Pokaż listęUkryj listę

Rytm sawanny serce człowieka.Rozdział 2:Gość z głębi buszu

Lukas wrócił do Magomby, gdy ogniska przed chatami powoli dogasały. Małpka, którą nazwał Sindi, spała wtulona w jego ramię, zmęczona bólem i strachem. Chłopak wszedł do domu najciszej, jak potrafił, ale czujne ucho matki natychmiast wychwyciło szelest.

​— Lukas? Dlaczego tak późno? — Kalenga wyszła z cienia, trzymając w ręku lampę naftową. Gdy światło padło na zakrwawioną koszulę syna i małe, futrzaste stworzenie, jej oczy rozszerzyły się z niepokoju. — Co to jest? Synu, ledwo starcza nam ziarna dla nas...

​— To ranna dusza, mamo — odpowiedział cicho Lukas, kładąc Sindi na miękkiej macie z trawy. — Wpadła w sidła. Jeśli jej nie pomożemy, nie przeżyje nocy. Bóg uczy nas miłosierdzia nie tylko wobec ludzi, ale wobec wszystkiego, co stworzył.

​Kalenga westchnęła, patrząc na zmęczoną twarz syna. Wiedziała, że Lukas ma zbyt dobre serce, by postąpić inaczej. Podeszła bliżej i podała mu miseczkę z wodą oraz czystą szmatkę.

​Poranek przyniósł nowe wyzwania. Mała Nzazi była zachwycona nowym gościem, ale tata Lukasy, Mbala, patrzył na to sceptycznie.— Lukasie, szanuję twoją pasję, ale jesteśmy biednymi ludźmi. Małpka potrzebuje owoców, których sami mamy mało — powiedział Mbala, przygotowując się do pracy w polu.

​Lukas wiedział, że musi działać. Zamiast iść na spacer, usiadł przed chatą ze swoim bębnem. Zaczął grać – tym razem nie dla ludzi, a dla Sindi. Rytm był delikatny, naśladujący bicie serca. Małpka, początkowo nieufna, zaczęła powoli wyciągać zdrową łapkę w stronę Lukasy.

​Wtedy chłopak wpadł na pomysł. Jeśli stworzy serię mniejszych bębnów, specjalnie zdobionych motywami roślinnymi i leśnymi, dedykowanych ocalonym zwierzętom, może uda mu się zarobić więcej na targu? Może jego pasja do natury stanie się kluczem do lepszego życia, o którym tak marzył?

​Nagle ciszę poranka przerwał krzyk Nzazi, która bawiła się nieopodal ścieżki prowadzącej do lasu.

— Lukas! Chodź szybko! Ktoś tu jest!

​Lukas zerwał się na równe nogi. Przy wejściu do wioski stał wysoki mężczyzna w stroju strażnika parku narodowego, trzymający w ręku notes. Patrzył prosto na chatę Lukasy.To był moment, na który Lukas czekał – szansa na prawdziwy zarobek. Mężczyzna w lnianym garniturze, który przyjechał z bogatszej osady, obejrzał bębny Lukasy z chłodnym profesjonalizmem.

​— Są ładne — przyznał, mrużąc oczy. — Potrzebuję dziesięciu takich na uroczystość otwarcia nowej loży turystycznej. Zapłacę potrójnie, co pozwoli twojej rodzinie przeżyć rok w dostatku. Ale jest jeden warunek.

​Lukas wstrzymał oddech, a Nzazi ścisnęła go za rękę.

​— Chcę, żeby bębny były naciągnięte najcieńszą, najbardziej szlachetną skórą. Skórą małp — powiedział mężczyzna, wskazując palcem na Sindi, która ufnie siedziała u stóp Lukasy. — Twoja wioska jest biedna, a kłusownicy i tak je łapią. Jeśli dostarczysz mi instrumenty z takiej skóry, umowa stoi. Jeśli nie, znajdę kogoś innego, kto nie jest tak „wrażliwy”.Mbala, ojciec Lukasy, drgnął. Potrójna zapłata oznaczała nowe narzędzia, ziarno i naprawę przeciekającego dachu. Spojrzał na syna wzrokiem pełnym bólu, ale i nadziei. Z jednej strony była szansa na ratunek dla rodziny, z drugiej – życie istot, które Lukas kochał ponad wszystko.

Lukas spojrzał na małą Sindi. Małpka, jakby wyczuwając napięcie, zaczęła cicho skomleć i schowała się za jego nogą. Chłopak poczuł, jak w jego sercu toczy się walka. Jako chrześcijanin wiedział, że musi dbać o rodzinę, ale czuł też, że zdradzenie słabszego stworzenia dla pieniędzy zatruje jego duszę.

— Potrzebuję czasu do jutra — wychrypiał Lukas, choć w głębi duszy znał odpowiedź.

Wieczorem Magomba nie słyszała bębnów. Lukassiedział w ciemności, a przed nim paliła się tylko jedna świeca. Sindi, z wciąż zabandażowaną łapką, próbowała niezdarnie naśladować ruchy jego rąk na drewnie.

​Nagle do chaty wszedł ojciec. Usiadł obok syna i przez dłuższą chwilę milczeli.

— Lukasie — zaczął cicho Mbala — widzę, jak na nią patrzysz. Ale spójrz na Nzazi. Jest coraz chudsza. Nie zawsze dobroć karmi żołądek.​Lukas nie zmrużył oka tej nocy. Słowa ojca o chudnącej Nzazi uderzały w niego jak kamienie, ale widok ufnej Sindi nie pozwalał mu na zdradę. Modlił się żarliwie, prosząc o mądrość, aż w końcu, gdy pierwsze szare światło świtu pojawiło się na horyzoncie, spojrzał na swoje dłonie ubrudzone barwnikami z roślin i ziemi.

​„Jeśli oko szuka piękna, ja mu je dam, ale nie kosztem życia” – pomyślał.

​Zaczął pracować jak w transie. Wyciągnął zapasy starej, twardej skóry bydlęcej, którą ojciec trzymał na czarną godzinę. Była szorstka i mało szlachetna, ale Lukas miał plan. Wykorzystał soki z owoców i wywary z kory drzew, by nadać skórze jedwabistą gładkość i specyficzny, złocisty odcień, który lśnił w słońcu. Następnie, używając najcieńszych pędzli zrobionych z własnych włosów i sierści dzikich zwierząt, zaczął malować na instrumentach tak drobne wzory, że przypominały one strukturę najdelikatniejszego futra.

​Kiedy słońce było już wysoko, samochód kupca podjechał pod chatę. Mężczyzna wysiadł, poprawiając drogi zegarek.

— I co, rzemieślniku? Masz to, o co prosiłem? — zapytał z wyższością.

​Lukas wyniósł przed chatę pierwszy bęben.Instrument lśnił, a jego powierzchnia była tak delikatna w dotyku i tak bogato zdobiona, że kupiec aż odsunął się z wrażenia.

— Co to za materiał? — zapytał, przesuwając palcami po membranie. — Wygląda lepiej niż cokolwiek, co widziałem.

​— To „Bęben Przymierza”, panie — odpowiedział pewnie Lukas, patrząc kupcowi prosto w oczy. — Użyłem techniki, której nauczyła mnie sawanna. Ta skóra jest trwalsza niż jakakolwiek inna, a wzory na niej opowiadają o duchu Magomby. Jeśli szuka pan luksusu, to jest właśnie on. Żaden kłusownik nie potrafi stworzyć czegoś, co ma w sobie duszę żywego lasu, nie zabijając go przy tym.

​Kupiec milczał długo. Przyglądał się pracy Lukasy, potem spojrzał na Sindi, która bezpiecznie siedziała na ramieniu chłopaka, i na wyczekującą rodzinę w progu chaty. W powietrzu czuć było napięcie – od tej decyzji zależało wszystko.

​W końcu mężczyzna wyciągnął gruby zwitek banknotów.

— Masz talent, chłopcze. Większy, niż myślałem. Te bębny są... unikalne. Nie chcę skóry małp. Chcę tej twojej „duszy sawanny”. Bierz pieniądze i zrób pozostałe dziewięć sztuk. Mają być gotowe za miesiąc.

​Gdy samochód odjechał, Lukas poczuł, jak uginają się pod nim nogi. Mbala podszedł do syna i bez słowa położył mu rękę na ramieniu. To był uścisk pełen szacunku. Lukas nie tylko przyniósł pieniądze, ale uratował honor ich domu.

Średnia ocena: 1.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania