Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Sajmarskie Bajania - Rozdział XII - Wschodni Wiatr

Mężczyzna poprawił się niezgrabnie w fotelu, na ile pozwalał mu na to pokaźny brzuch. Gabinet wypełniał powoli zapach jego lekko spoconej, nalanej twarzy. Aromat zmysłowych perfum kobiety nie był w stanie przesłonić odoru zjełczałego sadła grubasa. Zmarszczyła nos i spojrzała poirytowana na zamknięte okno. W myślach przewertowała karty protokołu dyplomatycznego Gildii, nie znalazła w nim jednak żadnych wytycznych dla takich sytuacji. Widocznie nikomu nie przyszło do głowy, że można aż tak cuchnąć. Westchnęła przez zaciśnięte zęby.

- To jak będzie, naczelniczko? – rzucił władczym tonem mężczyzna. Nie silił się na kurtuazję, pytanie zaś było retoryczne. Tak mu się przynajmniej wydawało.

- Nijak, mości kapłanie – odparła sucho Beybe, moszcząc się wygodniej na wyściełanym fotelu. - Zupełnie nijak.

- Najwyższy kapłanie! – krzyknął z oburzeniem spocony grubas. Nalana twarz nabrała gwałtownie koloru dojrzałej czereśni. – Co to znaczy nijak?! Jak śmiesz w ogó…

- Stul pysk, Redhead! – Po godzinnej wizycie Najwyższego Kapłana kultu Wielkiego Gajowniczka, Prządka straciła w końcu cierpliwość. Poderwała się z fotela, opierając zaciśnięte pięści o blat biurka. – W dupie mam, co na ten temat sądzi Wielki Gajowniczek, rozumiesz?! To jest Gildia Fajterów, nie jakiś obskurwiały święty gaj! Ja tu decyduję, kto zostaje, a kto nie!

- C-cooo?! – Wojtas Redhead prawie udławił się własną śliną. Gdyby jego opasłe ciało nie przegrało z grawitacją, poderwałby się z wściekłości na równe nogi. – Jak śmiesz tak do mnie mówić?! Jestem najwyższym kapłanem i nie pozwolę, żeby taki pomiot z Toab wałęsał się po tym mieście, w dodatku pod ochroną Gildii! Po moim trupie!

- To akurat da się zorganizować – Beybe wyszczerzyła zęby w złośliwym uśmiechu. Mężczyzna zachłysnął się głośno powietrzem. Oczy niemal wyszły mu z orbit.

- Jak… jak… – zagulgotał, dysząc ciężko. Zacisnął mocno dłonie na ramionach fotela i z trudem poderwał się do pionu. Wycelował pulchny palec w stronę naczelniczki. – Książę Janusz dowie się o tym! Udam się do niego osobiście, natychmiast!

- Mam nadzieję. – Prządka rzuciła mężczyźnie wyzywające spojrzenie. – Nie będę musiała dwa razy powtarzać. A teraz, mości najwyższy kapłanie, wypierdalaj z mojego gabinetu.

Wojtas Redhead zasapał gwałtownie, jakby w przygotowaniu do kolejnego wybuchu. W ostatniej chwili zmienił jednak zdanie i zadudnił ciężkimi krokami w kierunku drzwi. Kiedy zamknęły się za nim z hukiem, Beybe opadła wykończona na fotel. Westchnęła głośno. Najwyższy kapłan miał w regionie niemałą władzę „doradczą”, bowiem książę Janusz był wiernym wyznawcą kultu Wielkiego Gajowniczka, podobnie jak znakomita większość obywateli królestwa. Wojtas Redhead był zatwardziałym kaznodzieją, wręcz religijnym fanatykiem. Choć w swoim mniemaniu był duchowym przełożonym Gildii Fajterów, zazwyczaj nie mieszał się do jej spraw. Tym razem jednak nie mógł przejść obojętnie obok faktu przyjęcia w szeregi rekrutów młodzieńca naznaczonego przez Półmrok. Ciekawa jestem, kto sprzedał mu tę informację, przebiegło jej przez myśl. Podniosła się powoli z fotela i podeszła otworzyć okno. Wystawiwszy głowę na zewnątrz, kilka chwil spędziła na zaciąganiu się z lubością świeżym powietrzem. I spokojem. Zamknęła oczy.

Ostatni poważniejszy zatarg pomiędzy najwyższym kapłanem a Gildią miał miejsce jeszcze za czasów jej poprzednika. Wtedy organizacja musiała ustąpić, tym razem jednak Prządka nie miała zamiaru oddać pola religijnym fanatykom. Wystarczająco nabruździli już poprzednim razem. Blisko ćwierć wieku wcześniej, kiedy naczelnikiem Gildii był jeszcze Yoszko Flafi, kult Wielkiego Gajowniczka przechodził dość poważny kryzys. Ludzie nadal szanowali kapłanów, ale traktowali ich już głównie instrumentalnie. Liczyli na błogosławieństwo magii i na opiekę, więc dary dla sług Wielkiego Gajowniczka płynęły nieprzerwanym strumieniem, jednak sam kult był w odwrocie. Na obchodach przesileń w świętych gajach nie pojawiał się już prawie nikt, nie było też nowych powołań. Nikt nie chciał zajmować się drzewami i naturą, kiedy należało zająć się robotą w polu.

Nie wszystkim kapłanom odpowiadała taka wersja rzeczywistości – niektórzy kreślili scenariusze końca świata bez religii, inni boleli nad duchowym wyjałowieniem społeczeństwa, a ci ambitniejsi tęsknili w swej próżności za władzą nad ludzkimi umysłami, nie tak dawno przecież wszechobecną. Pragnęli publiki dla swoich nabożeństw, satysfakcji z zagajników pełnych potakujących im z namaszczeniem głów wiernych. Czci. Należało coś z tym zrobić, nikt jednak nie miał pomysłu, jak przyciągnąć ludzi z powrotem. Wtedy na scenie pojawił się pewien młody, charyzmatyczny kapłan. Wojtas Redhead. Płomiennymi kazaniami szybko zjednał sobie całą rzeszę mieszkańców stolicy oraz wielu dworzan młodego podówczas księcia Janusza. Udało mu się nawet rozpalić religijny ogień w sercu samego władcy. Do pełni sukcesu brakowało jeszcze tylko czynnika cementującego starania Redheada. Wspólnego wroga, który mógłby zewrzeć szeregi wiernych i przyciągnąć ludzi do świętych gajów na stałe. Poszukiwania nie zajęły bystremu Wojtasowi zbyt wiele czasu – znał idealnego przeciwnika. Gejotyków.

Kapłani Wielkiego Gajowniczka brzydzili się wszystkim, co według nich naruszało ustalony porządek natury. Wszelkie odstępstwa traktowali bardzo surowo. Zazwyczaj byli pokojowo nastawieni do całego stworzenia, jednak starali się pozbyć wszelkimi dostępnymi metodami każdej istoty, która była według nich ułomna. Zaliczali do nich między innymi zwierzęta-albinosy, skarłowaciałe sztuki, ludzi skrzaciej postury i niepełnosprawnych umysłowo. Zwierzęta zabijali, ludzi kazali wypędzać. Przynajmniej tam, gdzie ich jeszcze słuchano. Magowie iluzji wierzyli głęboko, że w ten sposób, dbając o „czystość” natury, oddają Wielkiemu Gajowniczkowi najwyższą cześć. Porządek i harmonia były ich ideą przewodnią.

Wszelkie praktyki zaburzające kapłańską wizję natury budziły zazwyczaj święty gniew – krzyżowanie ze sobą zwierząt różnych gatunków, tworzenie nowych rodzajów drzew owocowych i zbóż, wyrąb lasu pod kolejne pola uprawne. Niektórzy kapłani dawali się jednak po pewnym czasie udobruchać - mimo wszystko bowiem, były to działania tworzące nowe życie. Wszyscy purpurowieli jednak z wściekłości i szczękali zębami zawsze i niezmiennie na jeden rodzaj „wynaturzenia” – gejozę.

Gejotycy, czyli ludzie dotknięci gejozą, wykazywali szczególne upodobanie do ewolucyjnego samobójstwa. Ponieważ preferowali kontakty matrymonialne jedynie w obrębie własnej płci, ich ludzkie dziedzictwo umierało wraz z nimi. Zdawało się im to jednak wcale nie przeszkadzać. Innym zresztą też nie. Dopóki Wojtas Redhead nie rozpoczął pierwszego pogromu.

Przez dwa lata fizyczne prześladowania gejotyków trwały regularnie, podsycane uważnie przez kapłanów Wielkiego Gajowniczka. Taktyka walki ze wspólnym wrogiem sprawdzała się całkiem nieźle – nowe rzesze oburzonych wiernych przewalały się przez święte gaje i zagajniki, spijając z ust homiletyków zapalczywie przez nich głoszone „święte prawa natury”. Niepokoje społeczne nabrały z czasem takiego rozmachu, że książę Janusz postanowił skończyć z niewygodną kwestią raz na zawsze. W ramach szeroko zakrojonej operacji administracyjno-militarnej, przesiedlono wszystkich pozostałych przy życiu gejotyków do pewnej zapadłej dziury na obrzeżach księstwa, aby tam żyli sobie podług własnych reguł. Na dworze książęcym liczono, że sprawa w końcu przycichnie, a gejotycy z czasem wyginą z braku potomstwa. Wśród przesiedlonych byli również niektórzy agenci Gildii Fajterów, których wydalono z organizacji na mocy nowego dekretu. To był pierwszy błąd w owej kampanii migracyjnej. Rozżaleni i wściekli agenci postanowili wyszkolić militarnie i operacyjnie nie mniej rozjuszonych całą sytuacją współtowarzyszy i towarzyszki z wioski. Początkowo ich nowo nabyte umiejętności miały stworzyć skuteczną zaporę przed ewentualnym pogromem, a wymagający trening służyć kanalizacji rozbujanych emocji. Wtedy jednak nastał drugi błąd całej kampanii. Ewentualny pogrom.

Z niewiadomego wówczas powodu, Wojtas Redhead zdecydował, że sprawy nie można tak po prostu zostawić. Być może uznał, że przesiedlenie gejotyków i pozostawienie ich w spokoju godziło w całą jego dotychczasową pracę kaznodziejską. Włożył w końcu sporo wysiłku w proces odrodzenia kultu Wielkiego Gajowniczka, a teraz fundament jego płomiennych kazań został po prostu zamieciony pod dywan. Może czuł się oszukany, a może zżerał go już fundamentalizm czy zwykła nienawiść. Zawsze milczał potem na ten temat. Kilka tygodni po zakończeniu kampanii przesiedleńczej, skrzyknął kilkudziesięciu najzagorzalszych neofitów i poprowadził rejzę na gejotyczną osadę. Nigdy tam jednak nie dotarli. Jej mieszkańcy wpędzili napastników w zasadzkę i wyrżnęli niemal do nogi. Ponieważ obrońcy mieli w swoich szeregach byłych członków Gidlii Fajterów, Wojtas Redhead postanowił przekonać księcia, aby ten zmusił organizację do „zajęcia się sprawą swoich ludzi”.

Z początku naczelnik Gildii opierał się, słusznie argumentując, że to już nie byli jego agenci, wydaleni zresztą za sprawą Wojtasa właśnie. Młodociany książę pozostawał jednak pod silnym wpływem Najwyższego Kapłana, nie odpuszczając szefowi Gildii. Po kilku tygodniach rozrób i powtarzających się napaści podburzonych tłumów na agentów i prowincjonalne delegatury organizacji, sędziwy Yoszko Flafi machnął ręką na całą sprawę. Chciał już tylko dożyć do emerytury – postanowił nie skorzystać z prawa do dożywotniego pełnienia funkcji naczelnika. Wydał stosowny rozkaz i o wiosce gejotyków nigdy więcej już nie usłyszano. Yoszko podał się niedługo potem do dymisji, dając początek nowej erze – kobiet na stanowisku naczelnika Gildii Fajterów.

Wybrana przez Radę po burzliwych obradach Beybe Prządka miała pokazać nową jakość organizacji. Liczono, że złagodzi nieco wizerunek Gildii po feralnym pogromie, który odbił się szerokim echem wśród ludności cywilnej i wstrząsnął morale agentów. Szło jej całkiem dobrze, dopóki do gabinetu nie wtoczył się tego dnia najwyższy kapłan Wielkiego Gajowniczka.

Prządka otworzyła oczy. Ze wschodu wiał od kilku dni mroźny wiatr. Ostatnie podrygi zimy, śmiali się lekceważąco mieszkańcy Kroke. Kobieta poczuła jednak dziwny niepokój słuchając zawodzących podmuchów. Zamknęła okno i zasiadła ponownie za biurkiem, obrzucając stos papierów na blacie zrezygnowanym spojrzeniem. Zastanawiała się właśnie, jaką linię obrony przyjąć odnośnie Sajmonelli podczas nadciągającej konfrontacji z księciem, gdy usłyszała nieśmiałe pukanie do drzwi. Do środka wsunęła się zafrasowana twarz Tomasza Cornamusy.

- Szefowo, można na słówko?

Beybe skinęła głową i wskazała mu odruchowo miejsce w fotelu po drugiej stronie biurka. Roztargniona jeszcze nieco po minionej rozmowie z najwyższym kapłanem, nie zwróciła uwagi na grobowy ton głosu szefa wywiadu. Zimny, wschodni wiatr trzasnął gdzieś niedaleko niedomkniętą okiennicą.

ˑˑˑˑˑ

Powoli spuścił wzrok z wieńczących horyzont ostrych, skalistych szczytów na idylliczną wręcz dolinę u jego stóp. W oddali dzieci sunęły łyżwami po zamarzniętych stawach z majestatem łabędzi zbierających się do lotu, zakreślając leniwe zygzaki na skutej lodem powierzchni wód. Zalegająca na świeżo spadłym śniegu cisza była tak błoga i głęboka, że mężczyzna niemal słyszał stonowane bicie swego serca.

Paladynowicz rozejrzał się niespiesznie wokół siebie. Zadumany nad ostatnim suchym liściem dyndającym na pobliskiej gałęzi, cudem ocalałym z zimowej zawieruchy, dał się ponieść refleksji nad banalną kruchością życia, nieprzewidywalnością losu. Między konarami mignęła ruda czerwień wiewiórki. Uśmiechnął się do siebie w myślach. Cudnie tu sielankowo, pomyślał, wyszarpując z pomrukującego u jego stóp strumienia głowę Lauma. Spojrzał pytająca na prychającą gębę odmieńca, ale w oczach bestii znalazł tylko zawzięty upór. Westchnął ciężko, spoglądając na pozycję słońca na niebie. To już trzecia godzina, a nie było nawet dotąd czasu na kawę… . Wątpliwość co do sensu dalszego przesłuchania, która pojawiła się znienacka, utopił w lodowatym strumieniu razem z głową Lauma.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania