Rzeka bez powrotu
Pierwsze wędzisko było z leszczynowego kija,
dwa wbite papiaki zastępowały kołowrotek
żyłki z druciaka do szorowania garów,
spławik z gęsiej lotki.
Wyproszony hak za duży, skubał drobiazg,
co jakiś musiałem zakładać następną kulę z chleba.
Przy ostatnim wyciąganiu, na ten zestaw
uczepił się i urwał zachód słońca.
Komentarze (2)
Rzeka tajemnic
Kij na pierwsze wędzisko wyciąłem z krzaka leszczyny,
niechcący płosząc parę zanadzoną na laskowe czułości.
Do szczytówki uwiązałem żyłkę z druciaka do szorowania garów
ze spławikiem z gęsiej lotki.
Wymuszony na leśnym kochasiu hak, był za duży na skubiący drobiazg,
co jakiś czas musiałem zakładać następną kulkę z chleba.
Przed zmrokiem, przez moment na wyciąganym z nurtu
pustym haczyku zawisło słońce. Na przynętę.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania