Rtęć, której nie było
- Zatruli rzekę rtęcią.
- Kto?
- Nie wiadomo.
- Ale gdzie są te wyniki?
- Słyszałam, że przekroczyła skalę, tak jej dużo było.
- Ale ma pani to na piśmie.
- Rozmawiałam z niemieckim ministrem.
- Po jakiemu?
- Po angielsku.
- A jak jest rtęć po angielsku?
- Nie wiem, tłumacz tłumaczył.
- A jak się nazywa ten tłumacz?
- Nie wiem. Ale wiem, że minister mi to potwierdził.
- Ma pani nagrania tej rozmowy?
- A co pan myśli, że ja mam na stanie Pegazusa?
- A może nie rozmawiała pani z ministrem tylko z rosyjskimi komikami Vovą i Leksusem?
- Co? Z kim?
- Tak jak nasz prezydent dwa lata temu nie rozmawiał z prezesem ONZ tylko z tymi pajacami.
- Nie to niemożliwe. Słyszałam, on mówił po angielsku ten minister.
Komentarze (5)
Nie komentuję, uczciwych, niezależnych dziennikarzy, mniej niż krasnoludków.
Rtęć była, ale okazało się, że próbki były pobierane po niemieckiej stronie w dopływach Odry. Czyli trochę strzelili sobie w stopy. I pewnie nie dopuszczą Polaków do badań tych miejsc gdzie sami mają przekroczone normy rtęci, więc trzeba się z tego wycofać.
Pozostaje pytanie bez odpowiedzi. Kto zatruł rzekę solą i mocną zasadą. Jeżeli zakład azotowy Kędzieżyn-Koźle to się nie przyznają do tego, bo musieliby płacić wielomilionowe odszkodowania. Ale nie można rzucać podejrzeń jak nie ma się dowodów, więc pozostanie dalej tak jak było.
Ja jednak wciąż tym dziennikarzem jestem, ale... Często-gęsto także i tzw. prawa strona sznuruje mi usta oraz wiąże ręce.
Duch propagandy wiecznie żywy. Niestety ;-)
To Dudu był tłumaczem, zagadka rozwiązana
Aż dziwne, że rtęci tam nie ma. W naszych rzekach jest wszystko - niestety. Oczyszczalnie zazwyczaj nie obsługują całości ścieków z miast, z pól spłukiwane są nawozy, z przedsiębiorstw lecą co pewien czas inne świństwa (awarie), a tu rtęci akurat nie ma. Ciekawe, czy poznamy przyczynę i/lub też zaczniemy inwestować w oczyszczalnie?
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania