Schody - Prolog
Prolog
„ Ból przyćmił strach, a ciemność uśmierzyła ból.”
Emma Bull „Wojna o dąb”
Ona wystraszona jak mała dziewczynka,choć już wcale nią nie była,schodziła w dół w głąb strasznej, ciemnej, śmierdzącej stęchlizną piwnicy, jej strach był aż namacalny, tętno wciąż się wznosiło jak by miało osiągnąć stan krytyczny i wszystko chciało się skończyć, wgłębi duszy właśnie tak by chciała by ta śmierć nadeszła szybko i byle nie od tego co siedziało tam, tam na dole. Straszne dźwięki narastające im głębiej się znajdowała coraz bardziej ją przytłaczały. To coś czuło jej strach i doskonale wiedziało czego oczekuje- litości ale „To” nie zna znaczenia tego słowa, śmierć też nie, ona robi co swoje i odchodzi, dotyka naszej duszy swoimi kościstymi palcami, szarpie naszą wole i dusi przyszłość której dziewczyna i tak już nie widziała, to co czuła nie dawało jej nadziei, to co miała zaraz ujrzeć zjeżyło by ci włosy na głowie źrenice szeroko otworzyły by się na ten obraz choć błagałbyś i płakał. Dziewczyna w swojej prawej dłoni niosła małą latarkę z migoczącym światłem zwiastującym wyczerpanie się baterii, lewą natomiast trzymała cię śliskiej, lepkiej od wilgoci ściany, starała się stąpać powoli bo schody były niepewne i zdradliwe, stukot obcasów o kamienne stopnie przyprawiał ją o mdłości gdyż wiedziała że To słyszy najmniejszy nawet dźwięk którego tak za wszelką cenę chciała uniknąć wstrzymując nawet oddech, dochodziła już do ostatniego stopnia gdy zdradziły ją jej piękne obcasy i potknęła się, na szczęście zdążyła opanować swoje miękkie jak watę nogi i nie runęła jak kłoda budząc ów stworzenie, lecz dłonie miała tak lepkie od potu że latareczka wypadła jej z dłoni i z głośnym brzdęknięciem upadła na podłogę, w głębi duszy prosiła by To jej nie usłyszało, nagle poczuła coś co narastało w niej od pierwszego kroku na tych piekielnych schodach, to nie było to co czuła przed chwilą, to było więcej niż strach, to była wściekłość- Głupota największa głupota że dałam się na to namówić że zachciałam w ogóle pomyśleć o tym aby tu wejść- przez chwile łudziła się jeszcze że może uciec. Głupota, tym bardziej że jej kolega Max przyszedł tu chwile przed nią i z przerażającym krzykiem dochodzącym na górę zniknął w czeluściach piwnicy- Gdyby coś się stało proszę przyjdź do mnie nie chcę tam umierać sam- powiedział Max trochę egoistyczne ale nie mieli nikogo poza sobą więc życie bez jednego nie miało by sensu, dobrze o tym wiedzieli. Nie chciała umierać, ale schodząc nie miała zamiaru, pomyślała że znajdzie go zaprowadzi całego na górę i wszystko skończy się dobrze a z „problemem” poradzą sobie inaczej -Szybka decyzja trzeba uciekać moja śmierć nie przyczyni się do niczego- Stwierdziła, ten pomysł wpadł jej do głowy gdyż tak się przestraszyła dobiegającymi odgłosami iże nie miała więcej odwagi, wykrzesała z siebie resztki sił i zaczęła biegnąc po schodach w stronę wyjścia, dodatkowym utrudnieniem był brak światła co chwile potykała się i upadała miała wrażenie że schody ciągną się w nieskończoność aż wreszcie dotarła do drzwi- Co jest grane! Te drzwi zostawiłam otwarte, same się zamknęły ? - przerażona, w rozpaczy, ze łzami w oczach z całych sił zaczęła trzaskać pięściami w drzwi aż poczuła przeszywający ból, ale kto by mógł ją usłyszeć? Czuła że coś się zbliżą coś biegło za nią i zatrzymało się tuż za jej plecami jego oddech wyczuwała na karku, poddała się i osunęła się na ziemie nie wytrzymała nie miała sił, starała się nie otwierać oczu, nie chciała widzieć co się kryje w ciemnościach, skuliła się mając nadzieje że tak uniknie ciosu, krzywdy, bólu ? Wyciągnął dłoń i położył jej na ramie, ciągną zmuszając ją by spojrzała na niego.
Komentarze (6)
ps. może zmienisz zdanie :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania