Sąd wyjątkowy

Marcin nie mógł znieść kolejnej awantury Janusza. Jego ojciec był pijany i krzyczał na niego i na jego matkę Grażynę. Oskarżał ich o wszystko, co złe się działo w jego życiu. Bił ich i poniżał. Marcin czuł się bezsilny i zły. Chciał uciec z tego piekła.

 

Wyszedł z mieszkania i pobiegł na dół bloku. Na zewnątrz było ciemno i zimno. Marcin nie miał nikogo, do kogo mógłby się zwrócić. Nie miał nawet kolegi Kacpra, który był w podobnej sytuacji. Kacper został aresztowany za kradzież i trafił do poprawczaka. Marcin był sam.

 

Zobaczył witryny z ogłoszeniami, które stały na chodniku. Były pełne plakatów i ulotek, które reklamowały różne usługi i produkty. Marcin poczuł w sobie gniew i frustrację. Te ogłoszenia wydawały mu się kłamliwe i fałszywe. Obiecywały lepsze życie, którego on nigdy nie miał i nie miał szansy mieć. Marcin chciał je zniszczyć.

 

Wziął kamień i rzucił go w jedną z witryn. Szyba pękła z głośnym trzaskiem. Marcin poczuł ulgę i satysfakcję. Powtórzył to samo z kolejną witryną. I z kolejną. I z kolejną. Rozbijał je wszystkie, nie zważając na nic. Nie zauważył, że ktoś go obserwował.

 

Był to pan Marek, właściciel sklepu z ogłoszeniami. Był to jego sposób na zarobek. Wynajmował witryny i sprzedawał miejsce na plakaty i ulotki. Był dumny ze swojej działalności. Uważał, że pomagał ludziom w znalezieniu pracy, mieszkania, partnera, czy czegokolwiek innego, czego potrzebowali. Nie lubił, gdy ktoś niszczył jego mienie.

 

Pan Marek był też sędzią sądu wyjątkowego, który zajmował się sprawami drobnej przestępczości. Był to specjalny sąd, który działał poza normalnym systemem prawnym. Miał prawo do wydawania wyroków i egzekwowania ich na miejscu. Nie tolerował łamania prawa i stosował bardzo surowe kary.

 

Pan Marek zobaczył, jak Marcin dewastuje jego witryny. Był wściekły i zszokowany. Postanowił ukarać go za to. Zadzwonił po swoich ludzi, którzy przyjechali szybko. Złapali Marcina i przywiązali go do słupa. Pan Marek stanął przed nim i ogłosił, że jest sędzią sądu wyjątkowego i że Marcin popełnił przestępstwo. Powiedział, że kara za to jest bardzo surowa - zanurzenie we wrzącym oleju.

 

Marcin był przerażony. Nie wiedział, co się dzieje. Nie wiedział, kim jest ten człowiek i jakim prawem go sądzi. Błagał o litość i wybaczenie. Mówił, że to był tylko chwilowy szał i że nie chciał nikomu zaszkodzić. Mówił, że ma trudne życie i że potrzebuje pomocy. Nic to nie pomogło.

 

Pan Marek nie słuchał jego tłumaczeń i błagań. Był nieugięty i bezwzględny. Powiedział, że Marcin musi ponieść konsekwencje swoich czynów i że nie ma dla niego litości. Nakazał swoim ludziom przynieść wielki garnek z wrzącym olejem. Postawili go pod słupem, do którego był przywiązany Marcin. Pan Marek podszedł do garnka i sprawdził, czy olej jest wystarczająco gorący. Był.

 

Pan Marek podniósł rękę i dał znak. Jeden z jego ludzi pociągnął za linę, która trzymała Marcina. Marcin został opuszczony do garnka z wrzącym olejem. Zawył z bólu i przerażenia. Olej parzył go i palił. Marcin próbował się wydostać, ale nie miał szans. Był skazany na śmierć.

 

Pan Marek patrzył na to z zadowoleniem. Uważał, że sprawiedliwość została spełniona. Powiedział, że to jest przykład dla innych, którzy chcieliby niszczyć jego witryny. Powiedział, że to jest lekcja dla wszystkich, którzy łamią prawo. Powiedział, że to jest jego sposób na utrzymanie porządku i bezpieczeństwa na osiedlu.

 

Nikt nie sprzeciwił się ani nie zaprotestował. Ludzie, którzy widzieli, co się stało, byli przestraszeni i milczeli. Nie chcieli mieć nic wspólnego z panem Markiem i jego sądem wyjątkowym. Nie chcieli ryzykować swojego życia. Nie chcieli skończyć jak Marcin.

 

Marcin nie umarł od razu. Przeżył kilka minut w garnku z wrzącym olejem. Były to najdłuższe i najgorsze minuty jego życia. Czuł niewyobrażalny ból i strach. Nie mógł oddychać ani krzyczeć. Nie mógł się ruszać ani bronić. Był skazany na cierpienie i śmierć.

 

W końcu Marcin stracił przytomność i zmarł. Jego ciało było okropnie poparzone i zdeformowane. Nie było z niego niczego ludzkiego. Był tylko kawałkiem mięsa, który trzeba było usunąć z garnka i wyrzucić do śmieci.

 

Pan Marek i jego ludzie zrobili to bez żadnych skrupułów. Nie żałowali Marcina ani nie współczuli mu. Uważali, że zasłużył na swoją karę i że nie był wart niczego. Nie zastanawiali się, co się stanie z jego rodziną i przyjaciółmi. Nie obchodziło ich, czy ktoś go będzie pamiętał i po nim płakał.

 

Tymczasem w mieszkaniu Marcina jego matka Grażyna czekała na jego powrót. Nie wiedziała, co się stało. Nie wiedziała, że jej syn nie żyje. Myślała, że poszedł do szkoły i że wróci wieczorem. Nie wiedziała, że jej mąż Janusz został aresztowany i że ona sama jest teraz wolna. Nie wiedziała, że ma szansę na nowe życie.

 

Grażyna była zaniepokojona, że Marcin nie wraca. Zadzwoniła do szkoły i dowiedziała się, że nie był tam tego dnia. Zadzwoniła do Kacpra i dowiedziała się, że jest w poprawczaku. Zadzwoniła do policji i dowiedziała się, że nie ma żadnych informacji o Marcinie. Zadzwoniła do sąsiadów i dowiedziała się, że widzieli, jak Marcin rozbijał witryny z ogłoszeniami i jak pan Marek go zabrał.

 

Grażyna poczuła strach i przeczucie. Pobiegła na dół bloku i zobaczyła, co się stało. Zobaczyła zbite szyby i plamy oleju. Zobaczyła garnek i słup. Zobaczyła krew i włosy. Zobaczyła, co zostało z Marcina.

 

Grażyna nie mogła uwierzyć, że to jej syn. Nie mogła uwierzyć, że to się naprawdę stało. Nie mogła uwierzyć, że nikt nie pomógł Marcinowi i nie powstrzymał pana Marka. Nie mogła uwierzyć, że żyje w takim świecie.

 

Grażyna osunęła się na ziemię i zaczęła płakać. Płakała ze smutku i żalu. Płakała z wyrzutami sumienia i gniewu. Płakała z bezradności i rozpaczy. Płakała za Marcinem, który był jej jedynym synem i jedyną nadzieją. Płakała za sobą.

 

Grażyna nie chciała żyć. Chciała umrzeć razem z Marcinem. Chciała zniknąć z tego świata. Nie miała już nic do stracenia i nic do zyskania. Nie miała już nic.

Średnia ocena: 1.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • rozwiazanie tydzień temu
    Tym razem zaserwowałeś prawdziwy horror. Fakt, że polubiłam Marcina, nie pozwala mi odejść się obiektywnie do Sądu wyjątkowego. 1. Nic innego mi nie pozostało jak życzyć Ci mniej dramatycznej weny. Pozdrawiam.
  • rozwiazanie tydzień temu
    *nie pozwala mi podejść obiektywnie do Sądu wyjątkowego :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania