Rycerz króla Jagiełły
Agnieszka przyszła na świat w 1409 roku jako jedyna córka Stanisława z Płocka, drobnego szlachcica, który kiedyś posiadał niewielki majątek na Mazowszu. Jej matka, Katarzyna, wywodziła się ze starego rodu, lecz pozycja rodziny od lat słabła. Ojciec był człowiekiem honoru, lecz nie miał głowy do spraw majątkowych – zaciągał długi, przegrywał ziemię w kościach i w efekcie, gdy Agnieszka miała dwanaście lat, cała rodzina znalazła się w skrajnej nędzy.
Wychowana wśród trzech starszych braci, nie znała typowego życia panien szlacheckich. Zamiast haftowania i nauki etykiety, spędzała czas w stajni i na dziedzińcu, trenując z drewnianym mieczem. Często wdrapywała się na płot, by obserwować, jak jej bracia ćwiczą fechtunek z ojcem. Gdy tylko któryś z nich opuszczał broń, natychmiast rzucała się, by podnieść ją i sama próbować powtarzać ruchy.
– To nie miejsce dla ciebie, dziewczyno – mawiał ojciec, krzyżując ręce na piersi. – Żaden rycerz cię nie zechce, jeśli będziesz nosić siniaki zamiast jedwabnych sukien.
– Nie chcę żadnego rycerza – odpowiadała hardo, zaciskając pięści. – Chcę nim być!
Ojciec i bracia śmiali się wtedy, traktując jej słowa jak dziecięce marzenie, które miało minąć wraz z latami. Ale nie minęło.
Gdy miała piętnaście lat, los jej rodziny został przypieczętowany. Ojciec zachorował i zmarł, zostawiając matkę i córkę w rękach losu. Najstarszy brat, Piotr, wyjechał na wojnę, najmłodszy został wysłany do zakonu, a drugi, Marek, postanowił zarobić na życie jako najemnik. Dla Agnieszki nie było już miejsca. Matka, nie mając innego wyjścia, postanowiła oddać ją do klasztoru benedyktynek.
– To dla twojego dobra, dziecko – powiedziała wieczorem, kiedy pakowały jej rzeczy. – Przynajmniej tam będziesz miała dach nad głową i nie umrzesz z głodu.
Agnieszka czuła jednak, że byłaby to śmierć – śmierć jej marzeń.
Tej nocy, gdy matka zasnęła, sięgnęła po nóż i jednym cięciem obcięła swoje długie kasztanowe włosy. Przywdziała stare ubrania brata, wcisnęła pod tunikę kawałki płótna, by spłaszczyć pierś, i wyszła na ciemne, opustoszałe podwórze.
Gdy przekroczyła granicę lasu, spojrzała po raz ostatni na dom.
– Niech Pan Bóg mi wybaczy – szepnęła. – Ale wolę zginąć na polu bitwy niż umrzeć w murach klasztoru.
Od tamtej chwili nie była już Agnieszką z Płocka. Była Andrzejem.
---
Przez kilka tygodni wędrowała drogami Mazowsza, żywiąc się tym, co udało jej się ukraść z sadów albo otrzymać od życzliwych ludzi. Ostatecznie trafiła na zamek księcia Janusza I Starszego, gdzie poszukiwano nowych giermków.
Wśród kandydatów byli synowie szlachty, młodzieńcy o silnych ramionach i pewnych spojrzeniach. Agnieszka, niewysoka i szczupła, nie wyróżniała się pośród nich siłą, ale miała coś, czego wielu z nich nie posiadało – zdeterminowanie.
Podczas prób, które miały wyłonić najlepszych, zaskoczyła wszystkich. Była szybka, zwinna i miała doskonały refleks. Podczas ćwiczeń z mieczem, zamiast stawiać siłowy opór, unikała ciosów i wykorzystywała słabości przeciwnika.
– Skąd ty się wziąłeś, chłopcze? – zapytał rycerz Jakub z Sierpca, który miał przyjąć nowych giermków.
– Z Płocka, panie – skłoniła się nisko. – Moja rodzina straciła ziemię, a ja szukam służby.
Jakub zmierzył ją wzrokiem, po czym skinął głową.
– Dobrze walczysz. Może coś z ciebie będzie.
Tak oto Andrzej z Płocka został giermkiem.
---
Trzy lata później, w 1419 roku, Agnieszka znalazła się wśród wojsk zmierzających do Niemczy, gdzie miało dojść do starcia z husytami.
Noc przed bitwą siedziała przy ognisku, ostrząc miecz Jakuba. Wokół panowała napięta atmosfera. Rycerze żartowali, pili piwo, ale w ich oczach czaił się niepokój.
– Husyci to nie głupcy – mruknął Jakub, wpatrując się w płomienie. – Ich wozy bojowe są jak ruchome fortece.
– Pokonamy ich, panie – odpowiedziała cicho Agnieszka.
Rycerz spojrzał na nią z lekkim uśmiechem.
– Pewnie tak, Andrzeju. Ale nie wszyscy wrócimy.
Rano bitwa rozpętała się na dobre. Husyci stawili twardy opór, a ich formacja złożona z opancerzonych wozów okazała się trudna do sforsowania.
Gdy Jakub z Sierpca został ranny, Agnieszka, nie myśląc, rzuciła się do przodu, przejmując jego oddział. Podjęła desperacką szarżę, wbijając się między wrogie wozy i obalając chorążego husytów.
To przechyliło szalę zwycięstwa na stronę Polaków.
Po bitwie król Władysław Jagiełło osobiście wyraził uznanie dla młodego wojownika.
– Odwaga i mądrość na polu bitwy są cenniejsze niż szlacheckie urodzenie – powiedział, spoglądając na „Andrzeja”. – Pasuję cię na rycerza i nadaję ziemię na Mazowszu.
Agnieszka klęczała przed nim, czując, jak jej serce bije jak szalone. Udało się.
---
Miesiąc później została przyjęta do królewskiej straży przybocznej. Władysław Jagiełło szybko spostrzegł, że coś w jej zachowaniu odbiegało od reszty rycerzy.
Pewnego dnia wezwał ją do siebie.
– Wiem, kim jesteś – powiedział cicho.
Zadrżała.
– Nie bój się. Milczenie w zamian za lojalność. To uczciwy układ, prawda?
Złożyła rękę na sercu.
– Na wieki, Wasza Królewska Mość.
Tak oto Agnieszka, ukrywając swą tożsamość, stała się jednym z najwierniejszych obrońców króla.
Komentarze (3)
aha, dopiero zauważyłem: "Gdy miała piętnaście lat, los jej rodziny został przypieczętowany. " - czyli żeś się w datach pomylił. No nic, zostawiam część wyżej, choćby ze względów edukacyjnych xd
Trochę to nierealne, ale fajnie się czytało.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania