Rytm sawanny serce człowieka . Rozdział 1-Rytm nadziei

​Słońce nad Magombą nie znało litości, ale dla Lukasa było sygnałem do działania. Oparł ostatni z gotowych bębnów o ścianę ich skromnej chaty. Każdy z nich był inny – ręcznie wycinane w drewnie wzory przedstawiały zwierzęta, które tak kochał: potężne nosorożce i zwinne małpy. Lukas pogładził dłonią naciągniętą skórę instrumentu. Wiedział, że dzisiejszy targ to nie tylko szansa na kilka monet, ale przede wszystkim przetrwanie dla Kalengi, Mbali i małej Nzazi.

​— Niech Pan błogosławi twoje kroki, synu — powiedziała Kalenga, podając mu pusty worek na zapasy. W jej oczach, mimo zmęczenia, tliła się duma.Droga do miasta była długa i zakurzona, ale Lukas szedł z uśmiechem, nucąc pod nosem melodie, które później wybijał na bębnach. Na targu zajął swoje stałe miejsce pod rozłożystą akacją. Ludzie zatrzymywali się, przyciągnięci nie tylko pięknem jego prac, ale i spokojem, który od niego bił. Udało mu się sprzedać dwa bębny turystom i jeden miejscowemu muzykowi. Za zarobione pieniądze kupił kukurydzę, trochę suszonego mięsa i kilka słodkich owoców dla siostry.Po powrocie do wioski i wspólnym, skromnym posiłku, cała rodzina uklękła do modlitwy.

— Dziękujemy Ci za ten dzień i za chleb, który przyniósł Lukas — modlił się cicho Mbala.

Gdy słońce zaczęło powoli opadać, Lukas wziął swój ulubiony bęben i poszedł na plac w centrum Magomby. Wokół niego szybko zebrała się grupa dzieci i starszych. Lukas nie tylko grał – on opowiadał im o świecie, o wartości uczciwości i o tym, że bycie dobrym dla innych to największy skarb, jakiego nikt nie może im odebrać. Jego głos był jak balsam na trudy ich biednego życia.Później, gdy wioska zaczęła cichnąć, Lukas udał się w swoje ulubione miejsce – nad brzeg wyschniętego koryta rzeki, gdzie natura wciąż tętniła życiem. W oddali dostrzegł znajomą sylwetkę starego nosorożca, którego kiedyś opatrywał.

​Usiadł na kamieniu, słuchając świergotu ptaków i odległego pohukiwania małp w zaroślach. Patrzył w rozgwieżdżone niebo i rozmyślał:

„Czy kiedyś uda mi się sprawić, by Nzazi nie musiała martwić się o buty? Czy nauka, którą im daję, wystarczy, by odmienili swój los?”

​Jego rozmyślania przerwał jednak dziwny, niski dźwięk dochodzący z gęstych krzaków nieopodal. To nie był głos zwierzęcia, który Lukas znał. To brzmiało jak… stłumiony skowyt cierpienia.Lukas zamarł. Jako opiekun zwierząt wiedział, że noc w buszu rządzi się swoimi prawami, ale ten dźwięk był zbyt rozdzierający, by mógł go zignorować. Ostrożnie rozsunął kolczaste gałęzie akacji, a jego serce ścisnęło się z bólu.

​W blasku księżyca dostrzegł małą małpkę, która zaplątała się w cienki, stalowy drut – sidła zastawione przez kłusowników. Zwierzę było wycieńczone, a jego mała łapka krwawiła, brudząc jasne futro. Gdy małpka zobaczyła człowieka, zaczęła szarpać się jeszcze mocniej, piszcząc z przerażenia.​— Cii, malutka... spokojnie — szepnął Lukas, wyciągając przed siebie puste dłonie w geście pokoju. — Nie skrzywdzę cię. Jestem Lukas.

​Powoli, centymetr po centymetrze, zbliżał się do stworzenia. Jego spokojny głos i dobra aura, którą roztaczał wokół siebie, zdawały się działać. Małpka przestała się szarpać, patrząc na niego wielkimi, wilgotnymi oczyma. Lukas, używając siły swoich rąk przyzwyczajonych do twardego drewna, rozgiął drut. Gdy tylko pętla puściła, stworzenie nie uciekło. Zamiast tego, drżąc, wtuliło się w jego ramię.​Lukas wiedział, że to spotkanie nie było przypadkowe. Owinął ranną łapkę kawałkiem materiału od swojej koszuli i ostrożnie podniósł zwierzę.

​„Zapewnić lepsze życie to nie tylko pieniądze” — pomyślał, patrząc na śpiącą mu na piersi małpkę. „To chronić tych, którzy sami nie mogą się obronić”.

​Z małym pasażerem pod pachą i głową pełną nowych modlitw o siłę, Lukas ruszył w stronę domu. Nad Magombą górowało teraz niebo pełne gwiazd, a on czuł, że ten wieczór był dopiero początkiem wielkiej zmiany, która nadejdzie dla niego i jego rodziny.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (3)

  • Marzena godzinę temu
    To mi przypomina historyjki o komunizmie. Czasem można odnaleźć w internecie takie wspomnienia. Jakby dawniej było lepiej, bo w kupię raźniej. Możliwe. A ten obrazek to biały murzynek Bambo. I śmieszny poniekąd. Owszem istnieją zasady i bieda w jakiś sposób hartuje człowieka. Ale kiedyś zapytałam - jaka była codzienność w Afryce, w Gambii? - marazm i nuda. Jedyna myśl, że tylko ucieczka może cokolwiek zmienić. Podobnie za komuny - marazm i nuda. Takie dzieciństwo pamiętam. A młodość? Owszem coś tam się działo. Ale chyba w rodzinie robotniczej najwazniejsze było przetrwanie. Jakieś tam hobby, plany? Tak plany co włożyć do gara. Albo wakacje z funduszu socjalnego fabryki. Dawniej Polar. Byłam w DDR. :)) nie znoszę takich tekstów. Są jak komunistyczne bajki dla ułomnych.
  • Marzena godzinę temu
    A w drugim rozdziel murzynek Bambo się zakocha i jego miłość wypełni niezaorane pole rzepaku. Ironizuje bo czego można się spodziewać. Może do wioski przyjedzie jakaś banda białych zbawicieli i w trosce o szerzenie wiary chrześcijańskiej rzuci ubogim kilka worków ryżu. Najlepiej maniok.
  • Marzena godzinę temu
    rozdziale*

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania