Sąsiadkość.
Opadły już wszystkie obłoki,
sieją burzę gdzieś na pustkowiach,
a ja zbieram habry, maki, stokrotki
i zakopuję je na rozdrożach.
Im głębiej kopię, tym jesteś bliżej,
na przestrzał odgarnę piach i glinę,
z której powstanie pierwszy człowiek.
Ten, ktory stanie się rybą w wodzie,
rakiem w fakturze wiatru,
a z czasem również moją śmiercią,
skoro tak trzeba.
Póki co nadal kopię, choć nie czuję rąk,
z piachu i gliny powstaje nawet nie dom,
szałas zaledwie.
Zamieszkam w nim dopóki nie przyjdzie czas
i nie postuka mnie w ramię, którego nie mam,
bo opadło razem z obłokami, z których
wyłania się postać, pierwsza od wieków,
zawsze pierwsza.
Przygląda mi się przez chwilę, a potem odchodzi,
najwidoczniej niezadowolona.
Otwiera kotarę swojego szałasu
i znika.
I nie ma już chmur, droga jest jedna,
a ja nadal wiem tyle, co napłacze kot.
Komentarze (8)
Zostawiam sobie uczucie zdziwienia (..
bo opadło razem z obłokami, z których
wyłania się postać, pierwsza od wieków,
zawsze pierwsza.?
Tyle, co kto napłakał (..
Nie podoba mi się, bardzo nieudolne.
Chociaż. Wybrnąłes tytuł. Więc wiesz, że nieudolne.
O jak deszczowo, że smutno
O jak mnie wicher znosi
O jak mnie znosi wicher
O żeby to wiedział!
No jasne ja bym wiedział!
Szalej, długopis.
Mleczko figowe.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania