Rozsypane tarcze
kładę na stół asa pik czerwień rdzawych kwiatów
niech płonie twój żar z zimnego ogródka
mówisz wysprzątane
- mówisz czysta wolność
a ja z przymkniętych oczu nucę pieśń o przemijaniu w twoich labiryntach nie szukam schronienia obrożę z diamentów dawno cisnęłam w otchłań
ona pilnuje pustego karawanu mierzy czas i cienie podgląda przez dziurki od klucza nasze milczenie
niegrzebane sekrety nie potrzebują ziemi
- tańcz z jej zazdrością karm ją chłodem i wichrem
bo mój obłęd penetruje głębiej niż jej strach
zingara zostawia tylko ślad dymu złap go jeśli potrafisz
Komentarze (5)
Nie wiem czy dobrze potrafię odczytać, ale wygląda jakby peelka rzuciła na stół wszystko, co ma znaczenie, jednocześnie robi to z pełną świadomością, że trafi to do jego ''zimnego ogródka''.
Podsumowanie, odzyskanie wolności... bo miłość przeminęła, kiedy stała się ''obrożą z diamentów'' - kontrolą.
Dalej, to już czysty mrok... otchłań.
Bardzo ciekawie... 6
Dziękuję że jesteś
Łał, ile ekspresji w jednym wierszu! Mimo /zimnego ogródka " i chlodnych /diamentów z obroży /, wiersz aż parzy. Pięknie 10
Dzięki Gruszeczko :)
Chorobliwa zazdrość zabija miłość. Wtedy wybieramy wolność (- tańcz z jej zazdrością karm ją chłodem i wichrem). Pięknie, poetycko przedstawiony problem życiowy. 5
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania