Poprzednie części:  Sekret w open space

Sekret małej doliny

Łowicz świętojański to było miejsce fiu fiu

Mała wioska w dolinie u podnóży wzgórza wisielców. Rzeka tęczową wstążką wiła się wśród domów jak czasów strażniczka. Ponoć kiedyś były w niej raki i pijawki, a dziś tylko samotna kaczka po niej czasami przepływa w letargu. Ile historii się z nią zapisało, to ho ho. A to kolega w wózku z górki posłał koleżankę, a to ktoś ręcznego nie zaciągnął i auto sturlało się w jej wartką toń. Nawet młodszy na rowerku, gdy wyleciał z niego, na kępce jak Mojżesz w koszyku się zatrzymał na samym brzegu. I powiem Wam szczerze, kiedyś flak wołowy na kamyku dużym patykiem niewiasta prała zawzięcie, a nawet zażarcie, zapisując się też w jej istnienie. Zawsze zafascynowana, w tej swojej małej formie życia patrzyłam na jej fale. Jednego razu w pięknej niedzielnej sukience wpadłam jak długa na jej powierzchnię. Ejjjj, znowu mnie popchnęła znienacka, jakoś tak sprytnie, że tylko w ustach poczułam mokrą buzię. Nie wiem jak ona to robiła, ale w mig potrafiła szczęście sobie tworzyć, uśmiech na duszy. Taki to był strumyczek .

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania