Scenariusz filmu (raczej animowanego)
<<< Cienie obserwatorów>>>
Scena I
Do miasta wkraczasz---/--- idziesz nieznanymi ulicami---/--- szukasz mieszkańców, ale mieszkańcy tych domów ukryli się gdzieś we mgle---/--- mieszkańcy tych ulic, placów, zaułków patrzą na ciebie zza witryn sklepów, obserwują ciebie z czeluści mrocznych bram i podwórek--- Ich twarze nieczytelne --…--- jakby ukryte za kotarą porannego światła, jeszcze wątłego, ale stopniowo coraz silniejszego --- ich twarze ukryte za ostatnimi pasmami nocy, która powoli się cofa, ale dzień jest jakby poczerniały, dzień wydaje się „spłowiały”;; przypomina starą fotografię rodzinną ----/--- jest wcześnie rano, a ty idziesz jakąś wąską ulicą barokowego miasta --- /--- dochodzisz do jakiegoś placu (wszędzie jest pusto, chociaż wiesz, że mieszkańcy nie wychodzą z domów. Wiesz, że mieszkańcy patrzą na ciebie z mrocznych czeluści bram; wiesz, że mieszkańcy tych domów ukryli się za delikatnie błyszczącymi szybami witryn sklepowych … Ale sklepy o tej porze nadal są zamknięte … I będą zamknięte do końca tego i wielu dni…)
- jaka to pora roku? Tego nie wiem… Tego nie wiem… Miałem wrażenie, że jest to poranek na początku zimy. Teraz wiem, że mogła to być wczesna wiosna--- Ależ nie, to był deszczowy i wyjątkowo chłodny dzień w połowie maja….
- Patrzysz na swoje dłonie i widzisz tylko swoje dłonie--- Nie idziesz aż tak szybko—ulicami, zaułkami, placami tego miasta wędrujesz takim krokiem, jakim zazwyczaj spacerowałeś po parku lub po miastach, które zwiedzałeś w czasach twojej młodości---
Chyba ktoś się zbliża? Za plecami słyszysz kroki kilku, a może kilkunastu osób?
Ktoś coś mówi, masz wrażenie, że ludzie, którzy za chwilę ciebie wyprzedzą, mówią kilkoma językami jednocześnie----/--- Ależ nie, myliłeś się, to jakieś złudzenie; teraz już słyszysz wiele słów, które znasz od zawsze… Tak, oni mówią twoim językiem….
Ci ludzie są coraz bliżej--- za chwilę wyprzedzą cię i pójdą dalej---/--- postanowiłeś zapytać ich o cokolwiek, na przykład o drogę do rynku--- postanowiłeś poznać nazwę tego miasta i jego historię//// grupa ludzi jest coraz bliżej--- /--- powiew wiatru uderza cię w plecy i prawie przewraca na chodnik, za chwilę upadniesz na kocie łby jezdni---/--- ale nie jeżdżą tędy samochody---/--- gdzie się podziały samochody, autobusy, jakiekolwiek pojazdy?
Grupa nieznajomych jest coraz bliżej. Zamiast wyraźnych kroków słyszysz jakiś szelest, łagodny szum drzew, który znasz z połowy października---///>>>
- Porwał cię powiew jesiennego wiatru; ta fala niosła pożółkłe liście --- teraz jesienne liście są już daleko przed tobą---//// ---- te liście wyglądają jak ludzkie dłonie----/--- nikogo za twoimi plecami, ani przed tobą nie było. To wiatr, który prawie ciebie doganiał, niósł wielką chmurę żółtych liści---
Tylko liście przypominające ludzkie dłonie unoszą się ponad chodnikami, ponad kocimi łbami--- ludzi nie było w pobliżu--- Dlaczego nieznajomi mieliby się włóczyć ulicami miasta o tak wczesnej porze?
Liście jak piękne dłonie wykonują jakieś piruety, poruszają palcami, wydają się zapisywać słowa, kreślić nuty----/--- Teraz rysują portrety zapamiętanych postaci, rysują martwe natury--- takie zręczne, biegłe we wszystkich sztukach znanych (ludzkości)----/-----
Skąd wiesz, że one cokolwiek rysują, zapisują jakieś słowa, kreślą nuty?
Wielka chmura liści wyprzedziła ciebie--- one wesoło tańczą na wietrze, a ty przypisujesz im umiejętność zapisywania trudnych rymów, rysowania portretów ludzi, których pamiętasz sprzed tylu lat…
Jesteś sam w ten wiosenny poranek--- samotnie wędrujesz labiryntem ciasnych uliczek w ten zimowy wieczór--- zatrzymujesz się na jakimś placyku o trudnej do określenia wczesnej godzinie na początku lata--- Nie potrafisz zdemaskować czasu, który bawi się tobą i wciąż zmienia pory roku----/---
Scena II
Zbliżasz się do rynku miejskiego---/// Nikogo nie spotykasz, ale widzisz cienie jakichś ludzi w sklepach, za szybami okiennymi mieszkań /// Na drugim końcu rynku dostrzegasz barokową fasadę jakiegoś muzeum, obok znajduje się galeria malarstwa---////--- światło porannego słońca za cienką warstwą mgły---// przez chwilę światło wypełnia rynek tego miasta,,,, robi się jakoś dziwnie radośnie,, a twój nastrój staje się jakiś uroczysty, prawie podniosły;;
Wszystko trwa bardzo krótko, teraz znów jest szaro. Oto ponury zimowy poranek----
Scena III
Zbliżasz się do domów stojących przy rynku, ale one cofają się, jakby uciekały przed tobą; po chwili prawie wszystkie domy „redukują się” do prostych konturów/// kontury budynków zatrzymują się i stają się jakby przezroczyste. Teraz możesz przejść przez każdy z obiektów, który jeszcze przed kilkoma minutami był domem stojącym przy rynku. Pojawiają się również mieszkańcy tych domów. Mieszkańcy początkowo są zredukowani do konturów, po chwili przekształcają się w cienie, cienie gęstniejące, wypełniają się intensywną czernią.
Scena IV
Nagle wyrasta przed tobą wysoki mur z czerwonej cegły, przed którym musisz się zatrzymać. Dostrzegasz poszczególne cegły, widzisz jakieś pęknięcia, odłamki cegieł leżą na chodniku. Niektóre cegły oznaczone są jakimiś symbolami; może są to pieczęcie cegielni sprzed dwustu lat…?
Jesteś coraz bliżej wysokiego i długiego muru, teraz widzisz coraz więcej szczegółów--- nagle masz wrażenie, że koś stoi za tobą i uważnie ciebie obserwuje. Słyszysz delikatny szelest, ktoś wypowiada jakieś słowa, ale nie rozumiesz ich sensu. W jakim języku rozmawiają ci ludzie?
Ani za tobą, obok ciebie, ani przed tobą nikogo nie ma. Doszedłeś do wysokiego muru i jesteś sam.
To cienie przelatują nad twoją głową i tańczą na ekranie wysokiego muru z czerwonej cegły. Cieni jest coraz więcej. Pojawiają się cienie pięknych budynków: jakieś pałace, bogate kamienice mieszczańskie; ulicami miasta najpierw jeżdżą wozy konne ciągnięte przez zwaliste perszerony; gdzieś przemykają lekkie powozy tutejszych arystokratów; wreszcie sceneria się zupełnie zmienia. Teraz widzisz pierwsze samochody. Po chwili jest ich coraz więcej. Wspaniały ruch cieni na ekranie tej ściany------/--- Ale obraz się gwałtownie zmienia. Teraz toczą się jakieś wojny; miasto płonie i obraca się w morze ruin--- Co dalej? Dalej wciąż te same dzieje….
Ale ty obserwujesz pasjonujący teatr cieni. Nieznany reżyser zabiera cię do innych miast, na dalekie kontynenty----/--- Dzięki temu możesz obserwować spektakl cieni, który trwa, ale wszystko w nim się powtarza--- wszystko się powtarza w nieskończoność--- w nieskończoność---
------------------------------------------------------------------
Myślałem o filmach Zbigniewa Rybczyńskiego i Zdzisława ( Zdzisława?) Kudły
lipiec-sierpień 2024
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania