Rzeka
Strumień płytki, życiodajny
Tyle dusz już w nim powiewa
Wyciągają dłonie- a ja chwytam
Nie czas na naiwność- myśl do mnie dociera
Podejdę bliżej- światło promieniami rozdziera
Razi w oczy, lecz cofnąć się nie mogę
Moje kostki już są zanurzone w wodzie
Spuszczam głowę, spoglądam w głąb
Lecz nic dostrzec nie potrafię
Zatapiam się powoli, brnąc w strumień dalej
Po pas już czuję chłód wstrętnej wody
Śladu nie ma po tafli lśniącej, pełnej swobody
Wina zewsząd do mnie dociera
Moja krtań ściśnięta, powietrze rzeka zabiera
I zdawać by się mogło, że już nic mnie nie pozbiera
Tonę, tonę w swej rzece...
Spoglądam na me nogi
Ciągnie mnie w dół istota trwogi
Oto ma przyczyna
Przyczyna końca?
Jakże, czyż nie miało być to moje zbawienie?
Mówiono, że wszystko co dobre kiedyś się kończy
A mnie w rzekę wciągnął pewien uśmiech nęcący...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania