Rozpalony do białości
Czytam Dzienniki Sylvii leżąc na trawie
Włosy nasączone sokiem z cytryny,
złotej jak słońce którego promienie ciało pochłania jak gąbka w oceanie
Mrówki tańczą na mojej nagiej skórze,
sztywnej i bladej jak rzeźba w ogrodzie
Pszczoły latają wokół jakbym był różą zaklętą w człowieku, wprost z moich marzeń
Rozkwitam śmiało, rozchylam płatki, pozwalam im wejść wprost do mojej głowy
aby zapylić umysł - myśli i duszę
Nigdy więcej nie będę jałowy
Komentarze (1)
I znów jest potencjał ale "skóra jak rzeźba" ? ( Może: marmur albo kamień). Pomysł na pointę mi się za to podoba.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania