Rozum dwulatka
Wkurzałem się ostatnio na psa, którym akurat zajmuję się pod nieobecność jego właścicieli.
Z natury jestem kociarzem - znacznie bardziej wolę te niezależne i sprytne stworzenia, które podobnie jak ja, preferują samotność i niezależność.
Z psem - pięcioletnim puchatym białym kundlem o charakterze zdziecinniałego mężczyzny w średnim wieku - jakoś nie szło mi się dogadać.
Konieczność wychodzenia na spacery o niewdzięcznych porach, znoszenie jego gniewnych pomruków podczas wycierania łap z błota, czy też hałasy głośnego ujadania za każdym razem gdy ktoś zapuka do drzwi, czy sporadycznie zasikana poduszka oraz cała masa innych bolączek... - nie nastawiały mnie pozytywnie do małego i wrednego szkodnika.
Ogólnie to lubię mieć święty spokój i każda liczba nadliczbowego chaosu, sprawia że reaguję ze złością.
Jednak natknąłem się na opinie ludzi, którzy psy mieć lubią i zajmują się nimi już od wielu lat z zadziwiającą mnie przyjemnością, z powodu łączących ich więzi ze swoimi zwierzęcymi pociechami.
Psy są jak dzieci - wiadomo, nie jest odkryciem że posiadają raczej mały iloraz inteligencji w porównaniu z człowiekiem, lecz nie tylko posiadają intelekt ale także emocje małego dziecka. Łatwo się denerwować na idiotę gryzącego ci buty i skaczącego po odzieży.
Trudniej za to wściekać się i reagować agresją na istotę, której ograniczenia przecież nie wynikają ze złej woli, tylko z samego faktu bycia psem, który potrafi obdarzyć swego właściciela niemalże ludzką miłością.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania