Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Rudy chaber. Klechda nowopolska

Kiedy zastanawiam się, czym jest zło, widzę przed sobą postać, którą rdzenni Amerykanie nazywali Abuhene bądź Camazotz, natomiast Europejczycy - błotną wiedźmą i/lub jeszcze inaczej. Zasadniczo i pobieżnie błota wiedźma jest wiedźmą nowoczesną. Siądzie, bywało, na dnie oceanu, w Rowie Mariańskim, i czyta wodoodporny podręcznik asertywności, negocjacji i czego tam jeszcze. Mruczy przy tym pod nosem:

-Żeby rodzeni PR-owcy tak człowieka urządzili. Ale skoro nawet rodzona sekretarka się postawiła, to co dopiero tamci.

W rzeczy samej wszyscy wymienieni "ziomale z opozycji" główkują stale, czy aby błotna wiedźma nie jest niespełniona. Może miała trudne dzieciństwo? Może ktoś jej dowalał w budzie albo jeszcze w przedbudziu? Trzeba wiedźmie podać grabę, to wynormalnieje i będzie z nami wchłaniała rosół przy okrągłych stołach.

Ale taktyka tego rodzaju przywodzi na myśl przykrywanie słonia kołdrą: błotna wiedźma nigdy nie uczęszczała do przedszkola i do szkoły. Nigdy nie była dzieckiem i nastolatką. I może właśnie dlatego jest taka złośliwa. Jest chabrem inwazyjnym pośród zbóż, choć w ten sposób postrzega swych oponentów. A właściwie swe ofiary.

Błotna wiedźma teraz ciężko pracuje jako vlogerka, ale WTEDY (tak, wtedy) nawet wróble nie ćwierkały jeszcze o tego rodzaju mediach. Wiedźma radziła sobie inaczej.

-Wpadłaś, księżniczko - syknęła do starszej kobiety, której pozostało już niewiele życia - Wpadłaś jak śliwka w kompot i się nie wywiniesz. Co ty, Fryculko, sobie myślałaś w tym swoim łbie pustawym? Że jestem twoim popychlem? Jeszcze czego. Jak cię lutnę z piąchy w czachę, to cała twoja branża na melanżach lezie pod ścianę i salut. Nara frajerzy.

Fryculka - w rzeczy samej była to owa księżniczka duńska, która została carycą Wszechrusi - spojrzała na wiedźmę oczami, w których widniało przerażenie. A błotna wiedźma wzięła się pod boki, demonstracyjnie wycięła hołubca na stole i ryknęła:

-Załatwiłam was, durnie, na maksa. Byłam doradczynią twojego teścia, potem twojego męża...

-Czy mogłaby pani odwalić się od Saszy?

-Myślałby kto, że nic nie trybię nie jarzę. Tak czy siak, moja droga Fryculko, robię teraz u Lenina. Jarzysz faceta? Jego ziomale wykończyli twojego syna, synową, wnuczęta pięć sztuk - wszystko poszło do piachu ekspresowo.

-Czy musi pani tak... od bladego świtu?

-To mój task, bulą mi za to.

-Kto?

-A co ty, głucha jesteś czy tępa? Lenin mi buli. Czerwone gnoje żerą mi z graby. Wszyscy będziecie MOI. Ty też. W końcu trybisz i jarzysz, że to była hucpa na resorach: Rosyjski Czerwony Krzyż, kwesty, szpitale, po kiego grzyba żeś strugała taką gzymsiarę?

-Nie strugałam - szepnęła Fryderyka Glucksburg, starając się nie patrzeć na błotną wiedźmę.

-Nie strugałaś to jeszcze gorzej: serialnie byłaś popaprana.

-Czy mogłaby pani stąd wyjść? - wybąkała eks-caryca słabym głosem.

-Mogłabym, ale nie popuszczę. Potrzebne mi są twoje skrzydła, twój pot i twoja krew, bym mogła się nimi tuczyć. Gdy ciebie i was wszystkich ubędzie, mnie samej przybędzie z nawiązką. Ja jestem pustką, która zionie i chłonie, ty jesteś pełnią, która się przelewa. Muszę więc cię zniszczyć, oczernić przed tobą samą, wbić ci prosto w serce tyle szpil, że się nie pozbierasz.

Istotnie, w sercu Fryderyki tkwiło mnóstwo szpil - dopiero teraz Fryculka (którą nazywano również Minnie) zdała sobie z tego sprawę. Usiłowała je wyjąć, ale siedziały głęboko. Wreszcie uporała się z nimi... ale zauważyła, że pozostały blizny.

-Słowa mogą zabijać - powiedziała przez zaciśnięte zęby.

-Trybię i jarzę - zaśmiała się błotna wiedźma- Właśnie o to mi chodzi, ty biała owco. Zawsze byłaś zakałą mojej bandy. Tysiąc razy żem ci tłukła do łba, że każda normalna księżniczka trzyma giry na stole, a ty co?

-Wybijam stąd - Minnie usiłowała wstać, ale zatoczyła się i o mało nie upadła.

-Kapujesz, ziom: przede mną nie zwiejesz. Nie ma dokąd - szydziła błotna wiedźma - W tym miesiącu, w tym miesiącu będziesz nasz, narodzie rosyjski. Ha, ha, ha! A ty co? Świńska lura jesteś, a nie księżniczka! Odkąd pamiętam, wszyscy cię gnoją jak chcą. Dla duńskich jesteś za ruska, dla ruskich za duńska, dla królewiąt za plebejska (i oby cię pochowali między plebsem, boś na takim poziomie), a dla plebsu za królewięca. A teraz do tego będziesz za czerwona dla białych, a za biała dla czerwonych. Nigdzie nie pasisz, nikt cię nie szanuje. Wszyscy na ciebie leją z góry na dół i czekają, aż ci się gira powinie. Ja też.

-Po co pani mi o tym mówi? - zdołała wydusić z siebie Minnie, która przypomniała sobie, jak często wstawiała się za każdym, kto tego potrzebował.

-Takiej kretynce ja, błotna wiedźma, tłumaczyć się nie tłumaczę. I tak tego nie skumasz. Peniasz wafla, co, kanalio? Zaraz się policzymy.

Minnie zamknęła oczy, lecz nadal widziała przed sobą błotną wiedźmę, która dzierżyła w dłoni obosieczny szpilomiecz, a może mieczoszpilę.

-Mam cię w mej mocy, kopenhaska glisto!

Minnie wstrzymała dech. Głos uwiązł jej w gardle. Miała wrażenie, że zapada się w czasoprzestrzeń lub raczej w przestrzenioczas.

Błotna wiedźma pełzła po podłodze, pochłaniając światło księżyca i gwiazd za oknem. Wreszcie pochyliła się nad sercem swej ofiary...

"Nie" - przemknęło Minnie przez głowę. Była wyczerpana, a przecież właśnie teraz lęk ustępował. Z głębi jestestwa wytrysnął - tak zdawało się Frydzi - prawdziwy strumień światła o różnych kolorach i płynął po całym pomieszczeniu, po całym budynku, po całym wszechświecie, gdziekolwiek sięgał wpływ błotnej wiedźmy.

I ujrzała Minnie istny bój światła z ciemnością. Właściwie lśniąca struga zakrzepła w stubarwne nici, jakby motki jedwabiu czy kameloru, i snuła się po ziemi, kolorowemi mosty łącząc góry i doliny, przeszłość i przyszłość, piękno i brzydotę.

Błotna wiedźma zachichotała, oświadczyła, iż przegrała li i jedynie bitwę, nie zaś wojnę - i uciekła przez ścianę. A Minnie drżącą ręką sięgnęła po swoją autobiografię. Rozważała, co napisać, jak napisać, czy w ogóle poruszyć ten temat? Ostatecznie z błotną wiedźmą każdy musi się zetknąć sam. Ale jednak... dobrze jest mieć wsparcie.

Minnie długo rozmyślała o tęczowej nici, która wywinęła się z jej serca i która człeka przed niejednym bagnem ocalić może.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania