Ściana na Komuny
Wtorek
Do obrony został tydzień. Tydzień i ponad pięć lat studiów będzie w końcu za mną. Już nigdy więcej nie dotknę książki. Farmakologia, biofizyka i ta jebana chemia organiczna – Wiki odstawiła piwo i wyciągając fajki zapytała – to co idziemy zapalić?
Środa
Stół w kuchni, na nim kawa i książka.
-- Jadłaś coś? - pytanie wyrwało mnie z powtarzania wzorów.
-- Nie, podgrzejesz coś?
-- Pierogi?
Chwilę później jedliśmy już wspólnie.
-- Co u Ciebie? Poza książkami.
-- Poza tym nic, za tydzień mam obronę.
-- 6 dni.
-- Musisz? Musisz być tak dokładny?
-- Dobra zluzuj, jak było wczoraj?
-- Dobrze, kilka piw w Rejsie, a jeszcze muszę skończyć rozdział bo...
-- Miało być bez studiów.
-- A i znowu miałam ten sen.
-- Ten z magicznym pokojem?
-- Ta, tym razem prawie tam weszłam.
Czwartek
Podnoszę się z łóżka, oglądam ręce, na ścianie wisi kalendarz pokreślony na czerwono. Idę do kuchni, wstawiam kawę, poranna toaleta, wracam korytarzem, otrzepując ręce z zimnej wody. Ściana po prawej wygląda dziwnie, unoszę rękę - budzę się, jest środek nocy, przewracam się na drugi bok i próbuje zasnąć. Janek jak zwykle śpi w najlepsze.
Podnoszę się z łóżka, oglądam ręce, na ścianie wisi kalendarz pokreślony na czerwono. Idę do kuchni, wstawiam kawę, poranna toaleta, wracam korytarzem, otrzepując ręce z zimnej wody. Ściana po prawej wygląda dziwnie, rozglądam się. Drzwi frontowe, drzwi do sypialni, kuchnia, łazienka. Wszystko wygląda normalnie. Tylko ściana, tu powinno być, jak to się nazywało, takie do wieszania kurtek. Próbuje odsunąć szafkę z butami – budzę się, kurwa, nigdy tam nie wejdę. Tej nocy już nie zasnęłam.
Piątek
Podnoszę się z łóżka, oglądam ręce, na ścianie wisi kalendarz pokreślony na czerwono. Przyglądam się, przy dacie dwa duże czerwone wykrzykniki. Samej daty nie mogę rozczytać. Idę do kuchni, wstawiam kawę, poranna toaleta, wracam korytarzem, otrzepując ręce z zimnej wody. Ściana po prawej wygląda dziwnie. O znowu tu jestem, spokojnie tylko się nie obudź, a może uda Ci się w końcu zobaczyć co tam jest. Delikatnie dotykam ściany, chropowata. Ściana po lewej też chropowata. Po co ja to sprawdzam? Odsuwam szafkę. Metalowe drzwiczki. No to jest mój dodatkowy pokój. Już pamiętam poprzednie sny i wraca do mnie myśl, a może pytanie? Czemu nie korzystam z tego pokoju? Przyglądam się dokładniej. Na drzwiach biały napis, chyba po niemiecku. No tak, budynek jest z 1906 roku. Skąd ja to wiem? Nie istotne, próbuje rozczytać tekst - budzę się zlana potem.
-- Janek! Janek znowu! Ciągle ten sam sen.
-- Jest środek nocy, spróbuj zasnąć.
Sen powtórzył się jeszcze kilka razy, drzwiczek małych jak dla liliputów dalej nie udało się otworzyć. Kolejny dzień spędzony z książkami, wieczorem impreza, wiadomo trzeba się zrestartować. Głowę od nauki, a myśli od powracającego snu.
Sobota
Podnoszę się z łóżka, oglądam ręce, na ścianie wisi kalendarz. Znowu? – budzę się. Druga w nocy, idę do łazienki, jednak było jedno piwo za dużo, jutro czeka mnie kac. Wracam korytarzem, otrzepując ręce z zimnej wody. Zaraz, zaraz, jest tak jak we śnie. Patrzę na ścianę, jest wieszak i są kurtki, szafka na buty stoi tam, gdzie zawsze. Śmiejąc się odsuwam szafkę. Gdyby Janek mnie widział to dopiero by się uśmiał. Za szafką zwykła ściana. No tak czego się spodziewałaś? Zasuwam szafkę, może teraz będzie spokój ze snami.
Podnoszę się z łóżka, oglądam ręce, na ścianie wisi kalendarz pokreślony na czerwono. Idę do kuchni, wstawiam kawę, poranna toaleta, wracam korytarzem. Z całej siły przewracam szafkę, Drzwi są inne niż ostatnio. Drewniane, proste, trochę większe. Otwieram. W środku ciemno, nic nie widzę – budzę się, z myślą o latarce. Tej nocy sen powtarza się jeszcze 2 razy, nie udaje mi się jednak zajrzeć do środka.
Przed wyjściem Janka do pracy, opowiadam mu sytuacje z nocy. Proszę, aby spojrzał ze mną na ścianę. Zamienia sytuacje w żart, ale patrzy. Razem odsuwamy szafkę, puka w ścianę i siebie w czoło dając znać co o tym myśli. Przeciera ścianę ręką, zagląda za kaloryfer, patrzy przy listwie, obstukuje podłogę - wszystko git, widzimy się wieczorem.
Dziś przerwa od nauki, kawa, śniadanie. W końcu posprzątam chatę, ostatnie tygodnie były ciężkie. Łazienka, kuchnia, podłogi. Brzmi jak plan. Trzy godziny później mieszkanie wygląda cudnie, poszło szybciej niż się spodziewałam. Kawa i fajka. I nawet ten sen tak bardzo mnie nie rozpraszał jak wzięłam się za robotę. Popijając kawę, opukuje ścianę, idę do sypialni, która znajduje się po drugiej stronie. Pukam i nic. To stara kamienica. Ściany są grube. Tępy dźwięk przy pukaniu to chyba ściana nośna czy jakoś tak. Pukam w drugą, dźwięk podobny. Cienka ściana do kuchni wydaje inny dźwięk. I co? I nic, tyle wiem o ścianach i o dźwiękach jakie wydają. Odstawiam kubek z kawą. W szafce z mopem jest skrzynka z narzędziami. Patrzę, ale nic nie wygląda na coś czym mogłabym sprawdzić grubość ściany, czy ją przeskanować. Tak to chyba tylko na filmach robią. Biorę młotek i próbuje odgiąć listwę przypodłogową. Używam za dużo siły i w ścianie robi się małe wgłębienie. Walić to, zasłaniam ścianę szafką, odkładam młotek – za długo siedzę w domu. Dzwonię do Agi, muszę stąd wyjść.
Niedziela
Podnoszę się z łóżka, oglądam ręce, na ścianie wisi kalendarz. Nie wstawiam kawy, idę do korytarza. Odsuwam szafkę. Nie ma drzwi. Oddycham z ulgą. Na szafce leży młotek – no dobra zróbmy to. Uderzam w ścianę. Raz, a potem drugi. Janek wybiega z sypialni.
-- Pojebało Cię?
-- To nie sen? - pytam z zakłopotaniem.
-- No nie wierzę rozwaliłaś pół ściany, takie rzeczy się leczy! Czego tam szukałaś?
-- Nie wiem, myślałem że to sen.
Biorę zmiotkę i sprzątam tynk, Janek obiecał, że w tygodniu naprawi ścianę.
-- Choć spać, jutro masz egzamin.
Poniedziałek
Podnoszę się z łóżka, oglądam ręce, na ścianie wisi kalendarz. Za szafką są drzwi, ciężkie, stare, zmurszałe. Nie ma klamki, popycham je, skrzypiąc otwierają się, w środku ciemno. No tak latarka. Idę do kuchni, otwieram szufladę i wyciągam latarkę - budzę się.
Jest 7:00, obrona o 16:00, sukienka wyprasowana, nie ma co już powtarzać materiału. Prezentacja gotowa od kilku dni. Wstawiam kawę, w przedpokoju dziura w ścianie patrzy się na mnie z politowaniem. Prawie metrowej grubości ściana została ledwo draśnięta. Myję podłogę z resztek tynku. Młotek leży na podłodze. Czy pojebało mnie do reszty? Czerwona rączka młotka przyciąga mnie do siebie. Spoglądam na zegarek. Jeszcze dużo czasu. Uderzam w ścianę. Trochę niżej niż w nocy, na wysokości drzwiczek ze snów. Janek i tak będzie to naprawiał więc gorzej już nie będzie. Uderzam. Uderzam. Uderzam. Biały tynk sypie się powoli. Po kolejnych próbach pojawiła się czerwona cegła i z kolejnym uderzeniem pęka. Odpada mały kawałek, uderzam dalej, czuje jak na ręce robi się odcisk. Nogą odgarniam swój urobek na bok. Uderzam dalej. Dzwonek. Zmroziło mnie, przez 10 sekund nie mogłam się ruszyć. Dzwonek zadzwonił po raz drugi. Nikogo się nie spodziewam, powoli podchodzę do drzwi, otrzepując się z pyłu. Ostrożnie otwieram drzwi. Sąsiadka – co to za hałas? Czy długo jeszcze? – uspakajam, że zaraz kończę, próbuję się uśmiechnąć i zamykam drzwi. Ocieram czoło, podnoszę młotek. Klękam i uderzam jeszcze raz. I jeszcze raz. Cegła pęka, a jej fragmenty zasypują podłogę. Z pomiędzy cegieł wystaje jakaś ciemnoczerwona szmata, próbuje ją wyciągnąć, ale nie puszcza. Opukuję delikatnie dookoła. Wyciągam i rozkładam zawiniątko na podłodze. Swastyka? Rozglądam się, ale nikogo wokół mnie nie ma, aby potwierdzić moje spostrzeżenie. Wielka czarna swastyka w białym okręgu. Normalnie poszukiwacze skarbów, edycja Wrocław. Składam ją z powrotem i odkładam na bok. Idę do kuchni i z szuflady biorę latarkę. Sprawdzam czy działa świecąc w ziemie. Wracam do przedpokoju, klękam i świece w otwór w ścianie. Odbity blask latarki od złotych sztabek oślepia mnie na dłuższą chwilę, opadam na podłogę. Po chwili zasypiam. Nic mi się nie śni.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania