sam z ciszą
wśród krzyku i zgiełku –
cisza arcydziełem,
bo mówi wyraźnie,
że nic nie ma celu.
gdy świat się rozpada,
ona jest spoiwem,
wiecznym, obojętnym,
pustym i prawdziwym.
zbieram w niej myśli,
co chaos rozrzucił,
by w jej czystej czerni
z sensem się kłócić:
wszystko wyszło z niczego
i w nic musi wrócić.
a
cisza spływa na rany świata
jak chłodny jedwab,
gasi pożary zbytecznych słów,
kołysze zmęczone lęki.
stała się domem
bez ścian i dachu,
w którym bezpiecznie
można nie być.
przesiewam przez palce
okruchy minionego dnia,
błyski minionych wzruszeń,
które tak głośno krzyczały
do wieczności o wieczności.
teraz, otulone czernią,
bledną łagodnie,
wtulają się w nicość
jak dziecko w ramiona matki.
nie ma w tym smutku,
a wręcz ukojenie.
gwiazdy gasną bez żalu,
rzeki bezgłośnie
oddają się morzu, a my,
zmęczeni własnym tętnem,
rozplatamy palce.
pozwólmy myślom odpłynąć
w tę czystą, ciemną głębię.
niech zatonie w niej
każdy niedokończony gest.
jesteśmy tylko szeptem,
który lada chwila
zostanie najpiękniej
wysłuchany –
przez wieczne, milczące nie,
bo...
Komentarze (1)
Odpadłem po - wyraźnym mówieniu ciszy - zwłaszcza ze nie znalazłem wzmianki, iż peel głuchy, bez aparatu
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania