SAVE ME
Dzwonek na lekcje ogłuszył moje uszy, wypełnione marzeniami i najróżniejszymi myślami bądź też przemyślenimi nad pewnymi decyzjami. Po prostu cały byłem w swoim świecie, w moim lepszym świecie i jedynym w którym jestem żywy, i gdzie mogem być prawdziwym sobą.
Nie obchodziły mnie już(a może sobie tylko to wmawiałem...) w tym momencie docinki moich "kolegów", którzy próbowali mnie sprowokować i wyrywali kartki, których jak dobrze wiedzieli chroniłem przed wszystkimi. Były tam wiersze, piosenki, kolejne opowiadania jak i pomysły na nie. Cóż...chroniłem je przed nimi, ponieważ... No jak pewnie każdy wie, kto widział chłopaka w tych czasach, który pisze wierszyki i pioseneczki? ale i z powodu, że na tych kartkach byłem ja, ten właściwy ja...No właśnie, teraz górują imprezy, dziewczyny(a raczej chwalenie się zaliczeniem ich pozbawiając najcenniejszej rzeczy i dając nadzieje, że po tym zdarzeniu będzie coś więcej...) i alkohol. Ja taki byłem i wciąż patrząc w lustro brzydzę się swoim odbiciem. Tak to bywa, jak chcesz się przypodobać kolegom... A potem tego żałujesz...żałujesz do bólu.
Zacznijmy od początku. A na prawdę miałem długie dzieciństwo i nie najmilsze. W drugiej klasie jako cichy i dość dziwny dzieciak z potarganymi czarnymi, przydługimi włosami byłem...no...gnębiony przez inne dzieci, a mianowicie obrzucony zabawkami lub nawet bity przez dziewczynki, niekiedy dzieciaki wołali na mnie, że się nie myję z powodu włosów. W końcu już w 2 klasie zostałem bez przyjaciół. Co prawda, to tylko druga klasa, tylko od tego właśnie się zaczęło. Przez całą podstawówkę praktycznie zostałem uznany za szkodliwe powietrze, którzy zarówno klasa jak i cała szkoła jak tylko mogli znosili, modląc się by ono rozpłynęło się aby mogli swobodnie odetchnąć świeżym, czystym tlenem. Możliwe że wyolbrzymiam, chociaż jak teraz patrzę lata wstecz i widzę małe, chude, czarne popychadło, kompletnie nawet choć trochę nie szanowane przez swoich rówieśników, nie było za fajnie. I tu przyznam się, pod koniec 6 klasy doszło do mojego samookaleczenia. Nie, nie jestem chory psychicznie, po prostu...hm...sam nie wiem jak to opisać, może to była chęć sprawdzenia jak to jest(bynajmniej tak wytłumaczyłem się mamie), albo mnie to przerosło wszystko. I tu też trochę szczerości - nie przeszkadzało mi, że nic a nic ich nie obchodziłem, mogłem sam chodzić do biblioteki i podczytywać bez wytykania palcami, pisać co mi się chciało, przez brak partnera w ławce, który wlepiałby swoje ciekawskie ślepia w świątynie strof mojej nowej piosenki, piosenki wyrażających moje uczucia i emocje, bo tylko tak moge je z siebie wyrzucić i jakoś pozostać przy życiu...ale to do czasu. Każdy miał by dość ciągłego traktowania go jak powietrze, w końcu ja oglądawszy klasowych błaznów, zapragnąłem być jak oni. Wiecznie rozbawieni, mieli pomysły na żarty, którymi rozbawiali resztę klasy. Lubiani przez nauczycieli i wszędzie znani...
Dalej w pierwszej klasie gimnazjum postanowiłem pójść za radą moich bliskich i otworzyć się przed moimi hę, przyjaciółmi. Tak więc, poszedłem skrócić i wyrównać włosy, tak że były nie za krótkie i nie za długie, tak by też nie były obcięte na typowego pędzla. Następnie lepsze rzeczy, ciuchy... Zacząłem gadać z dziewczynami i "bawić się" na lekcjach z chłopakami. Przynajmniej starałem się, ale gdy patrzyłem w oczy innych w mojej klasie podczas żartowania, widziałem tylko dezaprobatę. Oni nie chcieli przyjąć nowego mnie, zapamiętali mnie jako tego starego Jay'a. Moja zmiana przybrała całkowicie inny kierunek od zamierzonego, było coraz gorzej. Za plecami mówiono, że mój charakter jest poniżej krytyki, choć tak na prawdę mnie nie znali, ja dopiero wtedy zacząłem dawać im się poznawać. Ale spotkało mnie tylko "on jest spoko, ale w *uj chamski" "Jest nie miły, nie lubię go i zdania nie zmienię".
Postanowili bardziej dopiec i nowe osoby w klasie, z którymi wiązałem nadzieje zaczęły odwracać się od mojej osoby za sprawą pieprzonych plot. Nie zniechęciłem się pomimo przepłakanych, niektórych dni. Dalej wariowałem na przerwach i śmiałem się na lekcjach. Nie reagowałem nawet zbytnio na kolegę, który próbował do ostatka zniszczyć moją psychikę. Udawałem i śmiałem się z tego, niestety w domu rozrywało mnie to od środka, dawając cichy ból, który odpychałem w budzie.
Tylko, że w pewnym momencie wszystko sięgnęło zenitu, gdy dowiedziałem się do wypisują o mnie w internecie. A dokładnie na grupie klasowej, w której mnie nie było...stwierdzili, że dla nich jestem kompletnym wyrzutkiem :)
Zmieniłem szkołę. Przez jeden semestr wszystko było jak w najlepszym porządku, zaczął się mój nowy rozdział. Potem osoby znające się z osobami z mojej starej szkoły, zaczęły dostawiać plotki na mój temat. I tak przez kolejne lata moje życie nic a nic się nie zmieniło, nadal byłem popychadłem, a w późniejszych klasach chyba zastosowali na mnie wszystkie możliwe brzydkie słowa w moją stronę, tylko że ja już nie zwracałem na to uwagi, musiałem to dusić w sobie, aż zostałem uduszony.
No i wisienka na torcie, czyli moi rodzice, wiecznie kłócąca się para, która nie wie, że ma syna...i kosz od dziewczyny w której jesteś zakochany od sam nie wiesz kiedy, która i tak wie, że jesteś wyczerpany i wyprany z emocji, i prosisz tylko o chwile bliskości i wsparcia, a *uj.
Życie bajka, no nie? :)
Obecnie jestem uczniem klasy trzeciej liceum. Tak, tu też próbowałem wtopić się w otoczenie, ale moja obecna teraźniejszość(pierwszy akapit)mówi, jak mi teraz jest. Moja klasa jest mi teraz obojetna i ich docinki, bynajmniej chce by tak było, ponieważ moje serce buzuje niemiłosiernie, przy tych żartach. Oraz nie dlatego, że "nie zwracaj na nich uwagi.... Pfff", bo ocena otoczenia w której będziesz się obracał w większości swojego życia jest serio ważna, ale dla tego, że mnie już tutaj nie ma.
--------------------------------
JuliaCore, początkująca :3
Niestety, potrzebny był wstęp...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania