Satynowa noc (rozpad)

Leżę

Wciąż w tej samej sukience,

Którą zsunąłeś bez pytania.

 

Twoje palce —

Krótkie błyski czułości

Przed kolejną nieobecnością.

 

Satyna przykleja się do skóry.

Wiedziałam,

Że jutro znów będę sama.

A przecież mówiłeś —

„to tylko jedna noc”.

 

Twoje cienie

Jeszcze są na mojej szyi,

W oddechu,

Który przerywa się w połowie imienia.

 

Nie umiem już zasypiać

W tej pustce,

Którą zostawiasz.

 

Czy to wciąż miłość,

Jeśli boli bardziej,

Gdy wracasz,

Niż gdy znikasz?

 

Dziś nie zapaliłam światła —

Już nie chcę widzieć

Tego, co zostało po nas,

Po mnie...

 

Satyna

Jeszcze pachnie tobą.

Ale

To tylko samotność,

Która nauczyła się brzmieć

Tobą.

Średnia ocena: 3.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (3)

  • Starszy Woźny 7 miesięcy temu
    Inny zapis, ale styl ten sam.
    charakter i cień zawsze i wszędzie są przy człowieku.
    NO!
  • PatrycjuszKR 7 miesięcy temu
    Piękny przekaz 5
  • piliery 7 miesięcy temu
    Kiedy czytałem, nasunęło mi się wrażenie, że ten wiersz jest "czysty". Tak.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania