rzeźbiarze
dzikie wiśnie
prosto z krzaka
niebo jak z bajki
ani jednej chmurki
a śniegu najeblało tyle
że trzy razy musieliśmy
odśnieżać podjazd
ojciec
uczył jak być
prawdziwym mężczyzną
„na kawałki mnie łam,
mnie łam”
matka suszyła łzy
moje / swoje / nasze
(niepotrzebne skreślić)
nieświadomie
każdego dnia rzeźbili
dzieło swojego życia
panie, kto to panu tak spierdolił?
przecież to się wszystko chwieje
podstawę trzeba wzmocnić
bo inaczej któregoś dnia
pierdolnie znienacka
nie będzie czego zbierać
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania