Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Rozważania tautologiczne "Klepsydra zmierzchu".

„Klepsydra Zmierzchu”

Rozważania tautologiczne.

 

Światło

 

Z nauki o fizycznych właściwościach rzeczy i zjawisk wiem, że światło, a raczej widmo świetlne nie dostrzegalne dla oka poza kroplami wody (tęcza) czy kryształami soli lub minerału składa się z wielu barw. Paradoksalnie można powiedzieć, że w cieniu i świetle mieści się „wszystko”. To co jest od „black and white” jest „wszystkim”, także w odniesieniu do estetyki i etyki, biologii, ekonomii, etc. Światło jest czymś co pociąga oczy, rozjaśnia mrok, jego barwy zawsze są nowe i inne, niepowtarzalnie złożone z cząstek i atomów, fotonów i fluidów. Światło zawsze kojarzy się pozostałym zmysłom ciała z ciepłem, dobrem, jasnością sytuacji. I tak jest rzeczywiście. Tylko „światło” może właściwie „naświetlić” „ciemne sprawy” aby móc, choć na chwilę, powrócić do ciepła i dobra. Gdy przymkniemy lekko swoje powieki możemy zauważyć patrząc pod słońce mnóstwo dziwnych prążków i krążków ruszających się pod powieką niczym w kalejdoskopie. Tuż pod powierzchnią znajduje się olbrzymie bogactwo form drobinek i barw, które rzadko kiedy powtarzają się w układzie – chyba nigdy – tak więc tworzą niepowtarzalne konfiguracje. Światło słoneczne nadaje barwę każdej rzeczy niezależnie od jej swoistych właściwości – łamie swoje promienie na fakturze przedmiotów i rozświetla czeluść otworu w tęczówce – źrenicy aby upaść na wiązkę czułych organów. Oczy podświadomie „szukają” światła, ono wabi je, jeśli oczy i organizm są zdrowe. Rozpylenie światła słonecznego w drobinkach, promienie przenikające kurz, pyłki, rzucające smugi pomiędzy świeżo rozkwitłymi, majowymi liśćmi drzew – bardziej doskonalsze, niemal obrazo-mityczne smugi „oka opatrzności” najlepiej widoczne są na jesieni, późnym latem – zawierają cudownie żywotne barwy, których blask nie dorówna nigdy żadnym kopiom, odbiciom czy światłu elektrycznemu z ogniw wolty. One mrygają, błyszczą, ruszają się, pulsują, mienią, tańczą, dzielą się i łączą. Spostrzegawczość oka wychwytuje tylko nieliczne barwy rozszczepionego światła słońca, gdy ono natrafia na krawędzie liści czy szkieł i rozprasza je, np.: fiolet, czerwień, błękit. Nie widać subtelnych, pozostałych barw widma. Słońce, ta olbrzymia masa gazu, eksplodującego od wieków, gwiazda-matka wszelkiego światła na ziemi, zdaje się królować na niebie, zalewać swą olbrzymią masą światła wszystkie zakamarki. Trudno uwierzyć, że jej siła jest w jakimś stopniu pozorna względem ogromu cienia wszechświata, jego czerni, ciemności. Trudno uwierzyć za dnia w to, że nawet inne słońca naszej galaktyki, znacznie potężniejsze gwiazdy nie zwalczają cienia wszechświata. (…)

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania