Salon fryzjerski
Siedziałem niecierpliwie w salonie fryzjerskim. Naprzeciwko mnie wisiało stare popękane lustro. Podłoga wyglądała, jakby nikt tam nie sprzątał, od dobrych kilku lat. Czekałem już od dziesięciu minut by ktoś łaskawie poszedł i mnie obsłużył. Nagle poczułem, jakby coś ruszało się w kanapie, na której siedziałem, a gdy tylko wstałem, wybiegło z niej kilkadziesiąt myszy. Na dodatek potwornie się ich bałem, co wzmogło we mnie dodatkowe przerażenie. Miało już dosyć tej niekończącej się bezczynności i poszedłem poszukać właściciela zakładu albo chociaż jakiegoś pracownika. Obszukałem, prawię każdy zakamarek i nie znalazłem nic oprócz jeszcze kilkudziesięciu mysz i sterty kurzu. Zostało mi jeszcze jedno miejsce. W rogu znajdował się mały gabinet. Należał prawdopodobnie do właściciela. Był co ciekawe w bardzo dobrym stanie. Drewniane ścianki wyglądały na świeżo malowane. Z wnętrza zaczęły niespodziewanie dobiegać dziwne hałasy. Moja pewność siebie w jednej chwili po prostu wyparowała. Powoli jak najciszej podszedłem do drzwi i mimo tych dziwnych dźwięków pociągnąłem za klamkę. Gdy tylko je otworzyłem, z wnętrza jednym sznurem wybiegło kilkaset szczurów. Szybko wskoczyłem na stolik obok mnie który ledwo stał taranowany przez gryzonie. Gdy było już w miarę bezpiecznie, wszedłem do gabinetu. Wyglądał on w środku tak samo paskudnie, jak cały salon. Widocznie ktoś zrezygnował z odnowienia go wewnątrz. Moją uwagę przykuły narzędzia fryzjerskie na biurku. Były to głównie nożyczki. Nie byłoby w tym nic niepokojącego, gdyby nie fakt, że wszystkie były zakrwawione. Przeszukałem wszystkie szuflady w gabinecie i znalazłem więcej tego typu rzeczy, a nawet stare już przerdzewiałe brzytwy. Pomyślałem, że to raczej nie salon fryzjerski dla mnie i szybko skierowałem się w stronę wyjścia. Już miałem otworzyć drzwi gabinetu, kiedy zobaczyłem przez szklane drzwi zarys sylwetki. Przeraziłem się, bo wiedziałem, że właściciel nie zajmuję się raczej strzyżeniem. W ostatniej chwili zdążyłem schować się za dużą skórzaną sofę. Ukradkiem spojrzałem na mężczyznę wchodzącego do środka. Wyglądał na przygnębionego. Zresztą nie dziwiłem mu się. Jego zakład bynajmniej nie był najpopularniejszy. Podszedł do jednej z szuflad i wyjął najlepszą brzytwę. Sprawdził dokładnie czy jest naostrzona. Myślałem, że się chce ogolić, ale on przytknął ją sobie do szyi i przejechał po krtani, mocno ją do niej dociskając. Wybiegłem zza sofy, ale było już za późno. Biedak wykrwawił się na śmierć. Nagle do gabinetu weszła policja i to właśnie w tej chwili, gdy podniosłem z podłogi zakrwawioną brzytwę. Wyszło na to, że to ja go zabiłem. Widocznie właściciel wezwał ich przed popełnieniem samobójstwa. Chciałem im to w jakiś sposób rozsądnie wytłumaczyć, ale popełniłem największy błąd, jaki mogłem, gwałtownie wstałem, a reakcja funkcjonariuszy była czysto instynktowna, po prostu strzelili.
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania