Rzeka

Strumień płytki, życiodajny

Tyle dusz już w nim powiewa

Wyciągają dłonie- a ja chwytam

Nie czas na naiwność- myśl do mnie dociera

 

Podejdę bliżej- światło promieniami rozdziera

Razi w oczy, lecz cofnąć się nie mogę

Moje kostki już są zanurzone w wodzie

 

Spuszczam głowę, spoglądam w głąb

Lecz nic dostrzec nie potrafię

Zatapiam się powoli, brnąc w strumień dalej

 

Po pas już czuję chłód wstrętnej wody

Śladu nie ma po tafli lśniącej, pełnej swobody

 

Wina zewsząd do mnie dociera

Moja krtań ściśnięta, powietrze rzeka zabiera

I zdawać by się mogło, że już nic mnie nie pozbiera

Tonę, tonę w swej rzece...

 

Spoglądam na me nogi

Ciągnie mnie w dół istota trwogi

Oto ma przyczyna

Przyczyna końca?

Jakże, czyż nie miało być to moje zbawienie?

Mówiono, że wszystko co dobre kiedyś się kończy

A mnie w rzekę wciągnął pewien uśmiech nęcący...

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania