Scherzo na cztery pelargonie i więcej (lub miłość domorosłego ogrodnika)
"
Pytasz, Miła, kiedy zadzwonię?
Kiedy do Ciebie zadzwonię?
A ja pracuję, pracuję na balkonie...
Ach zadzwonię, zadzwonię...
Niech tylko zakwitną cudne pelargonie...
Czekaj, proszę, czekaj..
Już telefon chwytam w twarde dłonie...
A na balkonie...Co tam się dzieje?
Tam już zakwitły cztery pelargonie...
Czekaj, Miła, czekaj...
Już tylko wrony, kruki i kawki pogonię...
I do Ciebie zadzwonię...
Ach te pelargonie, moje pelargonie...
--------
Po chwili nastąpiło zamieszanie koszmarne
Wrony i kawki rozdziobały moje pelargonie...
Pozostawiając jedynie ich strzępy marne...
Ach te pelargonie, moje pelargonie....
------------ ----
Ten błahy tekst napisany rymem prosto z Częstochowy to tylko skromny żarcik...
Jak i kiedy powstał? Oto jego geneza:
Piszę teraz, co tylko przychodzi mi do głowy..
A rymy?
Rymy biorę prosto z Częstochowy...
Tak oto rozmyślam, marzę, bawię się słowami i żongluję...
Słowa układają się w zdania, ze zdań powstają łąki, lasy, kwiaty przed moim domem, róże, które na powitanie kiwają głowami
I cztery pelargonie, pelargonie samotne...
-----------------------------------------------------------------------------------------------------
"Złota myśl nr 1"
Nikt nie potrafi kochać tak romantycznie i nieszczęśliwie jak domorosły ogrodnik...
(zakochany ogrodnik i jego pies na brzegu rzeki)
Komentarze (3)
Jeden lubi pelargonie, a drugi woli begonie, trzeci woli wąchać bez, wśród tych trzecich jestem też.
Nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego, usiadłem na brzegu niewielkiej rzeki obok ogrodnika-amatora,; w pobliżu brodził w płytkiej wodzie jego wierny pies- skromny szary kundelek. "Róże to królowe dumne i fałszywe, ale pelargonie to takie kundelki wśród kwiatów- powiedział mój nowo poznany przyjaciel. " Kiedy przychodzimy tutaj wcześnie rano lub wieczorem, rozmawiam z kwiatami i wszystkimi innymi roślinami"- kontynuował po chwili milczenia. Prosty świat, ale jaki miły- krajobraz nad starorzeczem czegoś znacznie większego. Kilka kilometrów dalej płynie ogromna rzeka, a tu jest jakoś tak spokojnie, pozorna martwota... "Wiesz, wczoraj ptaszyska zniszczyły moje kwiaty na balkonie i w ogródku"- powiedziałem. " "Kwiaty to całe epoki na wyciągnięcie ręki"-powiedział mój rozmówca; jakąś dróżką, a następnie przedmiejską ulicą dotarłem na stację kolejową; echo nadjeżdżającego pociągu zdawało się zataczać szerokie kręgi, odbijało się od ściany lasów i powracało, a następnie uciekało gdzieś w pustą dal. Wieczorne słońce, łagodne powietrze i pusty peron...Pociąg już odjechał, teraz będę mógł spokojnie posiedzieć w bezruchu...
Pewne rzeczy dzieją się tak po prostu, zupełnie bez celu i jakiegokolwiek sensu; teraz czas przesuwał się w tempie ślimaka. Siedziałem w bezruchu na peronie i było mi dobrze, tak dobrze... Następny pociąg przyjedzie dopiero za trzy godziny... O niczym innym nie marzyłem...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania