Ruskie

Ruskie

 

Ostatnio mam coraz większy problem ze sobą, bo w moim przekonaniu staję się osobą, która rozumie wszystko dookoła, a im bardziej rozumie tym bardziej niezrozumiałą się staje. Aż eskalowało to do punktu, którego sam nie rozumiem i myśli zaczynają podważać wszystko co dotychczas było pewne. Więc egzystuje w przestrzeni w której stałem się dla innych kimś bezwartościowym, a ich powątpiewanie we mnie stworzyło nowego mnie we własnych oczach.

- Wydaje mi się, że jesteś aktualnie nikim - powiedział Grubszy.

- Dla ciebie?

- Dla wszystkich.

- Pierogi dla pana - powiedziała kobieta kładąc talerz przed Grubszym.

-Widzisz? Mi pierogi dała pierwszemu, a nie tobie. Jesteś nikim. I ciepło dzisiaj.

 

Wydaje mi się, że życie jest o wiele bardziej skomplikowane, ale Grubszy chwilę mojej słabości wykorzystał idealnie potwierdzając moje domniemania. I rzeczywiście ciepło było w ogródku w którym siedzieliśmy.

- Żałuj, że nie masz, bo są zajebiste.

- Żałuję.

Tłuszcz cieknie mu po brodzie, palcem wybiera skwarki z talerza i ostentacyjnie, powoli, tak by być pewnym, że wszystko widzę, wkłada je do ust.

- Bardzo dobre pierogi, chyba zamówię jeszcze jedną porcję.

- Super.

- A ty dalej swoich nie dostałeś. Jesteś nikim dla wszystkich.

Trochę chyba miał rację w tym co mówił, bo zjadł już wszystkie pierogi, a o moich ni widu ni słychu.

- Dla mnie jeszcze raz to samo - Grubszy powiedział do przechodzącej obok kelnerki.

- Porcję ruskich z omastą?

- Tak, tylko powie pani na kuchni żeby dali mnie tych skwarków od serca, bo nie będzie to odkryciem, gdy powiem, że są wybitne.

- Przekaże! - powiedziała kelnerka.

- Przepraszam - wtrącam - ja swoich jeszcze nie dostałem, a kolega już drugie zamawia.

Kelnerka nawet na mnie nie spojrzała.

- Mówiłem, że jesteś nikim.

Po chwili kobieta wróciła z talerzem na którym pierogów było dwa razy więcej niż poprzednio, a omasta niemal się wylewała.

- Przepraszam, kolega dostał już drugi raz swoje zamówienie, a ja dalej czekam.

 

Spojrzała na mnie w ten sposób, jak kiedyś moja była na mnie spojrzała, gdy zaproponowałem jej fiku miku. Jestem nikim.

- A do tych pierożków, specjalnie od szefa kuchni kufelek zimnego piwka! - dodała stawiając z impetem na stole.

- Ooooo! A czym sobie na to zasłużyłem? - spytał Grubszy.

- Szef kuchni powiedział, że do takiej ilości omasty, to piwko musi być! Na koszt firmy!

- Dziękuję i proszę przekazać, że właśnie piję jego zdrowie - powiedział, po czym wypił kufel na raz.

- Idę się wyrzygać - skomentowałem całą scenę podnosząc się z krzesła.

 

Myję ręce w toalecie i czuję się brudny, jak syf spływający z mych dłoni. On tworzy wir w umywalce po czym znika w ciemnej rurze, a ja tornado swych myśli dopiero uruchamiam i coś czuję, że straty będą duże w mej głowie.

Nagle drzwi się otworzyły, a przed mymi oczami kelnerka stoi z ciepłym wyrazem twarzy.

- Grubszy to mój kolega i dał mi stówę żebym traktowała pana jak powietrze.

- Cały on.

- Ponadto nie zapłacił za jedzenie i wyszedł z baru, ale ukrył się w krzakach żeby patrzeć jak robię panu awanturę, że nie chce pan zapłacić.

- Dam pani jeszcze stówę, jak pani coś dla mnie zrobi.

- Mam chłopaka.

- Ja też.

- To co pan?

- Niech mi pani zrobi taką dobrą awanturę przy stoliku i krzyczy, że jestem nikim.

 

Siedzę przy stoliku pełnym brudnych naczyń więc wołam kelnerkę. Słońce wyszło zza chmur i zrobiło się jeszcze cieplej. Szczególnie na mej duszy. I wiatr o twarz się odbił, ale jakiś oczyszczający i szepczący do ucha żebym dalej sobą był, bo chwile słabości nawet on ma, jednak zawsze wraca silniejszy.

- Rachunek dla pana.

- Ale ja nic nie jadłem!

- Cały stolik talerzy przed panem, tłuszczem ujebane wszystko, a on nic nie jadł! - krzyczy kelnerka.

- Nie jadłem! - bronię się.

- Ooooo! Piwska pochlał i myśli, że co?!

- Jajco! - to ja, bardzo zbuntowany.

- Płacisz, czy po policję mam zadzwonić?

- Krzycz, że jestem nikim - mówię cichutko.

- Jakbyś pan głodny przyszedł i nie miał pieniędzy, to bym nakarmiła i jeszcze na wynos dała…

- Dobrze - mobilizuje szepcząc.

…ale takich śmieci jak pan to nienawidzę! Najadł się i kłamie! Dla mnie…

- I dla wszystkich - podpowidam.

…i dla wszystkich, jesteś pan NIKIM!

 

Rzuciłem pieniądze na stół udając wkurzonego i wyszedłem. Dobrze to zagrała, pomyślałem. Może wrócę tam jutro i zamówię te pierogi, a potem w kiblu dam jej stówę. Niby ma chłopaka, ale kto wie? Może się skusi.

Do domu wracałem spełniony.

Grubszy zapłacił stówę, by się dowartościować moim kosztem. Ja zapłaciłem jeszcze stówę by mu w tym pomóc. I wiem, że dzisiaj pójdzie spać jak król.

I ja też.

Bo skoro ktoś dzięki mnie czuje się lepiej, to czy naprawdę jestem nikim?

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania