Samotność jak tanie wino
siedzę w tej pieprzonej kuchni
z kubkiem zimnej kawy,
radio wyje coś o miłości,
a ja nawet nie pamiętam
kiedy ostatni raz
ktoś powiedział moje imię
bez powodu.
czasem myślę,
że nawet ściany się ode mnie odwracają
jakby miały dość mojego jęczenia,
jakby chciały, żebym w końcu
zamilkł
i zniknął.
nie mam już w sobie nic
co byłoby warte ocalenia —
ani talentu,
ani serca,
ani odwagi,
tylko papierosy,
butelka taniego czerwonego
i kupa złamanych obietnic,
których nikt nie chciał słuchać.
ludzie mówią: kochaj siebie,
a ja się pytam: za co, do cholery?
za to, że przegapiłem wszystko,
co ważne?
za to, że nawet cień mnie unika?
samotność to nie cisza.
to echo twojego głosu
odbijające się
od pustki,
która nawet nie ma
ochoty odpowiedzieć.
więc siedzę
i piszę to dla ciebie,
jeśli w ogóle istniejesz.
jeśli kiedykolwiek czułeś się
tak cholernie nieważny,
tak przeźroczysty,
że świat
nawet nie mrugnął,
gdy przeszedłeś obok.
to nie jest poezja.
to tylko krzyk.
ale dziś to wszystko,
co mi zostało.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania