Sad, Łąka, Pustynne Wzgórza, Portal Czasoprzestrzenny i Megafauna

"Sad, Łąka, Pustynne Wzgórza, Portal Czasoprzestrzenny i Megafauna"

 

gatunek: sny/fantastyka/przygoda

 

Wczesny sierpień 2013.

 

Dwudziestokilkulatek o ciemnych włosach, nazywający się Magicznoogrodozwiedzacz, mieszkał wraz z trzema przyjaciółmi i czterema przyjaciółkami w ośmiu niedużych, parterowych, wolnostojących domach jednorodzinnych, rozsianych po środkowej, zachodniej i południowo-zachodniej części Kontynentu Chłodnych Mórz, Półwyspów i Malowniczych Jezior, znajdującego się w środkowo-północnej części Planety Surrealnych Przygód.

 

Wypoczywał z dwojgiem spośród owych przyjaciół, mianowicie z jednym współlokatorem i jedną współlokatorką. Oboje mieli po trzydzieści kilka lat. Cała trójka znajdowała się w tym domu, który znajdował się w środkowej części kontynentu. Budynek stał w rozległej, słonecznej krainie, porośniętej sadami, ogrodami, polami i łąkami, znajdującej się na wschodnich przedmieściach miasta raczej niedużego, ale zdecydowanie pełnego różnych atrakcji. Ta przyjaźniąca się grupa ośmiu osób posiadała kilka płaskich, kanciastych samochodów czteroosobowych. W środku słonecznego dnia, dwoje trzydziestokilkuletnich przyjaciół wyjechało jednym z tych pojazdów do innej, odleglejszej części tej miejscowości.

 

Minął środek dnia i nadeszło popołudnie, a oni jeszcze nie wrócili. Magicznoogrodozwiedzacz zaczął się coraz bardziej niepokoić, dlaczego nie wrócili, mimo że od ich wyjazdu minęło już sporo czasu. Powinni już wrócić. Mężczyzna postanowił wyjść z domu oraz przejść się na spacer po okolicy i zobaczyć, czy dwójka przyjaciół już nie nadjeżdżała z powrotem. Przespacerował się w kierunku południowym, gdzie słońce świeciło mocniej, a dookoła zaczęły coraz częściej być widoczne łagodne wzgórza, pokryte jasnożółtym oraz jasnobeżowym piaskiem.

 

Niespodziewanie, spotkał on na szerokiej, polnej drodze swojego dobrego znajomego, który był szczupły, miał trzydzieści lat i także posiadał ciemne włosy. Obaj poszli w stronę zachodnią, w głąb przedmieść. Nagle przeszli przez niewidzialny portal czasoprzestrzenny. Znaleźli się na łące otoczonej pagórkami w stylu pustynnym, usypanymi z drobnego, jasnożółtego piasku.

 

Przeszli sto kilkadziesiąt metrów, a wtedy zauważyli, że na jednym z kilku pagórków ogromny czarny wilk właśnie zaatakował dwa wielkie brązowe jelenie. To były ewidentnie gatunki prehistoryczne, może z eocenu, albo z plejstocenu. Na ich widok, dwóch kolegów zaczęło biegnąć w kierunku południowym. Po lewej stronie, napotkali jeszcze kilka różnych rodzajów prehistorycznych ssaków, takich jak gigantyczny pancernik Doedicurus, i ptaków takich jak Kelenken, na szczęście zajętych swoimi sprawami.

 

Koledzy dotarli do malowniczo położonego miasteczka, sprawiającego wrażenie bycia sielankowym. Weszli w alejkę, ciągnącą się między dwoma rzędami jasnobeżowych kamienic o czerwono-pomarańczowych dachach. Potem podeszli do dużego budynku znajdującego się na jej końcu. Zauważyli, że za nimi podążało coś, co wyglądało jak mieszanka kilku przedmiotów o różnych kształtach, kolorach oraz stanach skupienia. Na widok tego czegoś, skryli się we wnętrzu budynku.

 

Wewnątrz zastali klatkę schodową. Przeszli z parteru na piętro, a wtedy ich oczom ukazały się drzwi z napisem: "Biuro Ludzi Znalezionych". Weszli do pomieszczenia, znajdującego się po drugiej stronie. Natrafili na dwa biurka, dwa fotele, kanapę, a także a mężczyznę i kobietę w koszulach, garniturach, spodniach na kant i półbutach. Świeżo przybyli goście usiedli na kanapie.

 

— Zgubiliśmy się. Wydaje się nam, że przez niewidzialny portal czasoprzestrzenny trafiliśmy przypadkiem do innego wymiaru niż ten, w którym żyjemy na co dzień. Przed chwilą widzieliśmy zwierzęta, które wyglądały podobnie do takich, jakie żyły w naszym świecie tysiące lat temu — poinformowali zdezorientowani goście.

— Zaraz odnajdziemy wymiar, z którego pochodzicie, i was tam spokojnie, bezpiecznie, z powrotem wyślemy — oznajmili urzędnik i urzędniczka.

— Czy to znaczy, że jesteśmy uratowani?

— Tak. Już niedługo wszystko będzie dobrze.

 

Nagle, dwaj koledzy zniknęli, a wtedy pojawili się na rozległej, nasłonecznionej, nieco wietrznej łące. Było to miejsce, w którym wcześniej przeszli przez niewidzialny portal. Obaj poszli do swoich ogrodów. Zarówno na jednego, jak i na drugiego czekali bliscy, na przykład krewni albo współlokatorzy. Okazało się, że podróżników czasoprzestrzennych nie było tylko przez chwilę, chociaż zaginionym wydawało się, że ich przygoda trwała sto kilkadziesiąt minut.

 

Obie grupy dobrych znajomych, lub krewnych, bardzo się ucieszyły, że znowu były w kompletach. Nastąpił taki zbieg okoliczności, że obie wspólnoty przyjaznych ludzi w tym samym czasie wróciły do domów. Podczas jazdy płaskimi, kanciastymi samochodami osobowymi z dalekich przedmieść w stronę głównej części miasta, w otoczeniu łąk, pastwisk oraz mniej i bardziej wilgotnych lasostepów, wszyscy podziwiali piękny zachód słońca, podczas którego lekko zachmurzone niebo mieniło się niezwykłymi, ciepłymi i pastelowymi barwami.

 

Koniec.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania