaczepił mnie w ciemnym zaułku pod latarnią. Powiedział coś w stylu, że „Najciemniej pod latarnią”. Nie wiedziałem, o co chodzi, bo jasno było jak Jasna Cholera. Znasz ją, ta spod czwórki...

– Znam, znam, no i co dalej?

– No i on do mnie, że handluje. Wiesz, że mi więcej nie trzeba, więc rzecze do niego „Pokaż mi swoje towary”. Płaszcza uchylił, a tam nie uwierzysz bracie... Ponad trzysta niepowtarzalnych tekstów Niepowtarzalnych...

– To co? Więcej ich jest? – wtrącił się mimochodem.

– Owszem, powiedział, że kilkunastu...

– Nie może być...

– A jest...

– No i co? No i co?

– Znasz mnie, zaczytałem się i mówię, że to kupuję...

– A on co na to?

– No wiesz, już portfel wyciągałem, grube pieniądze płacić chciałem, a on do mnie, że „Nie sprzedaje” tylko „Werbuje”...

– O ja cię pierdzielę!

– Nie przerywaj, bo cię zdzielę...

– Okej, okej, mów dalej.

– No i ja do niego, że „Jak werbuje?” No a on, że „Do zabawy” w „Pisanie”. Prawi do mnie „Czy wchodzę?”. No to ja od razu, że „Po co stać na mrozie, jak można wchodzić”. Na te słowa wyciągnął płaszcza z kapturem. Identyczny z jego i rzekł „Jesteś jednym z nas. Tekst. Temat „Dowolny”. Widzimy się przy demaskacji.”

– I co? I co?

– No nic. Zniknął tak szybko, jak się pojawił. Jak cień przenikał przez „Główną” ulicę.

– Czyli masz misję?

– Mamy – sprostował.

– Dlaczego ja też?

– No jak to? To nie wiesz, że jak temat „Dowolny”, to proces „wolny"?

– Jaki proces?

– Ten, który skarze mieszkańców „Głównej” ulicy na czytanie wypocin NASZYCH I WASZYCH! – Skinął na protagonistę i antagonistę najbardziej poczytnej książki fantasy od czasu „resetu”, słysząc w odpowiedzi głośne „AVE!”

– Ty, czekaj. A oni to skąd?

– To nie wiesz, że jak trwa „proces” to się pojawiają? Nie mów, że ich nigdy nie widziałeś?

– Ano widziałem, ale oni tylko gawędzą, biesiadują i piją...

– I to wystarczy.

– Ty, ale moment... za co oni zostali skazani na karę tak straszliwą?

– Jak to za co? Za niewinność.

– A kimże sędzia?

– Weną...

– To ta, co w klatce usiedzieć nie może?

– Pewnie. Sfiksowała, bo za rzadko wychodzi z tej klatki...

– Ale przecież ona otwarta...

– A ona zawzięta. Za babą nie trafisz.

– Ano... Ale ej, czekaj! To co z tym Niepowtarzalnym konkursem?

– Bierzemy udział!

– Temat?

– „Dowolny”.

– Dużo...

– Tak, aż wszystkie.

– To który?

– Kurde, nie wiem.

– To się kurde dowiedz.

– Luźna guma. Te, Wena. Temat jaki?

Rzucała się jak zwierzę w klatce.

– Klatka otwarta, głowa zamknięta. Zamknięta-otwarta, otwarta-zamknieta. Klatka, czy głowa? Która połowa?

– Meczu? – spytał protagonista. – Druga!

– Otwarta. – I z klatki wyszła.

– Z niej to nic nie będzie.

– Nie będzie...

– Więc temat jaki?

– Czy mógłbym od tego dostać padaki?

– Od czego?

– Od tego ględzenia twojego...

– Taaak? Jakżeś taki mądry, to sam temat znajdź. Patrzcie go! Znalazł się pajac! Do rozkazywania każdemu pierwszy, a szukać tematu, to nie ma komu! Tfu... – Poleciało do spluwaczki.

– A żebyś widział, że znajdę!

Złapał się dłońmi za skronie i intensywnie myśleć zaczął. Myślał tak potężnie, że aż żyła na czoło wyruszyła pokazać się światu jak na paryskim największym pokazie mody, gdzie każda walczyła o miano żyły najbardziej wyrazistej i wyeksponowanej.

Myślał, a jego świadomość przekraczała kolejne bariery trzech podstawowych wymiarów, wędrując do pozostałych siedmiu.

Odwiedził myślami początek wszystkiego. Odbył subatomową podróż do wnętrza wszechrzeczy, aż ujrzał Big Bena.

To wystarczyło, począł wracać.

Oświecony niczym Budda w stanie uświęconej Nirvany na powrót zmaterializował się w rzeczywistości, jakże olbrzymiej dla niego po tych wojażach.

Po zdobyciu wiedzy tak tajemnej, że blednie przy niej nawet tajemnica tego „Dlaczego znowu się obraziła?” rzekł słowami mądrości tak wielkiej, że pamiętać je będą jeszcze ci, którzy nie żyją:

– O dwóch takich, co szukali tematu...

 

*

 

Chodzą słuchy, że po tych legendarnych słowach z prędkością przekraczającą „300k” na godzinę, podróżując w czasie i nie mogąc znaleźć odpowiedniej linii czasowej na osi czasu, zjawił się Pierwszy Prorok, wraz z Kronikarzem.

Kronikarz spisał uświęconą już wodą z kałuży historię. A Prorok poczynił głosić nowinę przez megafon, wszystkim... tym, którzy słuchać chcieli, tym którzy nie chcieli, a nawet tym, którzy słyszeć nie mogli, choć zgodnie z legendami odzyskiwali słuch poprzez wibrację fal w powietrzu składających się na słowa wypowiedziane po Wielkiej Podróży Poszukiwacza Jednego.

Narodziła się Wielka Schizofrenia!

Chorych nazywano „Temistami”

Wielkiego Schiza „Dowolnym”

A samą Schizę „Temizmem”

 

I powiada się, że, „Nie jest najważniejsze znalezienie „Tematu”, lecz sama droga jego poszukiwania”

 

*

 

I tak właśnie narodziliście się wy:

Ty, mój mały Temacie.

I oczywiście ty, mój mały Tekście.

 

No i oczywiście ja...

Ten, który szukał i znalazł...

 

*

 

– O ja pierdolę! A pomyśleć, że chcieliśmy tylko... znaleźć Niepowtarzalny temat...

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (7)

  • Kocwiaczek 3 dni temu
    „Pisanie” Prawi / kropeczka pomiędzy?
    wchodzę?” No/ j.w.
    wchodzić” Na/j.w.
    Płaszcza / płaszcz (chyba, że to tak specjalnie)
    Znikłą/ zniknął
    Mamy. – Sprostował/ bez kropki i mała litera
    wypoci/ n
    zwierze/ ę
    Wracać i wrócił
    godzinę podróżując/ przecinek

    Oj, panie Shogun, to żeś pojechał na grubo :D
    Poniżej perełki :)
    "– O ja cię pierdzielę!
    – Nie przerywaj, bo cię zdzielę..." /tutaj się 2X ale fajny tekst

    "– A kimże sędzia?
    – Weną."
    /Nic dodać, nic ująć:)

    "– „Dowolny”.
    – Dużo...
    – Tak, aż wszystkie"
    Trafne spostrzeżenie, milordzie xD

    Dobrze się czytało i był uśmieszek cały czas. Pozdrowienia!
  • Shogun powiadasz, możliw, ale czy na pewno hłehłehłeh
  • Szpilka 3 dni temu
    Bardzo fajne i dowcipne, na razie nie celuję, muszę kolta nabić 😉
  • Nabij se i huknij tak aby szyby wyleciały hahahaha
  • pasja 3 dni temu
    Fajny dialog pomiędzy nami i ciekawe podsumowanie tematu. Poczekam na typowanie. :)
  • A na cóż Pasją będziesz czekać? Wal na oślep. hłehłehłeh
  • Ja ci dam kryminalistę Panie Dowolny hłehłehłeh zacnie xD

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania