Rozsypane tarcze
kładę na stół asa pik czerwień rdzawych kwiatów
niech płonie twój żar z zimnego ogródka
mówisz wysprzątane
- mówisz czysta wolność
a ja z przymkniętych oczu nucę pieśń o przemijaniu w twoich labiryntach nie szukam schronienia obrożę z diamentów dawno cisnęłam w otchłań
ona pilnuje pustego karawanu mierzy czas i cienie podgląda przez dziurki od klucza nasze milczenie
niegrzebane sekrety nie potrzebują ziemi
- tańcz z jej zazdrością karm ją chłodem i wichrem
bo mój obłęd penetruje głębiej niż jej strach
zingara zostawia tylko ślad dymu złap go jeśli potrafisz
Komentarze (1)
Nie wiem czy dobrze potrafię odczytać, ale wygląda jakby peelka rzuciła na stół wszystko, co ma znaczenie, jednocześnie robi to z pełną świadomością, że trafi to do jego ''zimnego ogródka''.
Podsumowanie, odzyskanie wolności... bo miłość przeminęła, kiedy stała się ''obrożą z diamentów'' - kontrolą.
Dalej, to już czysty mrok... otchłań.
Bardzo ciekawie... 6
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania